Łatwopalna. Portret Agnieszki Osieckiej.

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Łatwopalna. Portret Agnieszki Osieckiej.  z kategorii Brak kategorii

Piosenki z jej tekstami śpiewała cała Polska. Rozkochała w sobie Jeremiego Przyborę i Marka Hłaskę, Daniela Passenta i Witolda Dąbrowskiego. Jednego z jej mężów zamordowali członkowie sekty Charlesa Mansona, o istnieniu drugiego córka poetki dowiedziała się przypadkiem. Nie potrafiła jednak odnaleźć się w codziennym życiu, nie znajdowała przyjemności w opiece nad dzieckiem, wiecznie uciekała, poszukiwała czegoś więcej. „Kobieta, żona, matka - to nie jest dla mnie rym" - pisała Agnieszka Osiecka. Właśnie mijają dwadzieścia trzy lata od jej śmierci.

Agnieszka Osiecka i emocje

Niemiłość

Być może przyczyn tego stanu rzeczy, tego wiecznego „niedopasowania” do rzeczywistości, które charakteryzowało Osiecką, dopatrywać się trzeba już w dzieciństwie poetki. Mama Agnieszki, Maria, była córką Wołoszki i Serba, a ojciec, Wiktor, uważał się za obywatela Monarchii Austro-Węgierskiej (Osiecka nazywała go w swoich pamiętnikach „zwęgrzonym Polakiem”). Wiktor mówił po polsku z wyraźnym akcentem. Po latach córka wspominała, że czuł się bezpaństwowcem, miał też na zawsze pozostać człowiekiem poszukującym własnej tożsamości. 

Czytaj także: Nieznana twarz Agnieszki Osieckiej. Wywiad z Ulą Ryciak

Rodzice Agnieszki Osieckiej pobrali się w 1935 roku. U schyłku II Rzeczypospolitej mieszkali na Saskiej Kępie, pracowali rownież w stolicy. Maria organizowała wówczas salony literackie - między innymi w słynnej „Ziemiańskiej” - a Wiktor grywał w lokalach na pianinie. Po urodzeniu się córki trafili do Zakopanego, a do Warszawy wrócili tuż przed wybuchem II wojny światowej. W czasie okupacji niemieckiej prowadzili lokal, Agnieszką opiekowała się wówczas niania. Po powstaniu trafili do obozu przejściowego w Pruszkowie, a następnie zostali wywiezieni na roboty do St. Pölten w Dolnej Austrii. Ten okres Osiecka wspominała jak najpiękniejsze wakacje – beztrosko bawiła się wówczas z rówieśnikami (z różnych krajów), przestała też patrzeć w niebo z niepokojem, wypatrując wrogich samolotów. 



Powrót do Warszawy w 1945 roku nie oznaczał dla Agnieszki łatwiejszego życia. Pochodzenie i fatalny akcent ojca budził złośliwe komentarze ze strony koleżanek późniejszej poetki. Wiele razy Agnieszka słyszeć miała pytanie „Osiecka, jakiej ty jesteś właściwie narodowości?” 

Nietolerancja ze strony rówieśników nie była jednak jedynym jej problemem. Rodzice obracali się w światku artystycznym. A w nim, wiadomo, obyczaje panowały zdecydowanie luźniejsze niż wśród „panienek z Saskiej Kępy”. Ojciec był dla Agnieszki autorytetem, to on pokazywał jej świat, miał być też dla dziewczynki moralnym wzorcem. Próbował uczyć Agnieszkę, jak wyzbyć się uprzedzeń, jak pozostać wolnym w czasach temu niesprzyjających. Niestety - nie potrafił kochać (a może po prostu nie umiał być wiernym w miłości?), nie okazywał córce uczuć, nie potrafił także jej tego nauczyć. Napisał jednak z córką piosenkę, która najlepiej charakteryzuje stosunek Osieckiej do tak zwanej prozy życia:  



