Dzieci to skarb, o który trzeba dbać. Wywiad z Patrycją Murasicką
Data: 2026-05-19 12:32:30
– Opowiadając córeczce dobranocki, staram się, by poczuła spokój, a po zaśnięciu miała piękne sny. Spisując opowieści, szlifuję je, lepiej dobieram słowa. A słowa to moja pasja, zajmowałam się nimi od dziecka. Najpierw słuchałam, potem czytałam, pisałam i analizowałam. Kiedy piszę tekst, staram się wykorzystać wszystkie moje umiejętności, przelać zawartość serca i odbić piękno otaczającego mnie świata. Kiedy piszę dla dzieci, staram się jeszcze bardziej, bo dzieci to skarb, o który trzeba dbać – mówi Patrycja Murasicka, autorka książki Dobranocki. Na łące.
Opowiada Pani dobranocki? Sama je Pani wymyśla, czy korzysta z zasłyszanych historii?
Wszystkie bajki wymyślam sama, a dokładnie rzecz biorąc, na spółkę z moją trzyletnią córeczką. Bajki powstają wieczorami, kiedy kładę córeczkę spać. Najpierw czytamy trzy książeczki, potem gasimy światło i jest czas na dodatkową, opowiedzianą bajkę. Córeczka wybiera bohatera albo temat, a mama, chociaż śpiąca, musi sprostać zadaniu. Często zadaję jej pytania, co mogłoby się zdarzyć dalej, kogo mógł spotkać główny bohater. To nasza wspólna przyjemność, ale też czas, w którym staram się wzbogacać jej wyobraźnię.
Czy opowiadanie dobranocek wzmacnia więź z dzieckiem? Jak to Pani odbiera?
Tak, myślę, że ten wieczorny rytuał wzmacnia naszą wieź. Buduje poczucie bliskości i bezpieczeństwa. Jest to też wyraz mojej miłości do córki. Uważam, że w każdym przypadku opowiadanie czegoś przez dorosłego, niekoniecznie bajek, wzmacnia więź z podopiecznym, bo jest to poświęcenie swojego czasu i uwagi, a to jest dla dziecka cenne.

W książkach dla najmłodszych ogromną rolę odgrywa rytm i poczucie bezpieczeństwa. Pani opowieści są bardzo łagodne, pełne natury, rozmów i ciekawości świata. Czy dziś dzieci szczególnie potrzebują właśnie takich historii?
Niestety, nie jestem pedagogiem ani kimś, kto przebywa dłużej z większą ilością dzieci, więc mogę się wypowiedzieć tylko w odniesieniu do mojej córeczki. Świat pędzi teraz do przodu, krzyczy nagłówkami, straszy w wiadomościach. Bardzo mnie to męczy, więc staram się oszczędzić córeczce tego zgiełku. Wystarczy wyłączyć Internet w telefonie i pójść na spacer. A na dworze śpiewają ptaki, których nazwy można znaleźć później w książce. Kwitną kwiaty, które tak pięknie pachną. Ten rytm i poczucie bezpieczeństwa jest obecny, trzeba tylko go w sobie odnaleźć.
Bardzo podoba mi się to, że bohaterowie nie muszą być idealni. Krecik nie umie skakać jak króliczki, ale potrafi opowiadać bajki i zagadki. To piękny komunikat dla dzieci. Chciała Pani pokazać, że każdy ma własne talenty?
Tak, bo przecież każdy z nas jest inny i to właśnie jest cudowne. Poza tym chciałam podkreślić, że brak jakiejś umiejętności nie czyni nikogo gorszym i że zawsze można odnaleźć w sobie coś, co pozwoli nam się realizować i wzmocnić poczucie własnej wartości.

