"Ptak, którego nie było" ( fragment )

Autor: zibi16
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

XIII
 

1.

Mateusz wyszedł z domu, nie tyle – z myślą udania się gdzieś, ile – z nadzieją doznania olśnienia, a przynajmniej – wykazania się determinacją, by gdzieś w końcu się udać. Bo ciążył mu już bezruch, bo chciał w ten sposób zakończyć męczącą izolację swej duszy w ciasnej i cuchnącej celi; dusza zatęskniła teraz za światłem i otwartą przestrzenią, za ruchem, za bezkresnym, gwiaździstym niebem.

Mateusz okrzepł po pijaństwie, lecz nie na tyle, by w jego ciele już nie brzęczał głuchy pomruk kolejnej przegranej bitwy.

Może pozbyć się chciał i tego pomruku w sobie?

Stał teraz na chodniku i przyglądał się koronom drzew i dachom domów. W końcu – odwrócił się w stronę swego bloku – jakby chciał się upewnić, czy dobrze uczynił wychodząc z domu.

Był bezradny. Nie mógł się przemóc, by iść dalej. Gorzej się czuł -niżby miał ołowiane kule u nóg.

Westchnął i skierował się w stronę ławki, i usiadł na tej samej, na której siedział z Katarzyną.

To był koniec wędrówki.

Dzień był piękny. Jak zwykle, gdy był trzeźwy. Kolory końca października migotały w słońcu złotym dukatem, jeszcze nie przepitym, i miedzią smagłych kobiet z tropików. Mieszały się w żółtych oczach psa sennie i milcząco patrzącego w horyzont. Wpychały mu do ust pękate i pachnące jabłka szybko połykane z ożywczym powietrzem.

Ale nie chciał się zastanawiać nad pięknem dnia, bo te myśli do niczego dobrego by go nie doprowadziły. Skupił swe spojrzenie na kasztanie. Te resztki liści na nim koiły go cicho zapowiedzią śmierci.

Łokcie przykleił do oparcia ławki, nogi swobodnie wysunął przed siebie, odchrząknął. I nie wiedząc co dalej, poczuł się głupio. Ta nonszalancka poza aż nadto była błazeńska. I zaciążyła mu.

Podkurczył nogi. Lewą rękę wsadził do kieszeni. Potem prawą. I znowu poczuł na sobie, a może w sobie – zimny uśmiech błazna. Znowu odchrząknął, i się rozejrzał. Pełen wątpliwości - czy ten dzień naprawdę jest piękny?

Chciał już wstać i odejść, wrócić do domu, ale usłyszał dochodzący gdzieś z tyłu znajomy głos. Odwrócił głowę, i w końcu zauważył – kilka metrów od ławki, w oknie bloku, na parterze – znajomą twarz.

Uśmiechnięta Katarzyna kiwała mu ręką.

Wstał i podszedł w jej stronę.

- Dzień dobry Kasiu. Więc tu mieszkasz?

- Dzień dobry. Jak widzisz. A ty na spacerze?

- Chyba tak. A co u ciebie?

- A po staremu. Masz ochotę, to zapraszam. Pogadamy.

- Fajnie. Który numer mieszkania?

- Trójka.

- To idę.

 

2.

 

Siedzieli w niedużym pokoju. Przed Mateuszem, na stoliku stała mała filiżanka z kawą mocną i aromatyczną, obok niej talerzyk z ciastkiem – jabłecznikiem, a między nimi królował wysoki kieliszek z czerwonym winem.

Nie mógł Katarzynie odmówić tego niewinnego poczęstunku, choć był przecież tykającą bombą. Swój honor Mateusz miał.

… Mieszkanie było przytulne, ale urządzone funkcjonalnie – dla wygody osoby niepełnosprawnej. Ładnie i miło było. Na ścianach wisiały reprodukcje obrazów, lecz nie chciał zgadywać, bo wśród nich zauważył obraz jakiegoś świętego ze strasznie uduchowioną twarzą, i to sprawiło, ze się roześmiał. Lecz nie wulgarnie. Jakoś radośnie. I zaraz się odezwał, by swój śmiech jakoś wytłumaczyć.

- Cieszę się, że cię widzę. Naprawdę się cieszę. Zbliżają się chłody, i ławeczka staje się powoli niedostępna. Lecz teraz już wiem, że czasami mogę cię odwiedzić. No, mówiąc Kasiu językiem zrozumiałym – jest chata gdzie i kielich jest, i ponarzekać można na parszywy los.

- Faktycznie – roześmiała się – chata jest, i kieliszek. Ale ja nie jestem trunkowa. Zapomniałeś? Będziesz się męczył.

Najpopularniejsze opowiadania
Inne opowiadania tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
O autorze
zibi16
Użytkownik - zibi16

O sobie samym: Napisz kilka słów o sobie
Ostatnio widziany: 2020-04-02 19:35:04