Czułość? W domu Osieckich nie występowała pod żadną postacią - napisała w biografii poetki Potargana w miłości Ula Ryciak. Jeszcze będąc w małżeństwie z Marią, Wiktor bezlitośnie ją zdradzał. Pewnego dnia Agnieszka miała podsłuchać rozmowę telefoniczną ojca, proszącego jedną z kochanek - aktorkę i tancerkę Józefinę Pellegrini - by ta go nie opuszczała. To właśnie on później wyprowadził się z domu. Wziął rozwód z Marią, zawarł drugie małżeństwo i całkowicie zniknął z życia Agnieszki. Dziewczynka wówczas na nowo odkryła więź z matką, którą zawsze uważała za kobietę słabą, zbyt podporządkowaną innym. Maria po rozwodzie odkryła w sobie siłę, wykorzystywała ją jednak głównie do kontrolowania córki. Czytywała jej listy, podsłuchiwała rozmowy, dobierała przyjaciół i… obrzydzała kolejnych mężczyzn. Nie chciała pozwolić, by odeszła od niej ostatnia osoba, którą kochała. I nie pozwoliła - mieszkały razem do 1994 roku. Układ ten przerwała dopiero śmierć Marii. 

Agnieszka Osiecka poszukuje własnej drogi

Nastoletnia Agnieszka prowokowała otoczenie, plątała się we własnych pragnieniach i oczekiwaniach, rozpaczliwie poszukiwała własnej drogi - napisała o tym okresie życia poetki Karolina Felberg-Sendecka. Do roku 1949 Agnieszka miała być - lub przynajmniej pozować - raczej konserwatywna, jak na dziewczynę z Saskiej Kępy przystało. Chciała się wtopić w grono rówieśniczek, które jednak nigdy do końca jej nie zaakceptowało. 

Może dlatego w liceum tak chętnie przystała do ZMP? Ale - jak to wiele razy później w jej życiu bywało - jak szybko w to środowisko wpadła, tak szybko okazało się, że nie do końca do niego pasuje. Łamała dyscyplinę na zebraniach koła ZMP, bez oporów mówiła to, co myślała. Akceptowana czuła się tylko wśród członków sekcji pływackiej CWKS - wśród „nowych ludzi”, jak ich nazywała, autentycznie wierzących w ideały socjalizmu. Pisała też jednak w tym okresie: „Nie chciałam być otoczona tymi, którzy chcieliby mnie otaczać, otaczałam się tymi, którymi ja chciałam być otoczona, ale oni nie chcieli”. 

Wiele o tym, jaka była wówczas Agnieszka, co myślała, jak kochała, mówi prowadzony przez nią praktycznie przez całe życie dziennik. Dziennik nietypowy, bowiem, jak można podejrzewać, równie wiele w nim jest prawdy, co pozy. Zupełnie, jakby Agnieszka już wtedy wiedziała, że kiedyś będzie sławna i w jej wspomnieniach zaczytywać się będą marzący o karierze pisarskiej poloniści czy dziennikarze.  

Agnieszka Osiecka i dziennikarstwo

Najlepsza szkoła dla pisarza

A o byciu pisarką marzyła. Gdy tylko przeczytała słowa Egona Kischa o tym, że dziennikarstwo to najlepsza szkoła dla pisarza, wiedziała już, jakie studia wybierze. Srodze się rozczarowała i - po raz kolejny - po wejściu w nowe środowisko niemal natychmiast śmiertelnie się nim znudziła. 

Ale studia kontynuowała. Na Wydziale Dziennikarskim Uniwersytetu Warszawskiego studiowała w latach 1952-1956, a w latach 1957–1962 na Wydziale Reżyserii Filmowej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej i Filmowej w Łodzi. To z tego okresu pochodzi jej filmowa etiuda „Słoń” na motywach opowiadania Sławomira Mrożka.

