Przygoda, humor i... kot! Wywiad z Martą Rydz-Domańską

Data: 2026-05-08 13:16:15 Autor: Danuta Awolusi
udostępnij Tweet
Okładka publicystyki dla Przygoda, humor i... kot! Wywiad z Martą Rydz-Domańską z kategorii Wywiad

– Uważam, że o wiele fajniej niż czytać encyklopedię jest wchłonąć sporą dawkę wiedzy, zapakowaną w lekką, humorystyczną, pełną emocji przygodową fabułę – mówi Marta Rydz-Domańska, autorka kosmicznej serii o kocim astronaucie, w skład której wchodzą książki Kocioł. Pierwszy astroMIAUta oraz Kocioł. Nowa misja astroMIAUty. W rozmowie pisarka i ilustratorka zdradza, dlaczego nie przepada za uczłowieczaniem zwierząt w literaturze, co fascynuje ją w science fiction i jak zwykły spacer z kotem zainspirował całą historię.

Kocioł trafia w kosmos najpierw trochę przypadkiem, a potem już jako pełnoprawny członek załogi. Czy on sam zaczyna inaczej patrzeć na siebie przez taką przygodę?

Kot Kocioł jako główny bohater i narrator opowieści to mój sposób na ukazanie dziecięcego punktu widzenia, perspektywy nie tyle nieczłowieczej, co raczej niedorosłej. Trafne może tu być porównanie do odczuć i emocji dziecka, które najpierw jest w szkolnej zerówce, a po wakacjach zaczyna naukę w pierwszej klasie. W pierwszym tomie Kociołka wszystko jest dla niego nowe, zaskakujące i dziwne, a kolejna misja to już powrót na stare śmieci – to samo miejsce, ta sama załoga, ale nowe wyzwania i – oczywiście – nowe przygody.

To już druga część serii. Za co czytelnicy pokochali Kocioła najbardziej?

Nie wiem, pewnie najlepiej byłoby zapytać o to czytelników (śmiech). Myślę, że dobrze podsumowała to pani Georgina Gryboś w uzasadnieniu nominacji literackiej dla pierwszego tomu Kocioła w konkursie Książka Roku 2024 Polskiej Sekcji IBBY: Kocioł oferuje to, co w literaturze dziecięcej najważniejsze: przygodę i humor. No i kota, oczywiście!

Bohater opowiada, że nie rozumie ludzkiej potrzeby mierzenia czasu i porządkowania życia. To dziecięce spojrzenie czy raczej próba zadania dorosłym niewygodnego pytania o sens tych zasad?

I jedno, i drugie. Dla kilkulatków pilnowanie czasu i życie zgodnie z harmonogramem zamiast z naturalnymi potrzebami jest czystą abstrakcją. Dzieci nie zerkają na zegarek, gdy są pochłonięte zabawą. Nie patrzą, czy już jest pora obiadowa – chcą jeść, kiedy są głodne. Konieczność dopasowania się do wskazówek zegara, na przykład by dotrzeć do szkoły na czas, często budzi frustrację. Jasne: nie da się żyć we współczesnym społeczeństwie bez żadnych ustalonych terminów, jak choćby godzina odjazdu pociągu czy zaplanowana wizyta u dentysty. Ale może czasem warto odpuścić i położyć się spać nieco później, by przeczytać jeszcze jeden rozdział ciekawej książki ? Albo zjeść posiłek nie wtedy, gdy jest na niego pora, ale wtedy, gdy nasz organizm naprawdę daje znać, że jest głodny? I czy na pewno awantura wokół okazjonalnego spóźnienia do szkoły jest tego warta w perspektywie całego życia? (śmiech)

W książce pojawia się motyw kosmicznych śmieci i bałaganu wokół Ziemi. Czy to tylko ciekawostka naukowa, czy też trochę odbicie tego, jak radzimy sobie z porządkiem na własnej planecie?

Kosmiczna perspektywa pomaga z większą czułością i uważnością patrzeć na Ziemię jako nasz dom – jedyne miejsce we Wszechświecie, gdzie możemy żyć. Dbanie o Ziemię powinno być obowiązkiem każdego jej mieszkańca, choć bardzo mnie drażni przerzucanie całej odpowiedzialności na nas, zwykłych konsumentów, podczas gdy za największe ilości odpadów i zanieczyszczeń odpowiadają wielkie korporacje. Najłatwiej jest budzić poczucie winy u zwykłego obywatela za to, że źle posegregował śmieci – ale nadprodukcja tysięcy ton towarów, często w nienadających się do recyklingu opakowaniach, uchodzi wielkim firmom na sucho. Śmieci w przestrzeni kosmicznej to realny problem, a odpowiedzialność za nie ponoszą wyłącznie korporacje (nie tylko agencje kosmiczne, ale i firmy telekomunikacyjne, które zaśmiecają orbitę ziemską swoimi satelitami). W książce to właśnie takie śmieci stają się bezpośrednim zagrożeniem bazy kosmicznej i jej załogi.

Kocioł jest kotem, więc działa intuicyjnie, kieruje się instynktem. Czy w tej historii kot okazuje się bardziej rozsądny niż ludzie?

Staram się ze wszystkich sił unikać nadmiernego uczłowieczania kociego bohatera. Kocioł prowadzi wewnętrzny monolog, ale nie mówi ludzkim głosem i nie wykazuje żadnych typowo ludzkich cech. Dlatego trudno mierzyć go miarką większego czy mniejszego rozsądku (śmiech). Moim celem nie było pokazanie, że kot jest w czymś lepszy czy gorszy od człowieka. On reprezentuje zupełnie inny punkt widzenia. Nie kalkuluje i nie oblicza, tylko czuje. Nie kieruje się nauką, tylko słucha instynktu. Dzięki niemu przemycam sugestię, że czasem pozornie nieracjonalne wyjście jest najwłaściwsze; że podczas swobodnej zabawy miewamy najlepsze pomysły; że warto docenić to, co nam podpowiada intuicja. Krótko mówiąc: żebyśmy nie lekceważyli tej instynktownej, nieracjonalnej, niedorosłej, nienaukowej części naszej psychiki, bo ona również gra ważną rolę i często ma rację.

Dlaczego tak ważne było dla Pani, żeby ten bohater był bardzo koci, a nie uczłowieczony?

Osobiście nie przepadam za tekstami, w których zwierzęta (także dzikie) chodzą na dwóch łapach, rozmawiają ze sobą (również międzygatunkowo), noszą ubrania, uczą się w szkołach, jeżdżą samochodami, rozwiązują zagadki kryminalne. To zjawisko ma nawet nazwę – syndrom Bambiego – i może, niestety, powodować brak realnego, obiektywnego spojrzenia na świat natury. Naturę należy szanować nie dlatego, że zwierzątka są miłe, grzeczne, mądre i urocze, tylko dlatego, że każda żywa istota ma prawo do życia i swoje miejsce w ekosystemie. A respekt i zdrowy dystans wychodzi i nam, i zwierzętom na zdrowie. Dlatego mimo odpowiedzialnej funkcji narratora Kocioł jest na wskroś kocim kotem – i taki pozostanie.

Czasem widać, że ludzie próbują wszystko kontrolować, nawet zachowanie kota. Czy to opowieść o tym, że nie wszystko da się zaplanować?

Oczywiście! Kiedyś byłam osobą, która zawsze miała wszystko starannie zaplanowane, gotowe przed terminem i uporządkowane. Żadnych niespodzianek. A potem zostałam mamą i… musiałam wszystko to odłożyć do lamusa. Parafrazując znane powiedzenie: Jeśli chcesz rozśmieszyć dziecko, opowiedz mu o swoich planach. Zachowania dziecka, tak jak zachowania kota, nie da się zaplanować. Każdy dzień z córeczką uczył mnie akceptacji chaosu, nagłych zmian, niewyrabiania się z planem i ogólnie życia z dnia na dzień. I gdy tylko odpuściłam, zamiast się frustrować, okazało się, że dziury w niebie od tego nie ma! Co więcej, wraz z macierzyństwem zaczął się bardzo twórczy okres w moim życiu, m.in. zajęłam się zawodowo ilustracją, zaczęłam pisać, wydałam już dwie książki. Nie wiem, czy osiągnęłabym to w innych warunkach, ale na pewno na dobre wyszło mi to, że wreszcie zaczęłam działać i płynąć z prądem, zamiast tylko w kółko planować, porządkować i kontrolować.

W rozdziale o kociej terapii pojawia się temat samotności i złego samopoczucia pilota. Dlaczego właśnie kot staje się kimś, kto może mu pomóc?

Kot nie osądza. Kot nie stawia diagnoz. Kot nie etykietuje. I nigdy nie zdradzi nikomu powierzonych mu tajemnic. Brzmi jak idealny terapeuta, prawda? (śmiech) A na dodatek kot nie próbuje udawać kogoś innego niż jest – a jest kłębkiem zadowolonej z życia puchatości, która w stu procentach żyje tu i teraz. Oczywiście, depresja jest chorobą, której nie wolno lekceważyć i absolutnie nie twierdzę, że wystarczy pogłaskać kota, by się z niej wyleczyć. Ale na gorsze dni, na przejściowe smutki czy melancholię głaskanie miękkiego futra działa jak plasterek na ranę. Wystarczy choćby popatrzeć na takiego futrzastego władcę świata, jak śpi z królewskim wyrazem pyszczka i jest mu absolutnie obojętne, że jest za gruby i że nie umie nawet sam otworzyć puszki z karmą. Co z tego? I tak cały świat leży u jego puchatych łap! A od otwierania puszek ma swoich ludzi, czyż nie? (śmiech)

Kocioł długo próbuje zdobyć uwagę pilota i dopiero zmienia strategię. Czy chciała Pani pokazać, że bliskość wymaga czasu i cierpliwości?

Tak, bliska relacja wymaga czasu. Wymaga też empatii, umiejętności wyobrażenia sobie, czego druga osoba potrzebuje, co możemy jej zaoferować, w którym punkcie się z nią spotkamy. Nie można nikomu pomóc na siłę, nie można też nikogo zmusić do bliskości. Ale też nie warto poddawać się po pierwszej nieudanej próbie. Może czasem trzeba postarać się trochę bardziej i nie należy bać się ewentualnego niepowodzenia? Jak mówi pani Małgorzata Musierowicz ustami profesora Dmuchawca w Opium w rosole: Do ludzi trzeba wyciągać rękę. Trzeba. Możemy się nie doczekać odzewu. Ale jeśli nie wyciągniemy ręki, to odzewu nie doczekamy się z całą pewnością.

W książce dużo jest humoru, ale obok niego pojawiają się też momenty napięcia i niepokoju. Czy tak smakuje właśnie najlepsza przygoda?

Oczywiście! W dobrze skomponowanej opowieści wszystkiego powinno być po trochu. Opowieści dla dzieci całkowicie pozbawione napięcia, dreszczyku emocji czy chwil grozy są jak ilustracje tworzone przez AI: mdłe, nijakie, monotonne i – choć niby pełne światła oraz pastelowych kolorów – nieprawdziwe, nieżywe, sztuczne. To tak, jakby serwować dzieciom do jedzenia tylko słodziutkie, gładkie papki, a nigdy nie pozwolić im skosztować kiszonego ogórka, sałaty z oliwą i czosnkiem, pikantnego sosu, ziemniaków upieczonych w ognisku czy owoców prosto z krzaka. Potrzebujemy całej palety smaków i substancji odżywczych, tak samo jak potrzebujemy wszystkich emocji, także tych uważanych za złe czy niepotrzebne – jak strach, smutek, tęsknota czy przygnębienie.

Podobno regularna dawka grozy jest nam, ludziom, potrzebna, by utrzymywać nasz układ współczulny w dobrej formie. Układ ten odpowiada za reakcję na bezpośrednie zagrożenie, m.in. podnosząc tętno, uwalniając glukozę do mięśni, rozszerzając źrenice, przyspieszając oddech. Dzięki temu jesteśmy gotowi do walki lub ucieczki, co w sytuacji zagrożenia może uratować nam życie. Tysiące lat temu w testowaniu układu współczulnego pomagał nam tygrys szablastozębny, wyskakujący nagle zza krzaka (śmiech). Dziś mamy książki, filmy i sporty ekstremalne. Nie ma sensu odcinanie dzieci od (odpowiedniej dla wieku) dawki trudniejszych emocji – to tak, jakby (jak pisał Pratchett) nie wspominać komuś o samoobronie w nadziei na to, że dzięki temu nikt go nigdy nie zaatakuje.

Książkę zdobią przepiękne ilustracje! Jak to jest, pracować i nad tekstem i nad ilustracjami właśnie?

Krótko mówiąc, jest wspaniale! (śmiech) To ukoronowanie moich dawnych marzeń, jeszcze z czasów szkolnych – zawsze marzyłam o tym, by być jednocześnie pisarką i ilustratorką książek dla dzieci. Seria o Kociołku adresowana jest do czytelników w wieku 6-10 lat, więc mogłam zaszaleć – ilustracje są na każdej rozkładówce. Już w trakcie pisania szkicuję sobie niektóre sceny. A że robię także skład moich książek, mogę decydować o tym, na którą ilustrację przeznaczyć więcej miejsca albo jak ułożyć tekst, by całość komponowała się estetycznie i ciekawie. Umieszczenie akcji w kosmicznej bazie z kolei zmusiło mnie do poszukania zupełnie innych niż dotychczas form i kształtów. Większość książek, które przedtem ilustrowałam, była pełna zwierząt, liści, drzew, kwiatów, nieba z ptakami, kolorowych domów i ogólnie znanego nam świata. W serii o astromiaucie moja wyobraźnia musiała ruszyć w zupełnie inną stronę: futurystyczne wnętrza pełne stalowych rur, metalowe ściany, kable, wtyczki, dysze, drabinki, złączki, śruby i iluminatory. Okazało się to bardzo satysfakcjonującym graficznym wyzwaniem – kosmiczna baza nie musi być zimna, szara i ponura!

Łączy Pani w tej historii wiedzę o kosmosie z codziennością kota. Co było pierwsze: chęć opowiedzenia o kosmosie czy historia Kociołka, który po prostu zabrał się w tę przestrzeń?

Kosmos pasjonuje mnie od dawna. Od dziecka uwielbiam patrzeć w nocne niebo, szukać znajomych gwiazdozbiorów, gapić się na Księżyc. Choć nie mam żadnego wykształcenia w tym kierunku, uwielbiam czytać i odkrywać kolejne ciekawostki i nowinki z przestrzeni pozaziemskiej. Uwielbiam również science-fiction – ten niedoceniany przez wielu znawców literatury gatunek (a niesłusznie – by wspomnieć choćby o Lemie!) opiera się na myśleniu out of the box, ale w solidnych ramach naukowego prawdopodobieństwa – bez magii, czarów, cudowności. Książek science-fiction dla dzieci jest niewiele – królują popularnonaukowe opracowania na tematy kosmiczne. A ja uważam, że o wiele fajniej niż czytać encyklopedię jest wchłonąć sporą dawkę wiedzy zapakowaną w lekką, humorystyczną, pełną emocji przygodową fabułę.

Kot jako bohater wybrał się sam – jak to z kotami bywa. Nasze dwa kocury są niewychodzące – od maleńkiego żyją w mieszkaniu. Oczywiście potrafią zasnąć w każdym miejscu, a otwarta walizka pełna ubrań (jak w pierwszym tomie Kociołka) równie dobrze mogłaby mieć tabliczkę kocia sypialnia. Kilka lat temu przydarzyła mi się taka historia: wychodziłam na spacer z maleńką wówczas córeczką. Jej wózek – duży, solidny pojazd na gumowych kołach – stał w przedpokoju. Zapakowałam do niego córkę w kombinezonie, na kierownicy powiesiłam wielką torbę ze wszystkim, co jest potrzebne na spacerze (czyli z połową domu), i wyjechałyśmy na zewnątrz. Po przebyciu kilkunastu metrów poczułam, że wózek się rusza. Zerknęłam do środka – dziecko śpi. Spojrzałam na dół i… ku swemu przerażeniu odkryłam kota, który umościł sobie przytulne gniazdko w dolnej siatce wózka, przeznaczonej na zakupy. Kocur obudził się właśnie i – bardzo zdezorientowany – rozglądał wokół. Natychmiast zrobiłam w tył zwrot i w stanie bliskim zawału pobiegłam z wózkiem do domu, modląc się z całych sił, by ten puchaty łobuz nie wyskoczył i nie pobiegł gdzieś w krzaki – przecież nie mogłabym zostawić wózka z niemowlęciem na ulicy, by uganiać się za kotem po osiedlu! Na szczęście obyło się bez dramatu – dobiegłam do domu na czas i czym prędzej wydobyłam oszołomionego kocura z siatki wózka. Miał taką minę, jakby rzeczywiście wrócił z Księżyca – i wtedy po raz pierwszy zakiełkował mi w głowie pomysł na fabułę, której narratorem byłby kosmiczny pasażer na gapę. Dalej już samo poszło, a ja świetnie się bawiłam, łącząc naukowe fakty i kosmiczne ciekawostki z typowo kocim spojrzeniem na świat.

Książkę Kocioł. Nowa misja astromiauty kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.