Okładka książki - Dzisiaj narysujemy śmierć

Dzisiaj narysujemy śmierć

Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 2011-09-14
Kategoria: Literatura faktu
ISBN: 9788375362282
Liczba stron: 152
Tytuł oryginału:
Język oryginału:
Tłumaczenie:
Ilustracje:
Dodał/a książkę: czytam

Ocena: 5.36 (14 głosów)

\"Pytany jestem często, jak znoszę to, o czym piszę. Jaką osobistą cenę za to płacę? Odpowiedź nie wydaje mi się ani ważna, ani specjalnie interesująca. Wolałbym, aby ktoś, kto sięga po moją książkę, sam siebie spytał: dlaczego o tym czytam? Dlaczego się z tym mierzę?\"\r\n\r\nWojciech Tochman\r\n\r\nDzisiaj narysujemy śmierć to reporterska opowieść o tym, jakie konsekwencje niesie ludobójstwo nie tylko dla jego sprawców i ofiar, ale także dla nas ? świadków. Tochman wikła czytelników w cierpienie swoich bohaterów, a każdy z nich jest ze swoją historią konkretny, pojedynczy, wyjątkowy. Autor nie daje gotowych odpowiedzi na pytania, które nam stawia: dlaczego mamy płakać za ludźmi zamordowanymi w dalekiej Rwandzie szesnaście lat temu? Dlaczego na nowo mamy uczestniczyć w ich śmierci?Uczestniczyć? W jakiej roli?

przesuń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - nasturia
nasturia
Przeczytane:2015-02-25, Przeczytałem,

Siadaj. No siadaj, białasie, nie ubrudzisz się. I tak wszyscy jesteście ubrudzeni. Naszą krwią. Patrzę na ciebie i widzę tamtych zdrajców. Tchórze. Porzucili nas. Czego ode mnie chcesz, człowieku? Słuchać historii, która jest we mnie? Noszę ją chyba w żołądku. Nie trawi jej już tyle lat. Dlatego ciągle boli. Ciąży. Kamień w brzuchu. Posłuchasz, choć nie jesteś na moje treści gotowy.

 

W kwietniu 1994 roku w Rwandzie rozpoczęła się jedna z bardziej krwawych rzezi dokonana przez ekstremistów Hutu na osobach pochodzenia Tutsi. W tym maleńkim kraju o wielkości przeciętnego polskiego województwa przez sto dni zabijano tu dziesięć tysięcy ludzi dziennie, czterystu w ciągu godziny, siedmiu w ciągu minuty. „Kraj tysiąca wzgórz i miliona uśmiechów” zamienił się nagle w kraj miliona śmierdzących trupów. Pomimo sygnałów, które miało ONZ oraz relacjom telewizyjnym, żadne z zachodnich państw nie zrobiło nic, aby zapobiec ludobójstwu.

 

W kilkanaście lat po tragedii Tochman wyjeżdża do Rwandy, żeby oddać głos tym, którzy ocaleli, którzy przez 100 dni walczyli o przeżycie i dla których śmierć byłaby być może wybawieniem. Dzisiaj ci ludzie starają się żyć normalnie, choć funkcjonowanie z takim piętnem jest bardzo trudne. Obecny rząd Rwandy przy każdej okazji przypomina, że nie warto rozpamiętywać, że przyszłości nie można budować na żałobie i smutku. Ani na poczuciu winy. Ale czy to jest w ogóle możliwe? Wojciech Tochman pokazuje kraj, który już nigdy nie wyzwoli się ze swojej okrutnej historii. Każdego dnia na przeciw siebie staje ofiara i kat. Zabili ojca, wszystkich moich zabili. Niedaleko. Wiem kto. Mieszka obok i dzisiaj. Siedział w więzieniu. Wrócił na Gikondo. Powiedział mi na powitanie, że ładnie wydoroślałem. Że jestem podobny do ojca. A teraz głaszcze moją córkę po głowie. Powtarza, że to wypisz wymaluj babcia. Moja mama, której uciął głowę. Kobieta, która rodzi syna z gwałtu patrzy na niego z nienawiścią, codziennie widząc w dziecku sprawcę swojego największego cierpienia. Leonard, przewodnik autora reportażu i ocalony, student prawa, wciąż nie potrafi wymówić słowa mama, bo to nadal bardzo boli. Zgwałcone kobiety, zarażone wirusem HIV, zostały napiętnowane na całe życie. Ich ciała, ciała zabitych poddane na niszczące działanie palącego słońca Afryki, zjadane przez psy zmieniają swoje znaczenie, tracą przynależność, pozostając tylko źródłem bólu i tortury.

 

Autor dociera do świadków, dwóch polskich żołnierzy ONZ oraz duchownych pallotynów, którzy nie potrafili obronić tych, którzy szukali schronienia w kościele. Ich relacje, chwilami paradoksalne, a chwilami wzajemnie się wykluczające, pozostawiają czytelnika w zażenowaniu. Tochman nie osądza ich postawy, za to oni sami niejednokrotnie nie chcą mówić o tym, co widzieli. Czy można osądzać kogoś, kto nie udzielał schronienia bliźniemu, bojąc się jednocześnie o własne życie, bo ci, którzy zabijali nie mieli skrupułów ani szacunku dla żadnej świętości? A kim dzisiaj jest kat? Autor pochyla się również nad tymi, którzy sami nie są w stanie policzyć, jak wielu ludziom odebrali życie. Kat dzisiaj żąda milczenia, jest pośród ludzi, lecz żyje w nieludzkim świecie, pośród bliskich, ale obok nich.

Tę bardzo trudną w odbiorze książkę czyta się jednym tchem, i choć wielokrotnie przyprawia o obrzydzenie i płacz, to jednak nie sposób jej odłożyć. Wszystko to, co powoduje szok w czytelniku jest jednocześnie magnesem, który przyciąga z ogromną siłą. Śmierć spogląda w Rwandzie z każdego skrawka ziemi, z każdego domu i z każdej pary brązowych oczu. Jej powszechna obecność jest od lat niezmienna. I choć nie sposób poznać tożsamości zamordowanych, nie sposób rozróżnić szczątków w zbiorowych mogiłach, to nie wolno zapomnieć o tym, że świat nie uczynił nic, aby zapobiec tragedii. Historia plemienia Tutsi pozostaje jak wyrzut sumienia, od którego nie można odwracać głowy.

 

Link do recenzji
Avatar użytkownika - danonk
danonk
Przeczytane:2015-05-04, Ocena: 6, Przeczytałem, 52 książki 2015, polskie czytanie,
Właśnie skończyłam książkę- reportaż, która poraziła mnie swoją wymową. Tochman opisuje zdarzenia, które miały miejsce w kwietniu 1994 roku w Rwandzie. Konflikt między Hutu a Tutsi eksplodował ludobójstwem, eksterminacją Tutsi. Śmierć jest odmieniana na wszelkie możliwe sposoby. Potworności tych dni opowiadają ci, którzy przeżyli. Przeżyli fizycznie, ale ich psyche została unicestwiona, wystawiona na próbę, której nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Tochman mówi o tych zdarzeniach wprost, nie unika trudnych, bardzo trudnych problemów. To jest bardzo dobra, ale bardzo, bardzo ciężka jakościowo książka.
Link do opinii
Avatar użytkownika - jukka82
jukka82
Przeczytane:2015-05-01, Ocena: 6, Przeczytałem, 26 książek 2015,
Poruszająca, jak wszystkie wojciecha Tochamna. Obowiązkowa lektura dla miłośników non fiction
Link do opinii
Avatar użytkownika - annna84
annna84
Przeczytane:2015-04-01, Ocena: 5, Przeczytałem, 52 książki 2015,
Książka ważna i bardzo dobrze napisana. Tochman nie ubiera niczego w piękne, ogólne słowa. Pisze wprost, nie oszczędzając nam drastycznych szczegółów. Ale czy można i należy pisać inaczej o ludobójstwie? O wydarzeniach sprzed zaledwie 20 lat, którym nasz cywilizowany świat powinien umieć zapobiec?
Link do opinii
Avatar użytkownika - kirya
kirya
Przeczytane:2013-06-19, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,
reportaż który sprawia, że mózg chce eksplodować. ogromna siła rażenia. ta książka boli. tochman jest reportem z tych niewidzialnych. nie przesłania ani na jotę sobą, nie narzuca swojego zdania. temat książki o którym nie sposób powiedzieć czy się podoba czy nie. podobać może się jedynie to jak tochman ją poprowadził, uczynił z niej perełkę. kiedy pomyślę, że miałabym ją przeczytać poraz drugi, pojawia się wewnętrzna blokada i dobrze znany ucisk w piersiach. nie da się przejść obojętnie obok niej.
Link do opinii
Avatar użytkownika - nasturia
nasturia
Przeczytane:2015-02-25, Przeczytałem,

Siadaj. No siadaj, białasie, nie ubrudzisz się. I tak wszyscy jesteście ubrudzeni. Naszą krwią. Patrzę na ciebie i widzę tamtych zdrajców. Tchórze. Porzucili nas. Czego ode mnie chcesz, człowieku? Słuchać historii, która jest we mnie? Noszę ją chyba w żołądku. Nie trawi jej już tyle lat. Dlatego ciągle boli. Ciąży. Kamień w brzuchu. Posłuchasz, choć nie jesteś na moje treści gotowy.

 

W kwietniu 1994 roku w Rwandzie rozpoczęła się jedna z bardziej krwawych rzezi dokonana przez ekstremistów Hutu na osobach pochodzenia Tutsi. W tym maleńkim kraju o wielkości przeciętnego polskiego województwa przez sto dni zabijano tu dziesięć tysięcy ludzi dziennie, czterystu w ciągu godziny, siedmiu w ciągu minuty. „Kraj tysiąca wzgórz i miliona uśmiechów” zamienił się nagle w kraj miliona śmierdzących trupów. Pomimo sygnałów, które miało ONZ oraz relacjom telewizyjnym, żadne z zachodnich państw nie zrobiło nic, aby zapobiec ludobójstwu.

 

W kilkanaście lat po tragedii Tochman wyjeżdża do Rwandy, żeby oddać głos tym, którzy ocaleli, którzy przez 100 dni walczyli o przeżycie i dla których śmierć byłaby być może wybawieniem. Dzisiaj ci ludzie starają się żyć normalnie, choć funkcjonowanie z takim piętnem jest bardzo trudne. Obecny rząd Rwandy przy każdej okazji przypomina, że nie warto rozpamiętywać, że przyszłości nie można budować na żałobie i smutku. Ani na poczuciu winy. Ale czy to jest w ogóle możliwe? Wojciech Tochman pokazuje kraj, który już nigdy nie wyzwoli się ze swojej okrutnej historii. Każdego dnia na przeciw siebie staje ofiara i kat. Zabili ojca, wszystkich moich zabili. Niedaleko. Wiem kto. Mieszka obok i dzisiaj. Siedział w więzieniu. Wrócił na Gikondo. Powiedział mi na powitanie, że ładnie wydoroślałem. Że jestem podobny do ojca. A teraz głaszcze moją córkę po głowie. Powtarza, że to wypisz wymaluj babcia. Moja mama, której uciął głowę. Kobieta, która rodzi syna z gwałtu patrzy na niego z nienawiścią, codziennie widząc w dziecku sprawcę swojego największego cierpienia. Leonard, przewodnik autora reportażu i ocalony, student prawa, wciąż nie potrafi wymówić słowa mama, bo to nadal bardzo boli. Zgwałcone kobiety, zarażone wirusem HIV, zostały napiętnowane na całe życie. Ich ciała, ciała zabitych poddane na niszczące działanie palącego słońca Afryki, zjadane przez psy zmieniają swoje znaczenie, tracą przynależność, pozostając tylko źródłem bólu i tortury.

 

Autor dociera do świadków, dwóch polskich żołnierzy ONZ oraz duchownych pallotynów, którzy nie potrafili obronić tych, którzy szukali schronienia w kościele. Ich relacje, chwilami paradoksalne, a chwilami wzajemnie się wykluczające, pozostawiają czytelnika w zażenowaniu. Tochman nie osądza ich postawy, za to oni sami niejednokrotnie nie chcą mówić o tym, co widzieli. Czy można osądzać kogoś, kto nie udzielał schronienia bliźniemu, bojąc się jednocześnie o własne życie, bo ci, którzy zabijali nie mieli skrupułów ani szacunku dla żadnej świętości? A kim dzisiaj jest kat? Autor pochyla się również nad tymi, którzy sami nie są w stanie policzyć, jak wielu ludziom odebrali życie. Kat dzisiaj żąda milczenia, jest pośród ludzi, lecz żyje w nieludzkim świecie, pośród bliskich, ale obok nich.

Tę bardzo trudną w odbiorze książkę czyta się jednym tchem, i choć wielokrotnie przyprawia o obrzydzenie i płacz, to jednak nie sposób jej odłożyć. Wszystko to, co powoduje szok w czytelniku jest jednocześnie magnesem, który przyciąga z ogromną siłą. Śmierć spogląda w Rwandzie z każdego skrawka ziemi, z każdego domu i z każdej pary brązowych oczu. Jej powszechna obecność jest od lat niezmienna. I choć nie sposób poznać tożsamości zamordowanych, nie sposób rozróżnić szczątków w zbiorowych mogiłach, to nie wolno zapomnieć o tym, że świat nie uczynił nic, aby zapobiec tragedii. Historia plemienia Tutsi pozostaje jak wyrzut sumienia, od którego nie można odwracać głowy.

 

Link do opinii
Avatar użytkownika - just_monca
just_monca
Przeczytane:2013-02-16, Ocena: 5, Przeczytałem,
To, co zdarzyło się w Kigali 17.04.1994 roku, można opisać tylko jednym słowem: ludobójstwo. Ginęli wszyscy, którzy nie byli Hutu (Tutsi), a mordy te były wprost makabryczne. Mężczyźni, kobiety, starsi, młodsi a nawet noworodki nie obroniły się przed gniewem często własnych sąsiadów. I o ile mężczyźni ginęli od razu od uderzenia maczetą, o tyle kobiety były wielokrotnie gwałcone, nie raz patrząc na śmierć swoich bliskich.
Link do opinii
Avatar użytkownika - karrun
karrun
Przeczytane:2014-02-16, Ocena: 5, Przeczytałem, 26 książek 2014,
Trudno ocenić książkę, która wstrząsa czytelnikiem do głębi, porusza temat, który nie powinien podlegać żadnym rankingom. Można jedynie ocenić warsztat literacki autora- Tochman jest doskonałym reportażystą. Potrafi dotknąć w czytelniku dno duszy, nie pozwala mu być obojętnym, chłoszcze faktami, prawdą (ale bardziej niż liczbami zarzuca emocjami, losami poszczególnych osób). Tochman nie ukrywa się za historiami bohaterów swojej książki, ale otwarcie przyznaje, że on też nie wie, jak sobie poradzić z tym, co zobaczył w Rwandzie. Obrazy z tej książki na pewno na długo zostaną w mojej pamięci, choć i tak zdaję sobie sprawę, że nigdy nie będę w stanie pojąć tego, co stało się w Rwandzie w kwietniu 1994 roku.
Link do opinii
Avatar użytkownika - sabina2323
sabina2323
Przeczytane:, Ocena: 6,
To było zwykłe ludobójstwo!Duzo ludzi ma na ten temat inne zdanie, że to nie było ludobójstwo, bo Tutsi to byli robaki chowający się po szkołach itp.A czarna kobieta zmasakrowana, przecież nie byłą biała, czyli nie mogła byc ich matką nigdy to nad czym sie tu użalać.Najgorsze był nie tylko zapach krwi tam, panika itp. ale myślę, że też to że Hutu zabijali swoich przyjaciół, z którymi zanim się to zaczęło przebywali na codzień.Paskudne.
Link do opinii
Inne książki autora
Wściekły pies
Wojciech Tochman0
Okładka ksiązki - Wściekły pies

Wojciech Tochman, jeden z najlepszych polskich reporterów i dwukrotny finalista Nagrody Literackiej Nike, prezentuje we Wściekłym psie teksty, które w...

Córeńka
Wojciech Tochman0
Okładka ksiązki - Córeńka

Wyspa Bali, 12 października 2002, dochodzi jedenasta wieczorem. Huk eksplozji. Raj turystów - dla muzułmańskich fundamentalistów miejsce grzechu - zostaje...

Top 5 książek
Złodziejka książek
Markus Zusak
Okładka książki - Złodziejka książek
Ostatnia królowa
Gortner C.W.
Okładka książki - Ostatnia królowa
Dziewczyny z Syberii
Anna Herbich
Okładka książki - Dziewczyny z Syberii
Reklamy