Jako studentka Osiecka odbyła też praktykę na planie „Niewinnych czarodziejów” Andrzeja Wajdy, później stała się pierwowzorem postaci Agnieszki z jego „Człowieka z marmuru”. - Na drugim czy trzecim roku zrozumiałam, że nie będę reżyserem, kiedy zaczęłam pisać piosenki i artykuły. Bo człowiek, który pisze, może to robić sam w pokoiku, tramwaju, pod ulubionym drzewem, a do filmu trzeba mieć szaloną energię, zdrowie i umiejętność przebywania w dużych grupach ludzi - wspominała Osiecka po latach. 

Agnieszka Osiecka i Studencki Teatr Satyryków

Nie znaczy to, że studia w niczym Agnieszce nie pomogły. W latach 1954–1972 związana była ze Studenckim Teatrem Satyryków; była członkiem rady artystycznej tego teatru i tam także debiutowała jako autorka tekstów piosenek; napisała ich dla tej sceny ponad 160.

Do STS-u trafiła za sprawą swojego ówczesnego chłopaka, Witka Dąbrowskiego. Nie potrafił tańczyć, nie ganiał za dziewczynami, nie pił (zbyt wiele), zawsze mówił serio. Osiecka zakochała się w nim z miejsca. Bez reszty. To chyba jedyny okres, gdy w jej dzienniku pojawiają się wpisy tak podniosłe, tak afektowane. Dla Witka jednak najważniejsza jest twórczość. Jeśli zakochuje się, to raczej w tekście Osieckiej niż w niej samej. Na przykład w „Piosence o kolorach” - pierwszym tekście, który pokazała kolegom z STS-u. 



Ale rok 1954 jest ważny dla Osieckiej z jeszcze jednego powodu. To właśnie wtedy trafiła do „Głosu Wybrzeża” - gazety wprawdzie partyjnej, ale za to przez jaki zespół tworzonej! Dla „Głosu Wybrzeża" piszą Stanisław Dygat, Mieczysław Jastrun, Arkady Fiedler i Maciej Słomczyński. A Osiecka? Osiecka pisze o sianokosach, o odbudowie Starówki, o życiu w hotelach robotniczych. Aż wreszcie dostaje temat naprawdę dla niej interesujący - ma napisać reportaż o innym słynnym teatrze studenckim tego czasu - o teatrzyku Bim Bom. Przygotowanie reportażu zatytułowanego „Serce Pierrota” stało się początkiem kolejnej wielkiej fascynacji poetki.

Bim Bom był miejscem zupełnie innym niż STS. W Warszawie pisało się politycznie, nad morzem - bardziej lirycznie. W Warszawie było ascetycznie, scena gdańska obfitowała w symbole i niezwykłe dekoracje. Bim Bom tworzyli malarze, architekci, wreszcie - aktorzy. Tu Osiecka poznała Stanisława Dygata i Kalinę Jędrusik, dla której napisała tak wiele piosenek. To dzięki Dygatom trafiła do słynnej kawiarni Rudy Kot i po raz pierwszy na żywo usłyszała Edmunda Fettinga. I pokochała go, a jakże. Gdy kilka lat później napisała tekst piosenki „Nim wstanie dzień” (muzykę stworzył Krzysztof Komeda) i to właśnie Fetting miał ją zaśpiewać, nie mogła być szczęśliwsza. Kiedy tę piosenkę po premierze „Prawa i pięści” zanuciła cała Polska, świat zdawał się stać przed Osiecką otworem. 



Osiecka, nawet gdy pisała dla STS-u czy teatru Bim Bom, próbowała wypracować własny styl. Nie chciała dopasować się do tekstów kolegów, za co często bywała krytykowana. Przyjaciele z jej tekstów żartowali. Mówili, że są „agusiowate, sentymentalne, czułostkowe”. Ale to właśnie dzięki charakterystycznemu połączeniu poczucia humoru i liryczności, emocjonalności, to właśnie dzięki swoistemu „lirycznemu byciu dla Polski” Polska Osiecką pokochała bardziej niż innych tekściarzy owego czasu. 

Agnieszka Osiecka i Marek Hłasko

Panna Czaczkes

Uwodziła mnie jego dusza, nie uwodziło mnie ciało. Kochałam się w czarnych, zielonookich, skrzydlatych... Moje podobieństwo do Marka: nadmiar wyobraźni, a właściwie –nie, nie nadmiar: złe stosowanie wyobraźni. Skłonność do życia we śnie. Eee! Głupia! To życie było we śnie - pisała Osiecka o Marku Hłasce, którego poznała w czasach STSu. 

Bez wątpienia łączyło ich też to, że oboje robili literaturę z życia i żyli bardzo literacko. Czy Hłasko kochał Osiecką? Jeśli - jak twierdził - rzeczywiście miłość zdarza się tylko raz w życiu, to on największe uczucie właśnie przepracowywał. Kochał bowiem Hankę Goldę - piękną, zamężną kobietę, która nie chciała rezygnować ze związku dla zauroczenia młodego pisarza.  



A jednak próbował być z Osiecką, choć lepiej wychodziła im miłość na odległość niż prawdziwe bycie razem. Zakochali się w swoich literacko-artystycznych pozach, w swoich wyobrażeniach na swój temat. Proza codzienności im nie służyła, lepiej radzili sobie, pisząc, jak bardzo za sobą nawzajem tęsknią. I tak Osiecka podkreślała, że najpiękniejsze, co w nim tkwi, to prawda i niezgoda na świat, w którym żyje. On twierdził, że bez niej jest tylko wrakiem. Zaręczyli się ku zadowoleniu matek. Wkrótce potem jednak Hłasko opublikował w paryskiej „Kulturze” „Cmentarze” (rękopis wywiozła z kraju sama Osiecka) i stał się pisarzem wyklętym. Musiał wyjechać do Paryża. Początkowo jest w euforii - zobaczył świat, wyrwał się na wolność. Stopniowo jednak jego samopoczucie coraz bardziej się pogarsza. Brak mu Polski, brak mu czytelników, może też brak mu Agnieszki. Kaja się. Polska to ci wszyscy ludzie, którzy mnie czytali i którzy we mnie wierzyli. Wrócę tam i stanę przed sądem jako szpieg - deklaruje w Pięknych dwudziestoletnich. Nie może jednak wrócić do kraju. Musi walczyć o utrzymanie na obczyźnie, pisze coraz rzadziej. Osieckiej go brakuje, ale później stwierdza, że chyba nigdy nie miała większych złudzeń. Gdybym była wtedy naprawdę bardzo zakochana, to on kompletnie by mi złamał serce. Na szczęście nie byłam bardzo zakochana. Tylko trochę. Więc zostawił mnie z poranioną ambicją, nie z sercem.

Agnieszka Osiecka i Jeremi Przybora

Zapomniałam...

Ale i Osiecka nie pozostawała dłużna mężczyznom. Wyrazicielka poglądu, iż kłopoty, jakie kobiety sprawiają mężczyznom, są kroplą w morzu niegodziwości, jakich mężczyźni dopuszczają się wobec kobiet, postanowiła zrobić moim kosztem krok w kierunku wyrównania tego bilansu - napisze o Osieckiej Jeremi Przybora. Zapytana w wywiadzie, dla kogo napisała piosenkę „Na całych jeziorach ty”, odpowiedziała: „Zapomniałam”. Przyjaciółka wycięła ten fragment w montażu programu telewizyjnego, by chronić Starszego Pana. Kiedy podczas koncertu „Zielono mi” córka Agnieszki zapowiedziała tę piosenkę, mówiąc, że mama napisała ją dla leśnika z Mazur, Przybora zadzwonił wzburzony do Magdy Umer i powiedział: „Przecież wiesz, że ona to napisała dla mnie”. Przez wiele lat ich romans stanowił tajemnicę Poliszynela, by wreszcie wyjść na jaw za sprawą publikacji Listów na wyczerpanym papierze - korespondencji dwojga chyba największych poetów polskiej piosenki. 
Ale i w przypadku tego związku więcej emocji miało tkwić w literaturze niż w życiu.

Coś Ty zrobił, Jeremi... Zostawiłeś mnie samą w pustym mieście, w którym pełno jest tylko Twojej nieobecności... Żeby Warszawę doprowadzić do takiego stanu... To tylko Ty potrafisz - napisze Osiecka.  

Wyrwanie z przewidywalnego biegu zdarzeń, posmak przygody. „Dzień się nie dłuży, być wciąż w podróży, w drodze pod wiatr”. Podróż ze swoim przywilejem doznawania nowego i prawem wymykania się z monotonii codzienności staje się z jednej strony wielką rywalką tego związku, z drugiej jednak – kluczowym napędem jego istnienia - pisała o ich relacji Ula Ryciak. 

 Pozostało po nim wiele smutku i nieutulonych żalów. „Robiono mi koło pióra”, „wpuszczano w maliny” i „znęcano się nad moją wątrobą” - napisze Przybora. A Osiecka po raz kolejny wyjdzie życiu naprzeciw, zapominając o tym, co minione. Zrobiła tak zresztą kilkakrotnie - wcześniej porzucając pierwszego męża, Wojciecha Frykowskiego (filmowca, zamordowanego później przez członków sekty Mansona wraz z żoną Romana Polańskiego) oraz drugiego - Wojciecha Jesionkę, o którego istnieniu córka poetki, Agata, dowiedziała się... przypadkiem!

Agnieszka Osiecka i Radiowe Studio Piosenki

Kształtowanie gustów

Przez ponad 6 lat Osiecka prowadziła w Polskim Radiu „Radiowe Studio Piosenki”, które wydało ponad 500 piosenek i pozwoliło na wypromowanie wielu wielkich gwiazd polskiej estrady. Agnieszka kształtuje muzyczne preferencje Polaków. Decyduje, kogo promować w eterze. Ze studia wypłynie ponad pięćset piosenek i zastęp gwiazd: Maryla Rodowicz, Ewa Demarczyk, Wojciech Młynarski, Łucja Prus i wielu innych. Na antenie zabrzmią zwrotki zagrożone zapomnieniem – te z kabaretów i teatrów studenckich. Utwory o ambicjach literackich. - podsumuje ten okres w biografii poetki Ula Ryciak. 

Po Jazz Jamboree ’63 Osiecka rozpoczyna współpracę z Adamem Sławińskim. To wówczas została najbardziej chyba doceniona przez krytykę, zauważyła ją również telewizja. W efekcie współpracy powstały „Listy śpiewające” z muzyką Sławińskiego. Elżbieta Czyżewska, Iga Cembrzyńska, Anna Prucnal, Daniel Olbrychski, Kalina Jędrusik, Krystyna Sienkiewicz, Zofia Kucówna - największe gwiazdy filmowe PRLu wystąpiły w tym cyklu poetyckich scenek z tekstami Osieckiej. 

Niedługo później z Janem Biczyckim w roli reżysera Osiecka wystawi największy swój hit teatralny - stanowiący kolaż rozmaitych scen spektakl „Niech no tylko zakwitną jabłonie”. Sukces ten na teatralnych deskach powtórzy tylko „Biała bluzka” z Krystyną Jandą w roli głównej.  



 Równocześnie Osiecka tworzy kolejne przeboje. Osiecka nie ucieka od określenia „poezja kobieca”, bo uważa, że nie w tym rzecz, by się odcinać od płci. Ale podłącza pod tak zwane kobiece pisanie także Szymborską. „Jesteśmy kobietami, nie ma rady”. Literatura kobieca nie wyraża się dla niej w statystyce flirtów i sponiewieranych serc w wersach. Raczej w czulszej formie narracji. W drobiazgowości opowieści. Uwrażliwieniu na szczegół. Agnieszka uważa, że płeć determinuje kształt dzieła. Odbiega w tym myśleniu od dzisiejszych koncepcji feministycznych - podkreśla Urszula Ryciak. 

Agnieszka Osiecka - rodzina

Kobieta, żona, matka – to nie jest dla mnie rym

W latach siedemdziesiątych na chwilę zwalnia. Wraz z Danielem Passentem - dziennikarzem „Polityki” - chciała choć przez chwilę śnić sen o rodzinie. W 1973 urodziła mu córkę, Agatę, która dziś czuwa nad spuścizną po poetce, choć początkowo relacje na linii matka-córka nie były najłatwiejsze.

Osiecka nigdy chyba nie marzyła o rodzinie. Uległa Passentowi, ale szybko odkryła, że nie odnajduje się w nowej roli. Pozostała artystką. Uwielbiała choć na chwilę uciec, wyjechać, oddać się szaleństwu. Kobieta, żona, matka - to nie jest dla mnie rym - pisała. 

Była zakładniczką własnej wyobraźni - napisze o niej wiele lat później Ula Ryciak. - Uzależnioną od drżenia. Nie kolekcjonowała konkretnych mężczyzn. Tropiła wielkie uniesienia. Wciąż czuła niedosyt. Nie dlatego, że nikt jej nie kochał. Kochało ją wielu. To nieprawda, że nikt dla niej nie oszalał, jak wciąż się żaliła. Tylko nawet ten, który by oszalał na jej punkcie, oszalałby w rzeczywistości, a nie w imaginacji. Czyli nigdy na miarę jej wyobrażeń. W jej oczach każde uczucie musiało żarzyć się mocno. Jeśli miłość, to tylko szalona. (…) Bohaterowie, o których pisała, to cienie rzucane przez jej życie. Ludzie niezdolni do zaangażowania się, ale i ofiarowania „zwyczajnej” miłości na co dzień. Stąd owe krótkotrwałe związki, przez właścicieli stabilnych żyć nazywane porażkami. 



Agnieszka Osiecka i alkohol

Alkohol niejako wpisany był w styl życia wielu ludzi, z którymi Osiecka na co dzień obcowała. Pijała, gdy wyruszała w trasę z Marylą Rodowicz. Pijała z kolegami-dziennikarzami, pijała z artystami. Wszystko to wydawało się jednak stosunkowo niegroźne. Do czasu. Do czasu, gdy życie prywatne Osieckiej zaczęło się załamywać. Najpierw pogorszyły się jej relacje z córką. Potem zmarła wieloletnia przyjaciółka Osieckiej, psycholożka Amy Navarro. Wreszcie - w 1994 roku - zmarła matka poetki, z którą Osiecka z krótkimi przerwami mieszkała przez całe życie. Groza niepicia przeraża mnie tak samo, jak groza picia - mówiła Osiecka. Odmówiła pójścia na odwyk. Zniknęła z towarzystwa. Wycofała się do sobie tylko znanych barów, do których przychodziła już rano, by zamówić „dżin dobry”. Ale tuż przed śmiercią znalazła jeszcze na chwilę spokój. Znalazła swoje miejsce.  



Był to Teatr Atelier w Sopocie, dla którego napisała swoje ostatnie sztuki i piosenki uznane przez krytykę za najlepsze w jej artystycznym dorobku. Tak naprawdę za ściągnięcie jej do Sopotu odpowiadał jeden człowiek - Andre Ochodlo. Osiecka zakochała się w André, tak jak starzejący się artysta może się zakochać w swojej muzie. To była wielka fascynacja i ostatnia namiętność, odwzajemniona czułością i przyjaźnią. Wybawienie od smutku - pisała o ich związku Ula Ryciak. 

