Sted

Autor: maga
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

Siedzę w przedziale pociągu. Za oknem przewijają się typowe polskie krajobrazy – pola i lasy. Co jakiś czas pojawia się dom, który po krótkiej chwili znika w oddali. Zima opatuliła śniegiem ziemię, pociąg turkocze miarowo. Naprzeciwko mojego siedzenia położyłem plecak. Nie byłem sam. Z prawej siedział młody mężczyzna wyglądający na studenta. Spał z szeroko otwartymi ustami. Miał krótkie, kręcone włosy, a na jego kolanach kołysał się futerał z gitarą i niewielki tobołek. Tylko podróż jest prawdziwym życiem, jak prawdziwe życie jest podróżą - zakołatało mi w głowie. Potarłem czoło. Skąd ja znam te słowa? Pociąg zaczął zwalniać. Stukot stawał się coraz wolniejszy, aż w końcu zaskrzypiały hamulce. Mój sąsiad poderwał się gwałtownie. - Czy to już Lublin? – - Nie, Lublin jest następny.- Mężczyzna westchnął i skulił się w pozycji do snu. Odwróciłem wzrok i zacząłem przypatrywać się wysiadającym i wsiadającym. Pędzącym na następny pociąg, do rodziny, do szkoły, do dziewczyny, która czeka. Nieustający ruch. Wsiadającym i wysiadającym. - Długo już podróżujesz? – jego oczy utkwione były na moim pękatym plecaku. Zaskoczył mnie tym swoim niespodziewanym pytaniem. - Słuchaj, przepraszam, że tak od razu na ty przeszedłem, jeśli... - Ja też nie lubię zbędnych formalności.- przerwałem. Uśmiechnął się. - Mów mi Sted.- - Bob. A podróżuję od niedawna. - Wymieniliśmy spojrzenia niczym tajni agenci obcych wywiadów starający się za wszelką cenę ukryć swoją tożsamość. - Sted...głupia sprawa...wiesz może kto śpiewa piosenkę z takim tekstem: „Tylko podróż jest prawdziwym życiem, jak prawdziwe życie jest podróżą.”? Nie mogę sobie za nic przypomnieć... Sted wzruszył ramionami. - Nie wiem. Nie znam takiej piosenki. Aczkolwiek ładny cytat, powiedziałbym nawet – życiowy. – popatrzył na okno. – Wiesz, Bob, ja podróżuję już od dłuższego czasu, więc do mnie się to odnosi w sensie dosłownym. Lubię tą moją wędrówkę i coś mnie cały czas ciągnie do takiego życia jak włóczęga. Próbowałem nawet kiedyś „zapuścić korzenie”, ale doszedłem do wniosku, że to jednak nie dla mnie. Wędruję i napotykam ślady wilków, jakby to powiedział poeta. – zamilkł – Papierosa? – spytał i wyjął paczkę z kieszeni. Wziąłem jednego i zapaliliśmy. - I tak kiedyś śmierć mnie czeka. Wolę jednak spotkać ją na szlaku, bo dopóki sił, będę szedł! Będę biegł! – wypuścił obłoczek dymu z ust. – Zobaczysz, złapię to życie za ogon.- Pociąg zaczął zwalniać. - Lublin, wysiadam. Miło się rozmawiało. To znaczy...miło, że wysłuchałeś. – roześmiał się, wsadził papierosa w zęby i podał mi rękę. - Do zobaczenia.- wstałem i uściskałem lekko zdziwionego Steda. - To do zobaczenia, Bob. – powiedział i wyszedł z przedziału zostawiając za sobą chmurę dymu i wibrującą w powietrzu poezję.

1
Najpopularniejsze opowiadania
Inne opowiadania tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
maga
Użytkownik - maga

O sobie samym:
Ostatnio widziany: