Dzień z życia Śnieżki
A potem roześmiała się sama z siebie i swojego roztargnienia. Wtedy przypomniała sobie o słoiku soczewicy, który wcześniej wyjęła ze spiżarni i pozostawiła przed drzwiami. Poszła zatem po niego. Gdy już go niosła potknęła się i słoik się rozbił. Inna księżniczka pewnie i nad tym by rozpaczała. Jednak ta, ponieważ była niestandardowa wzięła tylko jedną z podłogi, spróbowała i pomyślała:
- Spróbowałam i żadna rewelacja. W sumie to dobrze, że ten słoik się rozbił, bo nie chciałabym więcej tego jeść.
Szybko posprzątała szkła i zawartość ze słoika. Potem, już bez kolejnych wypadków podążyła do łazienki. Tam rozpuściła miód w gorącej wodzie i weszła do tak przygotowanej kąpieli. Wtedy zrobiło się jej dziwnie rzewnie. Nie wiedzieć kiedy zaczęła smucić się, że nie ma przyjaciół, że ma tylko znajome sarny, zające i krasnale.
- Wszystko to, albo za głupie, albo zbyt naiwne, albo za bardzo proste. Czemu nie mogę mieć kogoś, z kim mogłabym nie tylko się pośmiać, ale też popłakać? Czemu nie mam komu się pożalić, gdy jest mi źle? Czemu nie mam przed kim się zwierzyć? – Użalała się nad sobą. Nie mogąc pomieścić w sobie tego całego smutku zaczęła płakać. Wtedy dostrzegła złoty grzebyk wystający z kieszeni jej ubrania. Bez zwłoki wychyliła rękę z wanny i sięgnęła po niego. Po chwili już wpinała go we włosy. A potem zamknęła oczy i już ich nie otwierała.
- Ha ha ha! Wreszcie udało mi się ją unicestwić. – Ucieszyła się staruszka obserwująca wszystko zza okna. Od razu też pobiegła do swojego pałacu zapytać magiczne lusterko kto teraz jest najpiękniejszy na świecie.
Śnieżka po dwóch godzinach obudziła się ze snu. Grzebyk niemal od razu wypłukała woda z jej włosów. Tylko alkohol i rozżalenie nie pozwalały się jej wcześniej obudzić. Kiedy wreszcie się ocknęła przetarła twarz, wyciągnęła korek z wanny i wyszła z niej. Zawinęła się też ręcznikiem. Po tak męczącym poranku zdecydowała się na dokończenie drzemki w łóżku. I tak też zrobiła…
