Filip "Ogier Brzydki"

Autor: minona

„Filip ‘Ogier Brzydki’”

Minona

 

Kesja uważnie przyglądała się wszystkim koniom na targowisku. Jeden był bardzo brzydki. Ale właśnie przez tę brzydotę przyciągnął jej uwagę. Podeszła do niego.

-Co, biedaku, nikt cię nie chce?- powiedziała do niego ze współczuciem.

„Nie chce. I ty też nie.”

Miał naprawdę nietypowy wygląd. Niby normalny ogier, ale jego maść – ta była źródłem jego brzydoty. Szarobiała z ciemnymi plamami. Te plamy były okropne. Nikt nie wiedział czy powstały w wyniku okaleczenia, czy może były uwarunkowane genetycznie.Tułów i tylne kończyny poświtywały niebieskim kolorem, a przednie kończyny wyglądały, jakby były wytatuowane. Kesja odniosła wrażenie, jakby tego konia ubrano w ludzkie ubrania, gdy był jeszcze źrebakiem i nie ściągano ich, aż wyrósł. Wyglądał, jakby te ubrania w niego wrosły i zespoliły się ze skórą.

-Biedaku, co ci zrobili? – Kesji zachciało się płakać. Jak można tak traktować zwierzę?

Pogłaskała go. Myślała, że dotykając niebieskiej skóry, poczuje materiał bawełnianej bluzki. Ale nie. Jego skóra była gładziutka.

-Ale masz dziwną skórę. Okaleczyli cię czy taki się urodziłeś? – Kesja była zaintrygowana.

„Urodziłem się całkiem inny”

Takiego konia jeszcze nie widziała. To ubrali go czy nie? Postanowiła pogadać z właścicielem.

-Co się stało z tym koniem?- podeszła do niskiego, otyłego mężczyzny około pięćdziesiątki.

-Ja tam nie wiem. Znalazłem go kiedyś przy rzece- wyjaśnił- Już taki był.Nikt go nie chce, bo brzydki. Wygląda, jakby był w niewoli, ale kto tam wie? On nie powie, bo nie umie. A pytałem po okolicy, czy komuś konia nie ukradli albo czy nie uciekł, ale nikt się nie przyznaje. No to go wziąłem, myślę „Może się sprzeda”. Ale nikt go nie chce. Tu przychodzą tylko tacy, co chcą konia do wystawy, albo do roboty. Do wystawy się nie nadaje, a do roboty ludzie myślą, że też nie, bo wygląda, jakby okaleczony, to sił mieć nie może. Ale ja mówię pani, on ma siły. Wygląda jak wygląda, ale nie jest zły. Nawet polubiłem tego brzydala. Ale on mi niepotrzebny. Pieniędzy potrzebuję, muszę dzieciaki wykarmić. Nie ma lekko. Jak pani chce konia, to może też pani inne zobaczyć. Mam tu jeszcze i silne do roboty, i ładne na wystawki. A do czego pani potrzebuje?

-Ja?- Kesja wysłuchała przeciągłej mowy kupca – Do podróży- odpowiedziała.

-Co pani? Do podróży? Nie lepiej samochód? Albo samolot? Gdzie się pani wybiera, że konno chce pani podróżować?

-Do okoła świata – Kesja uśmiechnęła się. Wszyscy śmiali się z jej pomysłu. Ale o tym zawsze marzyła i teraz w końcu może to marzenie spełnić. Samotnie konno przez świat.

Kupiec zaśmiał się. Młodzi to mają dziwne pomysły. Naczyta się to, naogląda, a potem szaleje. A jak przypili, to żałują. No, ale powiedz coś tylko, to zaraz cię mają za wariata. A oni i tak więksi wariaci od niego.

- Do podróży to się nadają te silne. Tu mam takiego czarnego ogiera. Lubi pobiegać, a człowieka to z lekkością uniesie.

-A ten by się też nadawał?- Kesja wskazała na Brzydala.

-Nadawać by się nadawał. A chce go pani? Jego to już chyba z pół roku próbuję sprzedać i nic.

Kesja zastanowiła się. Koń był okropnie brzydki. Ten czarny, którego pokazał kupiec, faktycznie byłby lepszy. Ale czy to dla niej jakaś różnica? Brzydala nikt nie chciał, choć wcale nie jest temu winien, że tak wygląda, a nie inaczej. Wcale nie potrzebuje wyszukanego zwierzęcia. Jeśli ona go nie kupi, to kto?

- Kupuję – zdecydowała.

„Co? Nie! Kobieto, ogarnij się! Ja cię nie chcę! Potrzebuję księżniczki, a nie ciebie! Nie ma tu jakiejś damy? Ja potrzebuję królewny, a nie zwykłej laski dziesięć na dziesięć!”

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy