Ona i on

Autor: habibi

On: Pracuje na piątym piętrze tego samego budynku. Ale dla niego nie ma to znaczenia. Równie dobrze mógłby pracować w podziemiach. Nie jest typowym introwertycznym informatykiem, wprost przeciwnie - towarzyski, lubiany, nie stroniący od spotkań i znajomych. Ale na wpadające do budynku słońce patrzy tylko w kategoriach ustawienia monitora. Albo obraz będzie lepiej widoczny albo rozjaśniony i wtedy trzeba uważniej pracować. Przenoszenie niezliczonej ilości danych wymaga skupienia i uwagi. Zwłaszcza, jeśli ktoś z jego zespołu popełni błąd i on musi go odnaleźć.

Ona i on chodzą do tych samych klubów.

Ona najczęściej z dwoma koleżankami. Jedną, która pomieszkuje u niej między zamieszkiwaniem z kolejnymi facetami i drugą, która mieszka z Joshem od 5 lat. Josh jest Brytyjczykiem, zapewnia jej koleżance dostanie życie, ale nie ma ochoty się wiązać na stałe. Ona ma nadzieję kogoś poznać, ale to wcale nie jest łatwe. Nie szuka sponsora, przygodnego seksu, ani faceta, którego musiałaby nieść przez życie. Chciałaby, żeby chciał mieć dzieci, bo ona chce mieć normalną rodzinę. Nie musi być bogaty, bo ona ma pieniądze i zawsze może liczyć na ojca, ale ważne jest dla niej, żeby był mądry i inteligentny, i żeby szanował ludzi. Tak, ona myśli, że mógłby być jak jej ojciec. Ale z biegiem lat nadzieje na spotkanie mężczyzny będącego odzwierciedleniem ojca słabną. Ona dużo czyta, lubi książki. Nabiera coraz więcej przekonania, że ten galopujący nowoczesny świat swoim wielkim pędem niezauważalnie zniszczył społeczne role i wartość rodziny. A ona chce taką rodzinę do końca życia, póki śmierć ich nie rozdzieli.

On ma stałą grupę kolegów, jeszcze od studiów. Kilku się wykruszyło, bo założyli rodziny. Kilku choć je ma - to niczym psy spuszczone ze smyczy zachowują się w klubie jak wygłodniałe zwierzęta. On patrzy na to wszystko czasem będąc aktorem grającym na scenie główną rolę, czasem niczym widz siedzący na widowni podziwia teatr odgrywany przez kolegów. Od czasu do czasu udaje mu się kogoś tu poznać, ale coraz częściej ma wrażenie, że dziewczyny szukają kogoś nierealnego. Albo sponsora na kolejnego drinka, albo kogoś, kto wypełni im pustkę w życiu. A on chciałby kogoś jak siostra. Zrównoważoną, ładną, mądrą, pewną siebie kobietę. Taką, która będzie partnerem na każdy dzień. Nie powojem, jak większość żon jego kolegów, ale też nie furiatką, jak zazdrosna żona kolegi od stojących w przedpokoju szpilek. Choć on do siostry jeździ coraz rzadziej, to gdzieś tam w środku czuje, że taką właśnie rodzinę mógłby mieć. Wie, że dla tej wybranki będzie niczym skała, że będzie mogła się mogła na nim oprzeć i dla niej zrezygnuje z pustego życia, jakie teraz prowadzi. Bez żalu. Wie też, że nie będzie miał na mieście mety, w której obok jego butów stałyby zmieniające kolor i rozmiar szpilki.

Ona i on oficjalnie poznali się dziś w pracy.

Jej firma zleci jego scentralizowanie baz danych. Bo przejęli konkurencję i teraz robią jeden rejon, Europy Środkowo-Wschodniej. I ona przedstawia jemu ich oczekiwania. Ona jest po kolejnym spotkaniu z potencjalnym zleceniobiorcą i nie chce się jej kolejny raz powtarzać tego samego. Dziś jest inaczej. Zamiast zespołu introwertyków posługujących się niezrozumiałym dla większości ludzi informatycznym slangiem jest trzech przystojnych facetów. Jeden z obrączką - odpada, dwóch bez. Z tych dwóch jeden brunet (ona zawsze wolała brunetów), a drugi niewiadomo czy bardziej szatyn czy  ciemny blondyn. Za to z ujmującym uśmiechem. Wybór firmy jest w zasadzie przesądzony. Centrala z Wiednia rekomendowała ich firmę jako wykonawcę scentralizowanego projektu, a to oznacza, że dzisiejsze spotkanie służy tylko grze pozorów. Kolejny raz przedstawia wymagania i nakreśla zakres oczekiwań. Trudo jednak jest się jej skupić, bowiem szatyno-blondyn roztacza wokół zapach Ambercrombie (to jej ulubiony). Uśmiecha się przy tym tak, jakby przyszedł tu prywatnie, nie służbowo. Ona wie jednak, że w pracy trzeba być profesjonalistą więc pomimo, że najchętniej umówiłaby się z nim na kawę, spotkanie kończy podziękowaniem i uściskiem ręki. No, może przy pożegnaniu zatrzymuje na nim wzrok odrobinę dłużej niż nakazywałaby biznesowa etykieta.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy