Samotność jest głośna. Wywiad z Ewą Cielesz
Data: 2026-05-21 14:26:02
– Jeśli doznałam samotności, to chwilowo. I ona była ciszą. Spokojem. Nie doświadczyłam i, mam nadzieję, nigdy nie doświadczę samotności bolesnej, trudnej i pustej. Bo taka właśnie rodzi hałas. Krzyk bezsilności i rozpaczy. Albo właśnie szum, jak w tej powieści. Tutaj samotność jest głośna. To nie jest kojąca cisza, w której można odpocząć, rozpamiętywać, odtwarzać sentymentalne obrazy, idealizować przeszłość. Tu występuje właśnie ten natrętny, nieustanny szum w głowie, natłok lęków, szeptów i pytań bez odpowiedzi. Nie da się ich uciszyć. Nie da się od nich uciec. Tytułowy szum to paraliżujący hałas rozjazgotanych myśli i zagubienia – mówi Ewa Cielesz, autorka książki Szum.
Szum jest opowieścią o żałobie, ale też o utracie zaufania do samej siebie. Zastanawiam się, co było dla Pani ważniejsze: pokazanie bólu po stracie czy właśnie momentu, w którym człowiek przestaje ufać własnym myślom?
Obydwa stany są ważne i na rzecz fabuły celowo ze sobą połączone. Traumę po śmierci męża wykorzystałam jako dobry punkt wyjścia do późniejszych wydarzeń i urojeń w głowie Laury. Żałoba, zwłaszcza ta wypierana, z którą nie możemy się pogodzić, potrafi zniekształcić rzeczywistość. W przypadku Laury żałoba nie miała szansy ulec kojącemu wpływowi czasu, ponieważ osaczały ją nie tylko przedmioty związane z mężem, książki, które czytał, ale przede wszystkim misja, którą została obarczona.
Laura żyje wśród przedmiotów po zmarłym mężu. Maski, mokasyny, pamiątki z podróży zamiast dawać ukojenie zaczynają ją osaczać. Czy rzeczy przechowują emocje i pamięć ludzi?
Myślę, że decyduje o tym nie sam przedmiot, a jego odbiorca. Jeżeli rodzinna pamiątka trafi w zupełnie przypadkowe, obce ręce, nie przeniesie swojej historii, lecz stworzy nową. Tak czy inaczej uważam, że przedmioty mają ogromną władzę nad ludzką psychiką. Działają jak wyzwalacze wspomnień bądź świeżych wrażeń. Inspirują. W przypadku tej historii maski, trumienne mokasyny czy mroczne obrazy Bacona, które Leon przywoził ze swoich wypraw, były częścią nie tylko jego świata, ale również Laury. Tyle że ona wśród tych przedmiotów czuła się niekomfortowo, a po śmierci męża wręcz się ich bała. Te artefakty nie stanowiły dla niej sentymentalnych pamiątek, stały się intruzami. Osaczały i zaciskały na gardle pętlę lęków. Ale to wśród nich właśnie Laura doszukiwała się sekretów, których mąż nie zdążył lub nie chciał jej wyjawić.

W tej powieści bardzo długo nie wiadomo, co jest prawdą, a co lękiem. Zagubienie Laury to jednocześnie zagubienie czytelnika?
Taki był mój cel od pierwszej strony. Zależało mi na tym, by moment, kiedy bohaterka gubi się w domysłach, gdy grunt usuwa się spod jej nóg, zmylił również czytelnika. Jeśli w podobny sposób odbierze napięcie i emocje bohaterki, straci pewność, czy wydarzenia są projekcją jej lęków, czy może wszystko dzieje się naprawdę, uznam, że mój cel został osiągnięty. Dlatego zastosowałam subiektywną narrację Laury, aby czytelnik przechodził przez labirynt jej myśli, podobnie jak ona, tracił pewność i zadawał sobie pytanie, co jest realnym odkryciem, a co jedynie urojeniem. Dzięki temu zabiegowi cała historia powinna stać się bardziej angażująca, bo czytelnik nie obserwuje emocji z bezpiecznej odległości, ale doświadcza ich wspólnie z bohaterką.
Laura odkrywa, że jej mąż był kimś innym, niż myślała. Czy według Pani naprawdę można dobrze poznać drugiego człowieka, nawet po wielu latach wspólnego życia?
Poznać drugiego człowieka jest niezmiernie trudno. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że to niemożliwe. I chyba nie powinniśmy się o to starać, bo nigdy nie nabierzemy stuprocentowej pewności, kim jest osoba obok. Możemy dzielić z kimś stół, łóżko i codzienność przez lata, a i tak poznamy jedynie tę wersję człowieka, którą on sam postanowił nam pokazać. Często żyjemy z wyobrażeniem o partnerze, a nie z nim samym. Leon był globtroterem, człowiekiem tajemniczym. Dopiero śmierć zdejmuje z niego maskę i zmusza Laurę do bolesnej konfrontacji z przeszłością.

W książce ogromną rolę odgrywa atmosfera. Duszna, niepokojąca, momentami wręcz klaustrofobiczna. Skąd ta zmiana w Pani twórczości? I nowy kierunek?
Potrzebuję wyzwań i rozwoju. Czytelnicy znają mnie z kilkutomowych sag historycznych jak Córka cieni czy Zakryte lustra czy z cieplejszych tonów obyczajowych. Jednak intrygowała mnie ludzka psychika w momentach granicznych. Chciałam sprawdzić się w oszczędniejszej, bardziej surowej i klaustrofobicznej formie. Ta duszna atmosfera idealnie oddaje stan zamknięcia bohaterki we własnym dramacie.
Bardzo ciekawy jest motyw Armenii. Laura wyjeżdża tam jako pilotka wycieczki, ale tak naprawdę rusza też w podróż w głąb własnych lęków i wspomnień. Czy podróż pomaga człowiekowi uciec od bólu, czy raczej wszystko jeszcze bardziej wyciąga na powierzchnię?
Ekscytujące podróże potrafią na krótko ukoić ból, tęsknotę, cierpienie. Jednak ucieczka przed samym sobą w żadnym przypadku nie jest możliwa. Podobnie jest w tej książce. Laura wyjeżdża do Armenii jako pilotka wycieczki. Jest podekscytowana samym faktem, że wróciła do ulubionej pracy, w której zawsze była rzetelna i skrupulatna. Nie szuka ukojenia, ale spodziewa się, że ten wyjazd pozwoli jej oderwać myśli od ostatnich przeżyć. Tymczasem niespodziewane okoliczności, surowy, kamienisty krajobraz i spotkanie z ormiańską rodziną stają się nowym wyzwaniem. Podróż nie leczy, lecz brutalnie obnaża niechcianą prawdę. Wszystkie lęki i wątpliwości wychodzą na powierzchnię z podwójną siłą.

Laura momentami drażni, podejmuje irracjonalne decyzje, wycofuje się, wpada w chaos. Ale może właśnie dlatego wydaje się tak prawdziwa. Czy zależało Pani na tym, by pokazać kobietę daleką od literackiej idealności?
Zdecydowanie tak. Laura miała być prawdziwa, a nie idealna. Człowiek w głębokiej traumie nie zachowuje się logicznie. Podejmuje irracjonalne decyzje, bywa irytujący, odpycha pomoc. Chciałam pokazać kobietę, która całkowicie się rozpada. Dopiero takie bezwzględne obnażenie słabości pozwala czytelnikowi określić własne emocje. Albo czuje autentyczną empatię, nawet jeśli zachowanie bohaterki momentami go drażni, albo nie znosi samej bohaterki i jej irracjonalnych zachowań. Bez względu na to, czy są to pozytywne, czy negatywne uczucia, jeśli się pojawiają, to dobrze. Można uznać, że postać jest dobrze wykreowana.
Wydaje się, że w tej historii samotność jest niemal osobnym bohaterem. Czym dla Pani jest samotność? Ciszą czy właśnie tytułowym szumem?
