Kocioł znów wyrusza na kosmiczną wyprawę, tym razem jako legalny uczestnik misji. Choć jego Pańcia ma wątpliwości, czy to dobry pomysł, członkowie załogi i dowódczyni ich nie mają – astromiauta musi lecieć z nimi! Wkrótce okaże się, że obecność kota na pokładzie nie tylko będzie miała dobroczynny wpływ na samopoczucie załogi, ale też stanie się inspiracją rozwiązań pojawiających się problemów, takich jak kosmiczne śmieci czy zanieczyszczenie wody.
Zabawne przygody Kociołka na stacji orbitalnej są okazją do popularyzowania wiedzy o przestrzeni kosmicznej i astronautyce.
Wydawnictwo: Bis
Data wydania: 2026-03-16
Kategoria: Dla dzieci
Kategoria wiekowa: 6-8 lat
ISBN:
Liczba stron: 72
Na koniec chciałabym po lekturze obu tomów przygód Kociołka sformułować dla krnąbrnych i mało bystrych (w stosunku do kotów!) ludzi 5 PRAW astroMIAUtyki. Może wejdą kiedyś w naukowy kanon wiedzy.
1/ Misja kosmiczna w składzie wyłącznie ludzkim skazana jest z góry na niepowodzenie.
2/ Gdzie astronauta nie może tam astroMIAUTE pośle.
3/ Na niedyspozycję załogi jedyna i słuszna metoda – kototerapia.
4/ Zabawa z kotem na pokładzie stacji może podsuwać najlepsze rozwiązania dla naprawy problemów bieżących i o wadze kosmicznej mogących wpłynąć na bezpieczeństwo i realizacje celów misji.
5/ Agencja kosmiczna NASA powinna na stałe zatrudniać na etatach koty jako najbardziej fachową pomoc ogarniającą całościowo prace naziemne przed lotem jak i te wykonywane w kosmosie.
Myślę, że wprowadzając w życie te postulaty bylibyśmy spokojniejszy o rozwój astronautyki i przebieg każdej nowej misji, a procent niebezpieczeństwa zmalałby znacząco. Kociołek pokazuje na każdym kroku, że obecność kota jest kluczowa w przestrzeni kosmicznej. Żegnając się z bohaterem, który musi odpocząć i dojść do siebie po kolejnej ważnej misji ja nieśmiało już wypatruję kolejnego tomu jego przygód. Bo loty w kosmos to nasza przyszłość, a astronautyka jest bardzo rozwojową dziedziną nauki. Ogromna prośba do Autorki: my Czytelnicy i miłośnicy kotów chcemy więcej! Mrauu!
A co do okładki i ilustracji – w przypadku pani Marty muszę to zawsze podkreślić – jest fantastyczna w tym co robi. Ogląda się każdą stronę jak obrazek, który można by samodzielnie oprawić i powiesić na ścianie, a kolejne odsłony tej przygody to jak kadry dokumentu relacjonujące wydarzenia na stacji. Przepiękne i tak bardzo w mojej estetyce! Sam kot – rewelacja. 100% kota w kocie.
Reasumując: Latarnica poleca!
Rzadko się zdarza, żeby ktoś wpadł w tarapaty tylko dlatego, że zasnął. Tak się przynajmniej zdawało Kociołkowi, nieco marudnemu i wiecznie głodnemu kocurowi...
Przeczytane:2026-03-13, Ocena: 6, Przeczytałam,
(czytaj dalej)