Październikowy Berlin zdawał się jesienią jeszcze większy i bezkresny. Liście opadały z drzew, odsłaniając rozległe, proste, ciosane wręcz arterie. Ulice ciągnęły się po sam horyzont, a jazda samochodem trwała tu całe wieki. Były czyste, jakby co godzinę ktoś chodził i przecierał całe miasto przysłowiową szmatą. Wypucowane chodniki, elewacje, bruk…Można było jeść z ziemi.
Październikowy Berlin zdawał się jesienią jeszcze większy i bezkresny. Liście opadały z drzew, odsłaniając rozległe, proste, ciosane wręcz arterie. Ulice ciągnęły się po sam horyzont, a jazda samochodem trwała tu całe wieki. Były czyste, jakby co godzinę ktoś chodził i przecierał całe miasto przysłowiową szmatą. Wypucowane chodniki, elewacje, bruk…Można było jeść z ziemi.
Więcej