Osiecka poświęcała Teatrowi Atelier wszystko, jakby wiedząc, że pozostało jej niewiele czasu. Ofiarowała mu swoje nazwisko i talent, poświęcała własne pieniądze na produkcję spektakli, przywoziła rekwizyty i sprzęt. Była jak kobieta z jej własnej piosenki „Wariatka tańczy”.



 W Teatrze Atelier Ochodlo i Osiecka wystawili wspólnie „Apetyt na śmierć” - opowieść o współczującym aniele śmierci na motywach „Wrogów” Singera. Osiecka przetłumaczyła również dwie jednoaktówki Ludmiły Pietruszewskiej, dopisała do nich własne piosenki - i tak powstał spektakl „Do dna”. Wreszcie - „Darcie pierza”. Najbardziej chyba niezwykła sztuka Osieckiej. Biały puch, który bohaterowie wyjmują z kufra, to wspomnienia. Stara kobieta siedzi nad pudłem, drąc stare listy, i mówi do młodzieńca: „Wiesz, kiedyśmy się z Jerzym kochali, powtarzałam nieraz: «Przeszkadza mi czułość, przeszkadza mi czułość». Ale to nieprawda. Coś ci powiem na ucho: najważniejsza jest czułość. Ani jędrne pośladki, ani piękna dusza, ani księżyc w pełni - komentuje Ula Ryciak.



Więcej napisać Osiecka nie zdążyła. Zmarła 7 marca 1997 wskutek choroby nowotworowej. Przygotowywała wówczas z Magdą Umer spektakl, który wspólnie miały wystawić na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. Umer dokończyła prace sama, a „Zielono mi” to do dziś jeden z najbardziej niezwykłych koncertów w historii FPP. 



 

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - G89osiak
G89osiak
Dodany: 2020-03-09 06:58:16
0 +-

Wspaniala osoba 

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2020-03-08 13:31:47
0 +-

To już tyle lat, ale jej piosenki wciąż żyją.

Avatar użytkownika - JolaJola
JolaJola
Dodany: 2020-03-08 09:11:00
0 +-

Ona nie dała się zamknąć w żadne ramy. 

Avatar użytkownika - bachacz
bachacz
Dodany: 2020-03-07 22:23:05
0 +-

Pierwsze co mi się nasunęło to niesamowity upływ czasu. W mojej głowie Jej teksty wciąż świeże i niezapomniane. Myślę, że pozostanie bezkonkurencyjną twórczynią perełek, które będą nam towarzyszyć jeszcze wiele lat. 

Avatar użytkownika - slena1098
slena1098
Dodany: 2020-03-07 20:26:08
0 +-

NIesamowita kobieta o niezwykłyum talencie... 

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2020-03-07 17:35:13
0 +-

Do tej pory pamiętam panią Agnieszkę w jednej z kawiarenek na Saskiej Kępie...

Avatar użytkownika - violabu
violabu
Dodany: 2018-03-12 14:42:59
0 +-

Wciąż oceniam negatywnie Osiecką jako kobietę poprzez pryzmat porzucenia swojego dziecka dla kolejnej miłości. 

Avatar użytkownika - emilly26
emilly26
Dodany: 2018-03-10 00:21:18
0 +-

Są to teksty, które powodują zadumę.

Avatar użytkownika - monikap
monikap
Dodany: 2018-03-09 07:31:57
0 +-

Bardzo ciekawa postać.

Avatar użytkownika - Joannate
Joannate
Dodany: 2018-03-08 08:11:00
0 +-

Uwielbiam teksty Agnieszki Osieckiej, są wspaniałe i ponadczasowe. 

Avatar użytkownika - emilly26
emilly26
Dodany: 2017-03-17 00:58:13
0 +-
Agnieszka Osiecka lubiła zawsze towarzystwo artystów i kochała dla nich tworzyć.
Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2017-03-11 19:30:30
0 +-
Śpiewała i śpiewa :)

Warto przeczytać