Restaurator 8

Autor: klaudiuszlabaj
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

Obcy dźwignął się powoli z kolan i cały czas celując do rannego Dawida zbliżył się do niego. Kopnął strzelbę w kąt, nachylił się nad obezwładnionym, wyciągnął z kieszeni kajdanki i skuł go krzyżując ręce na plecach. Dopiero teraz wstał i schował broń za pasem. Spojrzał do tyłu na leżącego gliniarza, chłopaki wciąż byli związani i obserwowali go z zdziwieniem i fascynacją, cel leżał na ziemi unieszkodliwiony. Było już względnie bezpiecznie. Otrzepał z kurzu swój czarny, idealnie dopasowany garnitur. Jak gdyby nigdy nic, wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki etui i włożył okulary. Następnie sięgnął po komórkę i absurdalnie do sytuacji w jakiej się znajdował, tzn. rannym człowieku pod swymi nogami, nieprzytomnym policjancie i trzem młodym mężczyznom związanych na krzesłach, siedzących jakby potrzebowali stolika i jeszcze jednego partnera do brydża, „Czarny” poprawił fryzurę i krawat, jakby osoba po drugiej stronie telefonu mogłaby go zobaczyć. Odchrząknął kiedy usłyszał sygnał po drugiej stronie aparatu.

- To ja… Tak, zdążyłem… - trzymając aparat przy uchu zbliżył się do Cygana i przyjrzał mu się dokładnie, później Kiecie i na końcu Grubemu, bardzo pobieżnie. – Są cali i zdrowi. On ma tylko lekko postrzeloną nogę… Żyje. Co mam z nim zrobić?...Dobrze, proszę pana. Odezwę się po wszystkim.

Schował telefon do kieszeni a wyciągnął nóż i zaczął rozcinać taśmę krępującą chłopaków.

- Szef cię przysłał? – Kieta zapytał rozcierając niedokrwione, obolałe ręce

- To chyba oczywiste.

- Masz jakieś imię? Komu zawdzięczamy ratunek?

- Czy ja wyglądam na kogoś kto potrzebuje podziękowania? – jego głos był pozbawiony szacunku dla osób które wyrwał z rąk oprawcy – A już na pewno nie chcę się zaprzyjaźniać z gościem, który chodzi w spodniach z dresu i ma na szyi grubszy łańcuch niż ja pasek w spodniach. Ty też, wcale nie musisz mnie znać!

Kieta w innej sytuacji dałby po mordzie osobie, która odezwała by się do niego w ten sposób ale TA sytuacja nie była normalna. Prychnął tylko zadowolony z wolności i rzucił do wybawiciela: „Jak sobie chcesz” i zapomniał o wdzięczności. Cygan uwolniony jako ostatni nie powiedział nic tylko rzucił się z krzesłem do którego był przywiązany, na leżącego Dawida i zaczął go okładać wyzywając od najgorszych. Powstrzymał go Czarny chwytając za ramię.

- Daruj sobie. Potrzebuję go niepoobijanego. Muszę nakarmić czymś psy.

- A jak mi wytłumaczysz śmierć komisarza? – Paweł nachylał się nad ciałem starszego kolegi, wszedł do środka dopiero kiedy sytuacja się wyklarowała.

- Żyje. Unieszkodliwiłem go paralizatorem. Ale masz rację gliniarz musi zginąć, za dużo widział.

Najpopularniejsze opowiadania
Inne opowiadania tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
klaudiuszlabaj
Użytkownik - klaudiuszlabaj

O sobie samym: Kim jestem? Ojcem pięcioletniej Weroniki, pisarzem, robotnikiem, kucharzem, melomanem, kinomanem, samotnikiem, rowerzystą, pasażerem autobusu 672 Wesoła-Katowice. W skrócie ale prawdziwie.
Ostatnio widziany: 2013-06-19 08:52:35