"Szelest Motyla"

Autor: akinom1
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

-Postanowiłeś więc wesprzeć w bólu kumpla łajzę i polać mu świeże rany zimnym piwem dla ochłody? – syknąłem zgryźliwie, zapalając papierosa.

-Czy ja wyglądam na Matkę Teresę? – skrzywił się mój dobroczyńca i nachylił się w moim kierunku z chytrym uśmiechem. -Mam dla ciebie propozycję biznesową i mówię ci- tu głos zabrzmiał mu tajemniczo - głupi będziesz, jak nie skorzystasz.

-Wiesz, jak cię lubię, ale zapomnij stary, ja się do tego twojego sanatorium nie wybieram.

-Sanatorium nie dla frajerów -zarżał – po koleżeńsku proponuję. Chcesz - zarobisz, nie – prosić nie będę.- W jego głosie dało się słyszeć urazę.- Robota prosta i bezbolesna – tu spojrzał na mnie znacząco.- Za dużo się tych swoich książek naczytałeś i coś ci się roi, a życie kolego brutalne jest, albo ty je za łeb albo ono ciebie! Bez urazy stary, ale swoje lata masz, a co osiągnąłeś? - Podsunął mi do twarzy swoje wielkie łapsko i zaczął wyliczać: Po pierwsze - mieszkasz z matką. Po drugie – jesteś sam. Po trzecie – laska zrobiła cię w trąbę i wyszła za dzianego kolesia. Po czwarte - zaciągnąłeś kredyt studencki, który spłacałeś szorując kible i podając cegły niedouczonym fachowcom na budowach. Po piąte, dziesiąte i dwudzieste piąte – jesteś b e z r o b o t n y, jeździsz autem rówieśnikiem i olali cię wszyscy znajomi, oprócz mnie – zakończył. Przyznaję - zatkało mnie… Krótka, wypunktowana analiza mojego życia osobistego w wykonaniu profesora Jabłońskiego, była zadziwiająco trafna. Trzydzieści lat życia z hakiem zmieściło się w paru nudnych punktach i wszystkie były prawdziwe!

- Porażająca analiza, ale dzięki, nie skorzystam! – Wstałem, szykując się do wyjścia.

-Jak zmienisz zdanie, zadzwoń - niczym niezrażony Sebastian, rozparł się wygodnie na stoliku.- „Nie taki diabeł straszny, jak go malują…” - rzucił na pożegnanie. Cholerny dzień ludowej mądrości -pomyślałem ze złością - wszyscy przysłowiami gadają! Niech tylko jeszcze matka zacznie złotymi myślami strzelać…

Chociaż w korytarzu panował półmrok i starałem się jak najciszej przemknąć do mojego pokoju, wyczuwałem (oprócz własnego chmielowego oddechu ), coś wiszącego nad moją głową z nieuchronnością i siłą greckiego fatum. Szybko przekonałem się, że tym kimś była moja matka Jadwiga, wyłaniająca się z mroków kuchennych niczym Atena z głowy Zeusa. Walczyłem właśnie z butem, który zaklinował się na mojej stopie, gdy bogini wojny dopadła mnie, jak przebiegły lis dopada niemrawego kurczaka.

-O której to się wraca do domu?- zasyczała jak prawdziwa żmija szykująca się do ataku- Nie dość że wychodzisz z tym kryminalistą, to jeszcze wracasz zalany w trupa w środku nocy! Nie tego spodziewałam się dożyć na stare lata!

Najpopularniejsze opowiadania
Inne opowiadania tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
akinom1
Użytkownik - akinom1

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2010-06-07 13:24:03