Zołza - cz. 3

Autor: annakowalczak
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

- A kto się nią opiekował do tej pory?

- Obecnie jakaś dalsza krewna, ale w tym tkwi problem, że karetka zabrała ją do szpitala. Nie musisz się zgodzić, ale możesz spróbować. Tydzień szybko zleci, a zawsze będziesz miała parę groszy więcej, tym bardziej, że odkładasz na komputer.

- A co będzie, gdy ja wyjadę?

- Mam nadzieję, że do tej pory kogoś znajdą.

- Wobec tego zastanowię się i porozmawiamy, gdy wrócę. Wypiła duszkiem resztę herbaty, puściła do pani Luci oko, w pośpiechu narzuciła przeciwdeszczową kurtkę i wybiegła zatrzaskując dość głośno drzwi.

Gdy dotarła na miejsce, natychmiast podzieliła się wiadomością o pracy. Zośka ledwie usłyszała, co to za praca, zerwała się z miejsca jak rażona piorunem, spojrzała na Zenka i postawiła oczy w słup. Gdy nieco ochłonęła, przełknęła ślinę i przemówiła swoim donośnym głosem:

- Choćby ci obiecano złote góry, nie możesz pracować dla tej wariatki! To wiedźma! Żadna opiekunka jeszcze z nią nie wytrzymała, nawet tygodnia, a miała ich sporo! Jeśli się zgodzisz, ciebie też wykończy ta żmija!

- Zocha ma rację, z taką lepiej nie zaczynać – przytaknął pan Zenon.

- Boże. Po co, tyle hałasu? Przecież jeszcze się nie zgodziłam – pomachała rękoma.

- Dziewczyno, my tylko chcemy twojego dobra. Jesteś bardzo wrażliwa, nie chcemy żebyś płakała, z powodu głupiej wieźmy. A tak by z pewnością było, bo by cię na każdym kroku poniżała i wyśmiewała – odparła Zośka, tym razem nieco łagodniej, nie patrząc na Klarę, tylko na Zenka, który przytakiwał głową.

Klara głęboko się zamyśliła. Cóż oni mogą wiedzieć o poniżaniu, wyśmiewaniu, niepotrzebnie wylanych łzach, skoro nigdy nie zaznali szykan i upokorzeń. Ona poczuła ten smak goryczy, dlatego jest pewna, że już nic gorszego nie może jej spotkać. Dwoje rodziców, dobrze stojących finansowo, wybudowany obszerny dom z salonem i dwoma łazienkami, a ona się w nim czuła, jak intruz. Nikt nie pamiętał o jej osiemnastych urodzinach. Jej starsza siostra, chodziła na kurs prawa jazdy i chociaż zdała dopiero za piątym podejściem, mama była wniebowzięta. Po niecałym tygodniu kupiła jej samochód, którym do dziś szpanuje przed koleżankami. – A ja nawet nie potrafię, jeździć na rowerze. Ale jak miałam się nauczyć, skoro nigdy nie miałam własnego roweru? – szepnęła sama do siebie i wytarła palcami łzę, która nie pytając o zgodę, potoczyła się po policzku. Podniosła się raptownie i rozejrzała na boki, nie było nikogo: nawet nie zauważyła, kiedy wyszli. Chwilę się zastanowiła i poszła na zaplecze skąd dochodziła dość głośna rozmowa. Stanęła w otwartych drzwiach i obrzuciła wzrokiem nieduże pomieszczenie.

Stały dwa złączone razem stoliki. Na jednym krześle już się usadowił o pokaźnej tuszy kucharz, Zośka o coś spierała się z szefem, zaś dwie dziewczyny te z bufetu, wnosiły na stół patery z pączkami, kubki z kawą oraz desery z bitą śmietaną. Nawet nie zauważyła, kto i kiedy postawił szampan i butelkę wina. Gdy wszyscy zajęli swoje miejsca, pan Zenon wygłosił kwiecistą mowę i dziękując za współpracę, każdemu wręczył kopertę. Spojrzał na Klarę i roześmiał się serdecznie.

- Posłuchaj mała, ponieważ byłaś naszym najmłodszym pupilkiem, postanowiliśmy obdarować cię małymi upominkami – powiedział i wręczył jej dwie książki. Zośka podarowała bransoletkę z wisiorkiem, dziewczyny z bufetu, kupiły pluszowego misia, a gruby kucharz kota z wyciągniętą szyją. Ale to nie był pluszowy kociak, to była skarbonka.

Inne opowiadania tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
annakowalczak
Użytkownik - annakowalczak

O sobie samym: Napisz kilka słów o sobie
Ostatnio widziany: 2018-12-26 19:20:59