Zwyczajnie - miłość (XIII) Różnice

Autor: zielona
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

Wtedy właśnie rozległ się dzwonek. Tego gościa nikt się nie spodziewał, choć raczej powinien. Piotr po wyjściu od Magdy w niedzielę nie potrafił sobie znaleźć miejsca. Próbował się zaszyć przed światem, zamknąć się, odciąć, ale natrętne myśli napadały go w każdej sytuacji. Wewnętrzny krzyk był coraz większy. Nie był w stanie pojąć, że jego ukochana kobieta, której tak ufał zrobiła to, co zrobiła. Najpierw się upił do nieprzytomności, potem płakał zamykając się w swoim pokoju i zagłuszając swój głos dźwiękiem muzyki Haydna. Potem wyszedł, aby znów pić. Podchodził wiele razy pod jej blok ze ściśniętym sercem i ogromną chęcią, aby iść do niej i przekonać ją, usłyszeć, że to jakieś koszmarne nieporozumienie, ale rezygnował stwierdzając, że to byłby szczyt poniżenia. Była w ciąży z innym. Nie mógł już nic. Teraz upiwszy się znowu przyszedł, zadzwonił do drzwi i chwiejąc się na nogach czekał. Otworzył profesor, spojrzał na niego ze współczuciem.
- Witaj Piotrze. Co tam?
- Może poprosić pan Magdę? Ja muszę jej zadać jedno pytanie. Może pan?
- Wejdziesz?
- Nie. Jakby tu wyszła to tylko jedno pytanie i pójdę sobie. Nie będę wchodził – mówił bełkotliwie
- Poczekaj. – Stanisław cofnął się, przekazał Magdzie, że ma gościa i wyszła. Stanęła w drzwiach zdumiona. Nie widziała jeszcze Piotra w takim stanie. Był pijany z podkrążonymi oczyma, ledwo trzymał się na nogach patrzył na nią błędnym spojrzeniem.
- Cześć – przywitała się. – Chyba jesteś trochę pijany. Jesteś pewien, że chcesz teraz rozmawiać?
- Tak – odpowiedział głośno i wyraźnie. – Jestem pewien, że właśnie teraz chcę rozmawiać.
- No to może wejdziesz? – powiedziała to bez przekonania, bo trochę się bała. Instynkt kazał jej odsunąć się i chronić dzieci, ale rozsądek mówił, że przecież nie może jej nic grozić ze strony Piotra.
- Nie chcę wchodzić, nie chcę siadać i nie chcę pieprzonej kawy, ani herbatki na ułagodzenie. Chcę tylko wiedzieć dlaczego mi to zrobiłaś. Co zrobiłem źle? W czym cię zaniedbałem. Wytłumacz mi.
- Piotruś w niczym mnie nie zaniedbałeś, nie skrzywdziłeś. Tak jakoś… Samo wyszło. To moja wina. Nie twoja. Jestem słabą, głupią dziewczyną i na ciebie nie zasługuję.
- Nie pieprz! – krzyknął – Nie chcę słuchać tych farmazonów! – mówił bełkotliwym załamującym się głosem. – On musi mieć coś, czego u mnie ci zabrakło. Na pewno jest coś takiego co cię u mnie odstręczało. Co? Za mało spontaniczny byłem. Co? Za mało romantyczny? Może nudny zwyczajnie. Powiedz mi. Ja się starałem. Naprawdę się starałem – zaczął płakać mówiąc kolejne słowa. – Ja dla ciebie byłem gotów wszystko. Dlaczego ty wolałaś jego? Wytłumacz mi! – ostatnie żądanie krzyknął przez łzy. Obok przeszła sąsiadka patrząc na nich zdumiona. Ktoś wyjrzał z innych drzwi i krzyknął.
- Co się tam dzieje?! Chyba cisza nocna już jest!.
- Zaraz będzie pan miał spokój! – odkrzyknął Piotr – Zaraz się stąd zbieram. Wszyscy, kurwa, będą mieli spokój. T

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
zielona
Użytkownik - zielona

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2019-07-21 10:48:39