Z głosu w echo
Z GŁOSU W ECHO
To była zwyczajna rozmowa.
Bez patosu, bez wielkich słów.
Siedzieliśmy przy kawie —Wspominałem mamę.
I mojego psiaka Dannona —przyjaciela, kawałek życia.
Powiedziałem, że czasem jeszcze mi się zdarza zapłakać.
Nie z żalu,
raczej z czułego wspomnienia, które wraca znienacka.
Ona spojrzała na mnie uważnie i powiedziała:
– Wiesz, mam wrażenie, że bardziej przeżywasz odejście swojego psa niż matki.
Nie było w tym złośliwości.
Tylko zdziwienie.
Jakby coś w moich słowach nie mieściło się w znanym jej porządku uczuć.
Taka logika — że mama to to samo co matka,
a psiak to to samo co pies.
Uśmiechnąłem się tylko.
I odpowiedziałem spokojnie:
– Miłość ma różne oblicza.
Miłość do rodziców, do przyjaciol, do Dannona…
to wszystko są formy tej samej tęsknoty za bliskością.
Czasem jest wdzięcznością.
Czasem przywiązaniem.
A czasem — po prostu ciszą, w której ktoś jest, był...
Wieczorem długo siedziałem przy oknie.
Dzień bledł powoli,
świat tracił kontury,
jak wspomnienie, które nie znika, tylko cichnie w pamięci.
I wróciły jej słowa.
To zdziwienie, ten ton rozsądku, który próbował wszystko nazwać i uporządkować.
A przecież uczucia nie mieszczą się w tabeli.
Nie da się ich zmierzyć, porównać, ustawić w kolejności.
Bo miłość — każda — jest pełna.
Za każdym razem cała.
Nie większa, nie mniejsza.
Inna — ale równie prawdziwa.
Nie ma w niej hierarchii.
Nie pyta, kogo „bardziej” wolno kochać.
Nie zna miary,
nie szuka uzasadnienia.
Po prostu jest.
Jak światło, które raz zapalone —
nigdy już nie gaśnie.
I wtedy zrozumiałem,
że miłość nie potrzebuje obecności, by trwać.
Że żyje w drobiazgach:
w zapachu poranka,
w dźwięku kroków na ścieżce,
w chwilowym zatrzymaniu,
jakby ktoś nadal szedł obok.
A potem zasnąłem.
I znów byłem z Danonem.
Łąka tonęła we mgle, wszystko było miękkie i znajome.
Szliśmy razem, powoli, tak jak dawniej.
W pewnym momencie zatrzymał się,
spojrzał na mnie i po prostu usiadł.
Jakby chciał powiedzieć: tu jest dobrze, zostańmy jeszcze chwilę.
Nie było słów.
Tylko ta spokojna obecność,
w której wszystko było zrozumiałe.
I wtedy wiedziałem —
że miłość nie znika.
Ona tylko zmienia kształt.
Z dotyku w pamięć.
Z głosu w echo.
Z obecności — w spokój, który zostaje na zawsze.
