Wolny wybór

Autor: tomekwroclawski
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

Wolny wybór
Trzy lata.
Trzy lata codziennego czuwania.

Mama – siwa, wychudzona, rak krwi.
Świadoma.
Ból złagodzony farmakologią.

Gosia – czterdzieści lat, córka, przy łóżku.
Grzegorz – pięćdziesiąt, zięć, w tle decyzji, w tle życia.

Nie tak dawno, przy oknie, gdy słońce spadało na białe prześcieradło, matka mówiła do córki:

– Córeczko… długo się wahałam, czy warto żyć, gdy nadziei nie ma.

Chwila milczenia.

– Ale wiesz… jest coś ważniejszego. To nasze trwanie przy sobie.
To, że jesteśmy razem.

– Mi wystarczy, że jesteśmy – szepnęła córka.

Przychodziła codziennie.
Trzymała jej dłoń.
Rozmawiały o niczym, o wiośnie, o zapachu kwiatów.

Nie liczyły dni, tygodni, statystyk.
Liczyła się obecność – cicha, wspólna, najprostsza.


Tego popołudnia do szpitala przyszła księgowa – księgowa Grzegorza dobra znajoma rodziny.

– U was ciężko, wiem – powiedziała, pochylając się nad łóżkiem. – Ale nie tylko tu.
W firmie Grzegorza zamieszanie: kontrola, blokada kont, coś z podatkami.

Pewnie burza minie, ale lepiej przygotować się na gorsze.
Uśmiechnęła się krótko.

– Może przesadzam. Będziemy ratować z Grzegorzem, co się da…

Drzwi zamknęły się cicho.

Matka patrzyła w sufit.
Zrozumiała, że czasem nawet najbliżsi nie mają już sił trwać.
Że miłość może istnieć tylko wtedy, gdy nie ciąży.


Tego samego dnia rano przyszła córka – pierwsza w tym dniu, pochylając się nad matką.

– Wiesz, rozmawiałam z Grzegorzem – powiedziała cicho. – Jest taka możliwość, eksperymentalna operacja.
Szanse rosną z 0,1 do 0,3 procenta.
Niewiele, ale jednak… życie.

Nawet te czterysta tysięcy za zabieg w Szwajcarii nie zrobiło na nas wrażenia.
Masz naprawdę szczęście, mamo.

Matka skinęła głową, powtarzając cicho:
– 0,3 zamiast 0,1…

– Później wrócę – dodała córka, z uśmiechem, lekko przymykając drzwi. – Przyniosę kwiaty… wiosnę…


Lekarz wszedł godzinę później.
Sprawdził parametry, poprawił rurkę od tlenu.

– Jak się pani dziś czuje? – zapytał łagodnie.

– Spokojnie – odpowiedziała. – Chcę odejść. Proszę odłączyć aparaturę.

Zatrzymał się na chwilę, szukając słów.

– Wiem, że córka wspominała o tej operacji.
To niewielka szansa, ale… zawsze szansa.
Wie pani, żeby to była wasza wspólna decyzja?

Uśmiechnęła się lekko, jak ktoś, kto już dawno podjął decyzję.

– Ale bez córki.
Ona jest taka delikatna.
Takie kochane światełko.
Ja gasnę, a jej tego nie zabierajmy.
Niech pamięta światło, nie cień.

Lekarz skinął głową.
Zrozumiał, choć nic nie powiedział.

Uśmiechnęła się blado:
– Rodzinna…

Słowo zawisło w powietrzu.
Lekarz nie dopytywał więcej.
Decyzja była już podjęta – nie w słowach, lecz w spojrzeniu, w oddechu, który stawał się coraz płytszy.


Na korytarzu Grzegorz zatrzymał lekarza.

– Panie doktorze… i co?
– Musimy przejść do gabinetu. Porozmawiać.

Drzwi zamknęły się cicho.
Z wnętrza dobiegały tylko urywki rozmowy:
– Tak, to przykre… ale chyba powinniśmy uszanować decyzję mamy.

Wieczorem córka wróciła, tym razem z kwiatami – maki i dorodny słonecznik.
Cicho nuciła:
„Radość o poranku…”

Pokój był pusty.
Aparatura milczała.

Córka podeszła bliżej, spojrzała na łóżko.
Matka nie żyła.
Bez bólu, bez powrotu.

W gardle córki utknęły słowa, które dopiero teraz nabrały ciężaru:

– Mamo… dlaczego mnie zdradziłaś?
Naszą ciszę… naszą tajemnicę trwania…

Inne opowiadania tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
tomekwroclawski
Użytkownik - tomekwroclawski

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2025-11-18 22:20:23