Strach - retro kryminał

Autor: Almi
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

* * *

Ku wielkiemu niezadowoleniu Agaty Barbara poszła po obiedzie do pracowni, małego domku na skraju warzywnika. Mąż wybudował go dla niej krótko po ślubie. Mogła w nim malować nawet zimą, bo Drwęcki kazał wstawić piec kaflowy. Duże okna od wschodniej i południowej strony wpuszczały do środka mnóstwo naturalnego światła.

Młodzi udali się do stajni, by podziwiać Kalipso. Wiktor z dumą oprowadził ją po podwórzu. Gniada klaczka lekko i z gracją stąpała posłusznie za swoim panem. Jedynie gdy Nero doskakiwał zbyt blisko, strzygła nerwowo uszami.

- Jest bardzo łagodna – Wiktor pogładził aksamitne chrapy konia. – Ułożona i pod wierzch i do zaprzęgu.

Odprowadził Kalipso do stajni.

- Nie czekajcie na mnie – powiedział. – Muszę jechać do Dąbówki.

Dziewczyna wsunęła rękę pod ramię narzeczonego.

- Przejdźmy się – zaproponowała.

Nero patrzył to za nimi to za Wiktorem. W końcu rozpędził stadko kur, które rozpierzchły się z głośnym gdakaniem i zadowolony z siebie, w radosnych podskokach pobiegł do stajni.

We wsi panował spokój. Ludzie nie powrócili jeszcze z pól. Zmęczone upałem psy spały przy budach. Anna pozdrawiała kobiety, kręcące się po obejściach. Gdy zbliżali się do jednej z chałup, powiedziała: 

- Tu mieszka Achilles.

- Tak się nazywa? – zdziwił się Adam.

Roześmiała się.

- To Antek, wnuk Agaty i narzeczony naszej Zosi. Mama chce by jej pozował do obrazu.

- I co on na to?

- Aż się zapalił, ale Agata lamentowała, że to obraza boska i że ludzie wezmą mamę na języki.

- Przecież pani Barbara już malowała tutejszych.

- Ale nie na wpół rozebranych.

Stanęli przy rozpadającym się chruścianym płocie. W pełnym chwastów, zagraconym ogrodzie bawiła się trójka bosych i umorusanych dzieci. Drewniane ściany niskiej, zapadniętej chałupy najwyraźniej już dawno nie były bielone. Z domu wyszła kobieta, uginała się pod ciężarem wiadra. Na ich widok przystanęła  i postawiła je na ziemi. Mały, może dwuletni płowowłosy chłopczyk uczepił się kurczowo matczynej spódnicy i spoglądał na przybyłych z palcem w półotwartej buzi.

- Dzień dobry pani Grzelakowa.

Kobieta podeszła bliżej. Wytarła ręce w pasiasty fartuch.

- Dzień dobry panience i panu – odpowiedziała grzecznie. Jej usta  wygięły się w uśmiechu ale oczy pozostały czujne  i zalęknione.

- Mąż w domu? – spytała szybko Anna.

- Nie ma go – machnęła ręką, jakby odganiając się od uprzykrzonej muchy.- Pewnie pije gdzie z Jaśkiem.

Anna podała jej zwitek banknotów, które kobieta zręcznie schowała do kieszeni fartucha.

- Bóg zapłać panience – powiedziała nabrzmiałym łzami cichym głosem.

Chwyciła wiadro.

- Muszę zadać świniom.

Od strony na wpół rozwalonej szopy dobiegał natarczywy kwik głodnych zwierzaków.

- Grzelakowa była mamką Wiktora - wyjaśniła Anna, gdy nieco się oddalili. – Jasiek to jej najstarszy syn. Zamiast pomóc matce… - pokręciła głową z dezaprobatą.

„Nie naprawisz całego świata” – pomyślał Adam, ale nic nie powiedział. Był pewien, że rozgniewałby dziewczynę tymi słowami.

Biegnącą od skraju wsi wąską ścieżyną dotarli do łąki, którą Wiktor zamierzał sprzedać. Rozpościerała się aż do Warty. Stanęli na brzegu. Woda lśniła od słonecznych promieni.

- Trochę szkoda tej łąki – odezwał się.

Anna westchnęła.

- Gdyby ojciec żył … – w jej głosie zadrgała nuta żalu. – Wiktor w ogóle go nie znał.

- A ty pamiętasz ojca?

Potrząsnęła głową.

- Niewiele. Tylko skrawki, pojedyncze obrazy. Gdy umarł na serce, miałam trzy lata. Pamiętam, że bardzo się bałam...

Najpopularniejsze opowiadania

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
Almi
Użytkownik - Almi

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2022-06-28 14:34:44