Cisza nocna

Autor: Uriel
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

Czas mijał, Merci stawała się coraz starsza, ale sąsiedzi z góry nadal byli dla niej dziadkami. To się nigdy nie zmieniło. Był czas, kiedy byli jej bliżsi niż matka. Kiedy to właśnie z babcią Marysią mogła porozmawiać o wszystkim, to jej się zwierzała z pierwszych miłości, sukcesów, porażek. Była bardzo częstym gościem w ich domu. Tato Merci to naprawdę rozumiał. Natomiast matce się to nie podobało. Pewnie dlatego, że była zazdrosna, zazdrosna o to, że ona nie ma takiej więzi z własną córką. Matka bardzo chciała to przerwać, ale nie udało się jej.

Czas mijał dalej, rodzice Merci się rozwiedli. Wtedy sądziła, że to wina ojca, bo sobie znalazł kochankę, takie informacje dostała od matki. Z ojcem się oczywiście spotykała, bo był jej zawsze bliski, zawsze był jej przyjaciele. Po roku od rozwodu mu się o to zapytała, on oczywiście zaprzeczył, opowiedział jej trochę i ich relacjach, ale nie za dużo, ponieważ wszystkiego wiedzieć nie musiała. To był etap jej życia, kiedy z „dziadkami” jeszcze bardziej się zżyła, a tato stał jej się jeszcze bliższy. Jednak nadal mieszkała z matką, co było dla niej okropne.

W liceum miała mniej czasu dla dziadków. Wiadomo, znajomi, imprezy, chłopak, co jakiś czas nowy, ale jednak ważny w tym czasie, w którym był. Zawsze przedstawiała go babci Marysi i dziadkowi Zbyszkowi. Matka nie zawsze znała jej amanta, tata też, ale to dlatego, że nie mieli za dużo czasu, aby się widywać.

Gdy Merci skończyła 18 lat, babcia Marysia zaczęła podupadać na zdrowiu. Mąż oczywiście się nią opiekował, Merci mu pomagała jak tylko mogła, przecież były sobie takie bliskie. Nie była obłożnie chora, nie musiała leżeć, ale gorzej się zaczynała czuć. Zaczęła chodzić do lekarza, brać leki. Przebadali ją, niby żadnej choroby nie miała. Problem był w tym, że nie potrafiła myśleć pozytywnie, że nie wiadomo dlaczego straciła chęć do życia, uchodziło z niej powoli. Merci sądziła, że być może dlatego, że nie ma kontaktu z dziećmi. Mają przecież dwie córki i nie wiadomo ile wnucząt. Pewnego dnia przeszukała notatnik babci Marysi i znalazła ich numery. Zadzwoniła do nich, spotkała się z nimi i przedstawiła sytuację. Początkowo żadna nie chciała jej słuchać, były uparte i szły w zaparte. Ale Merci była konsekwentna i cierpliwa. Udało się jej. Przyszły obie, na początek same. Obie były już w drugim małżeństwie.

Ani babcia Marysia ani dziadek Zbyszek nie wiedzieli o tym co ona kombinuje. Mogli mówić co chcieli, ale ona wiedziała, że oboje chcieli zobaczyć córki, porozmawiać, nawet jeśli wiele lat temu coś ich poróżniło.

Akurat siedziała u nich na popołudniowej herbacie, a właściwie to gotowały z babcią, bo to było coś, co dawało niezwykłą radość starszej kobiecie. Dziadek Zbyszek siedział razem z nimi w kuchni, ponieważ było naprawdę duża. Śmiali się, w tle leciała muzyka lat 50, z płyt winylowych. Mieli ich całe mnóstwo. Nagle usłyszeli dzwonek. Merci poszła otworzyć. Była przekonana, że to może nawet ktoś do niej, może matka jej szuka albo chłopak. Wiedział, że jak nie ma jej w domu, to będzie piętro wyżej. Jednak nie tym razem. To były córki dziadków. Wpuściła je, ale do mieszkania najpierw weszła sama, żeby ich uprzedzić.

-        Babciu, dziadku, ktoś do Was, ktoś kogo dawno nie widzieliście, ale na pewno tęskniliście. Ja lepiej pójdę.

Zebrała swoje rzeczy, w środku były już obie córki. Zauważyła tylko, że wszyscy się rozpłakali. Nie chciała przeszkadzać, mieli sobie przecież tak wiele do powiedzenia. Tyle straconych lat, tyle nie wypowiedzianych słów, żali, smutków, ale i na pewno  radości.

Najpopularniejsze opowiadania
Inne opowiadania tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
Uriel
Użytkownik - Uriel

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2021-08-30 22:15:36