Jeśli doznałam samotności, to chwilowo. I ona była ciszą. Spokojem. Nie doświadczyłam i, mam nadzieję, nigdy nie doświadczę samotności bolesnej, trudnej i pustej. Bo taka właśnie rodzi hałas. Krzyk bezsilności i rozpaczy. Albo właśnie szum, jak w tej powieści. Tutaj samotność jest głośna. To nie jest kojąca cisza, w której można odpocząć, rozpamiętywać, odtwarzać sentymentalne obrazy, idealizować przeszłość. Tu występuje właśnie ten natrętny, nieustanny szum w głowie, natłok lęków, szeptów i pytań bez odpowiedzi. Nie da się ich uciszyć. Nie da się od nich uciec. Tytułowy szum to paraliżujący hałas rozjazgotanych myśli i zagubienia.
Sąsiadki Laury próbują ją ratować, wyciągać do ludzi, wspierać. To bardzo ciekawe, bo w mrocznej historii pojawia się też zwykła kobieca troska. Czy chciała Pani pokazać, że czasem człowieka ratują właśnie te najprostsze relacje?
Przede wszystkim broniłam czytelnika przed gęstością emocji. Wprowadzenie groteskowych sąsiadek rozluźniało atmosferę, dlatego ich obecność to dość kluczowy element tej historii. Choć powieść jest mroczna, to te codzienne kobiece gesty, próby wyciągnięcia Laury z domu, zwykła troska o to, czy coś zjadła, stanowią połączenie poplątanego świata głównej bohaterki ze światem prostym, jasnym, zwyczajnym. Chociaż Laura broni się przed sąsiedzką solidarnością, a pomoc uznaje za wścibstwo i brak wiary w jej samodzielność, to czytelnik dostrzega, że pomoc nie przychodzi poprzez wielkie wydarzenia, ale właśnie przez obecność i drobne uczynki drugiego człowieka.

W książce przewija się pytanie o pamięć i o to, jak łatwo można nią manipulować. Czy uważa Pani, że człowiek bardziej ufa wspomnieniom czy emocjom?
Według mnie emocjom nie należy ufać wcale, a pamięci do pewnego stopnia. Pamięć z czasem się zaciera. Emocje tworzą się na bieżąco i to one często piszą nasze wspomnienia na nowo, dostosowując je do okoliczności. Dlatego pamięć bywa niezwykle plastyczna i podatna na manipulacje, zwłaszcza pod wpływem silnego stresu, poczucia winy, chęci ubarwienia jakiegoś przypadku itd. Zwykle ufamy temu, co czujemy w danym momencie, i potrafimy dopasować do tych emocji całą resztę naszych wspomnień, nawet jeśli są one złudne.
Po przeczytaniu Szumu zostaje w głowie niepokój i pytanie, czy największe zagrożenie rzeczywiście przychodzi z zewnątrz. A może człowiek najbardziej boi się własnego umysłu?
Własna głowa potrafi być najmroczniejszym miejscem. Zewnętrzne sekrety i wydarzenia są jedynie zapalnikiem. To ludzki umysł, kiedy zostanie pozbawiony punktów oparcia, zaczyna tworzyć najstraszniejsze scenariusze, urojenia i potwory. Najbardziej boimy się utraty kontroli nad własnym myśleniem i tego, że nie będziemy w stanie odróżnić prawdy od szaleństwa.
Jakie są Pani dalsze plany literackie? Czy ten nowy kierunek zostanie?
Nie zamierzam rezygnować z żadnej z moich pisarskich twarzy. Praca nad Szumem była dla mnie odświeżająca i przyznam, że polubiłam ten bardziej mroczny, psychologiczny ton. Przypuszczalnie niebawem do niego wrócę. Jednocześnie moi stali czytelnicy mogą być spokojni, bo w moich planach wciąż jest miejsce na epickie opowieści obyczajowe z bogatym tłem społecznym i historycznym. Obecnie pracuję nad drugim cyklem sagi Zakryte lustra.
Książkę Szum kupicie w popularnych księgarniach internetowych: