"Po stronie cienia" ( początek książki )

Autor: zibi16
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

Przysiadam więc na krześle, wpatrując się w zeszyt. Nie będę poetą. Za stary jestem. Ale, lubię pić piwo. No i muszę w Bytomiu odwiedzić Joannę. Pewnie będziemy milczeli. Może pójdziemy na spacer.

3.

Na dworze duszno, i w moim pokoju powietrze jak zakalec. Nie mam wentylatora, ale mam skaczące ciśnienie. W mojej głowie ktoś ostrożnie uchyla ołowiane drzwi, by potem głucho je zatrzasnąć. Kogo szuka ta cicho skradająca się zjawa?
Dzisiaj ogłoszono wyniki referendum: obywatele Wielkiej Brytanii opowiedzieli się za wyjściem z Unii Europejskiej. W Polsce natomiast bez zmian. W dalszym ciągu Premier Rządu nie zamierza publikować wyroków Trybunału Konstytucyjnego uważając, jak i cała partia PiS, będąca u władzy, że to nie są wyroki lecz jedynie opinie kolesiów wygłaszane przy ciasteczkach i kawie. Również w kościelnych kręgach, głoszone i nauczane prawdy, jak Chińczycy – trzymają się mocno. Godny podziwu jest entuzjazm pewnej katoliczki, która pochwaliła się na facebooku, że wreszcie dowiedziała się od księdza na naukach przedmałżeńskich, czym jest miesiączka: „To krwawe łzy macicy stęsknionej za macierzyństwem. „

…Musiałem wyjść, i powłóczyć się po okolicy. Coś, gdzieś mnie ciągnęło. Przecież do kieszeni spodni schowałem kartkę papieru ze swoim wierszem. I czułem sią jak sztubak. Nie mógłbym teraz spojrzeć w lustro.

Wełnowiec, jak stara kochanka, po udanej operacji plastycznej, zdziwiona przyglądała się sobie. Szedłem Józefowską w stronę cmentarza. Bez pośpiechu, do Centrum. I ja wpatrywałem się w tę starą, robotniczą dzielnicę. Po prawej stronie wysokie, pastelowe bloki, a po lewej szare kamienice. Które wyrastały też i po prawej, przed cmentarzem. 
Nieśpiesznie podążałem alejką osiedlową. Właśnie zbliżałem się do ławeczki na której siedziała kobieta. Ciekawe, co mogłoby się stać gdyby była młodsza? – przemknęło mi przez głowę. Kurzyła papierosa i ciągnęła bełta. Bełt był jak witaminy, i choć twarz kobiety i jej wzrok krzyczały w męce o te witaminy, to ulgi na jej twarzy nie było widać. Pomyślałem, że jest jak niedopieczona wątróbka, kanapka z nieświeżym salcesonem lub jak rozbite jajko na głowie. Ale zaraz sobie przypomniałem, że i ja też nieświeży i na bocznym torze. 
Ta konstatacja humoru mi nie dodała. Westchnąłem, ale życzliwiej spojrzałem na pijącą bełta. Nie zwolniłem kroku, zresztą… szedłem powoli, pomyślałem nawet, że byłoby nieelegancko, tak prosto w jej twarz… patrzeć.
Dzisiaj nie piłem, i z szacunkiem odnosiłem się do takich jak ona, zranionych ptaków.
…Ale była stara, choć pewnie sporo ode mnie młodsza. Życie przeorało jej czystą duszyczkę. Gdyby nie to... kto wie... Ta ławeczka, i ja przy niej... W końcu spojrzała na mnie, jakbym wszystko rozumiał. Jakbym wszystko wiedział.
Dzień był piękny. Kikuty drzew kurczowo trzymały się liści, które jeszcze nie zdychały, nie umierały szybko, opadając jak co roku, w kolorze sraczki i wilgotnej wątroby. Fajnie było. Kac nie męczył, wzrok nie uciekał przed światłem, tabletka na ból głowy zadziałała prawidłowo, ręce w kieszeniach spodni i trochę marynarski chód – dawało wrażenie stabilności pająka w snutej życia pajęczynie.
Gdy ją minąłem, jej pochylona sylwetka na ławce w jakimś skurczu z papierosem już dobrze parzącym opuszki palców i z kurczowo trzymaną butelką z tanim winem, przypomniały mi czyjeś słowa: „ Brateńku… cierpimy… taki nasz los…” A przecież jej nie żałowałem. Choć minąłem ją pełen braterskiej miłości.

Najpopularniejsze opowiadania
Inne opowiadania tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
zibi16
Użytkownik - zibi16

O sobie samym: Napisz kilka słów o sobie
Ostatnio widziany: 2023-05-04 18:17:38