Z głosu w echo

Autor: tomekwroclawski
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

 
Z GŁOSU W ECHO

To była zwyczajna rozmowa.
Bez patosu, bez wielkich słów.
Siedzieliśmy przy kawie —Wspominałem mamę.
I mojego psiaka Dannona —przyjaciela, kawałek życia.

Powiedziałem, że czasem jeszcze mi się zdarza zapłakać.
Nie z żalu,
raczej z czułego wspomnienia, które wraca znienacka.

Ona spojrzała na mnie uważnie i powiedziała:
– Wiesz, mam wrażenie, że bardziej przeżywasz odejście swojego psa niż matki.

Nie było w tym złośliwości.
Tylko zdziwienie.
Jakby coś w moich słowach nie mieściło się w znanym jej porządku uczuć.

Taka logika — że mama to to samo co matka,
a psiak to to samo co pies.

Uśmiechnąłem się tylko.
I odpowiedziałem spokojnie:
– Miłość ma różne oblicza.
Miłość do rodziców, do przyjaciol, do Dannona…
to wszystko są formy tej samej tęsknoty za bliskością.
Czasem jest wdzięcznością.
Czasem przywiązaniem.
A czasem — po prostu ciszą, w której ktoś jest, był...


Wieczorem długo siedziałem przy oknie.
Dzień bledł powoli,
świat tracił kontury,
jak wspomnienie, które nie znika, tylko cichnie w pamięci.

I wróciły jej słowa.
To zdziwienie, ten ton rozsądku, który próbował wszystko nazwać i uporządkować.
A przecież uczucia nie mieszczą się w tabeli.
Nie da się ich zmierzyć, porównać, ustawić w kolejności.

Bo miłość — każda — jest pełna.
Za każdym razem cała.
Nie większa, nie mniejsza.
Inna — ale równie prawdziwa.

Nie ma w niej hierarchii.
Nie pyta, kogo „bardziej” wolno kochać.
Nie zna miary,
nie szuka uzasadnienia.

Po prostu jest.
Jak światło, które raz zapalone —
nigdy już nie gaśnie.

I wtedy zrozumiałem,
że miłość nie potrzebuje obecności, by trwać.
Że żyje w drobiazgach:
w zapachu poranka,
w dźwięku kroków na ścieżce,
w chwilowym zatrzymaniu,
jakby ktoś nadal szedł obok.


A potem zasnąłem.

I znów byłem z Danonem.
Łąka tonęła we mgle, wszystko było miękkie i znajome.
Szliśmy razem, powoli, tak jak dawniej.

W pewnym momencie zatrzymał się,
spojrzał na mnie i po prostu usiadł.
Jakby chciał powiedzieć: tu jest dobrze, zostańmy jeszcze chwilę.

Nie było słów.
Tylko ta spokojna obecność,
w której wszystko było zrozumiałe.

I wtedy wiedziałem —
że miłość nie znika.
Ona tylko zmienia kształt.
Z dotyku w pamięć.
Z głosu w echo.
Z obecności — w spokój, który zostaje na zawsze.

 

 

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
tomekwroclawski
Użytkownik - tomekwroclawski

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2025-11-18 22:20:23