W książce świat przyrody jest bardzo bliski i oswojony. Zwierzęta rozmawiają, pomagają sobie, są ciekawe innych. Czy podczas pisania inspirowała się Pani prawdziwą obserwacją natury albo własnym dzieciństwem?
Mój Tata jest miłośnikiem przyrody. Od dziecka chodziłam z rodzicami na długie spacery na łąki i do lasu, obserwowaliśmy zwierzęta, szukaliśmy ich śladów. Moim pierwszym planem na przyszłość było zostanie ornitologiem. Miałam segregator, w którym gromadziłam znalezione pióra. Swoją kolekcję przerobiłam potem na pióropusz do stroju Indianina dla mojego brata. Jest to bardzo cenne wspomnienie dla nas obojga.
Dobranocki. Na łące to książka ilustrowana, więc obraz jest tu równie ważny jak tekst. Jak się Pani poczuła, widząc ilustracje po raz pierwszy?
To było niesamowite uczucie! Byłam bardzo szczęśliwa i dumna. Chwilę później wdrapała mi się na kolana córeczka i spytała, dlaczego ten zając siedzi na drzewie. Wtedy poczułam zaskoczenie, bo ja inaczej odbierałam zamysł ilustratorki. Po zebraniu uwag od córeczki i kilku własnych, wysłałam informację zwrotną, a pani Kasia była tak miła, że ją uwzględniła w projekcie końcowym.

Dzieci często odbierają emocje mocniej i bardziej intuicyjnie niż dorośli. Czy zdarzyło się, że mali czytelnicy zwrócili uwagę na coś, czego dorośli w tej historii w ogóle nie zauważali?
Jeśli chodzi o tekst, na razie nie dotarły do mnie takie uwagi. Natomiast jeśli chodzi o ilustracje, to moja córeczka zaraz dochodziła, gdzie jest myszka, która była na poprzednich obrazkach, a na tym jednym jej nie ma. Czy poszła spać? A może się zgubiła? Co, jeśli lisek ją zjadł? Na szczęście, zawsze można wytłumaczyć, że tylko się schowała i pokazać ją na kolejnej ilustracji.
W jednej z opowieści koźlątko szuka tajemniczego cykania i poznaje kolejne zwierzęta. To właściwie historia o ciekawości świata i wychodzeniu poza własne podwórko. Myśli Pani, że dzieci dziś nadal mają w sobie taką naturalną potrzebę odkrywania, mimo technologii i wielu wabików?
Oczywiście! Myślę, że każde pokolenie jest ciekawe świata – pozostaje kwestia tego, czy ta ciekawość spotka się z aprobatą dorosłych, czy z ich lekceważeniem. Jeśli wykażemy zainteresowanie, dziecko z przyjemnością będzie dalej drążyć temat. Jeśli wzruszymy ramionami, dziecko poczuje, że to, co je interesuje nie jest tego warte i porzuci temat. To od opiekunów zależy, czy zaangażowanie dzieci wzrośnie, czy całkiem zniknie.
Pani bohaterowie często odczuwają samotność albo nudę, ale potem odnajdują bliskość i wspólną zabawę. Czy dziecięca literatura może pomagać oswajać emocje, o których najmłodszym trudno jeszcze opowiedzieć?
Tak, myślę, że oswajanie emocji jest jedną z najważniejszych funkcji literatury dziecięcej. Poza tym bajki dają podstawę pod rozmowę o emocjach, którą mogą przeprowadzić rodzice po lekturze albo odnieść się do nich w odpowiednim momencie. A o emocjach trzeba mówić, by dobrze je zrozumieć. Zrozumienie emocji pozwala z kolei odpowiednio na nie reagować. Nie krzykiem i złością, ale większą empatią.

Mam wrażenie, że ta książka bardzo zwalnia tempo. Nie ma tu przebodźcowania, krzyku ani chaosu. Jest za to uważność. Czy pisząc dla dzieci, świadomie próbuje Pani tworzyć przestrzeń wyciszenia?
Tak, opowiadając córeczce, staram się, by poczuła spokój, a po zaśnięciu miała piękne sny. Spisując opowieści, szlifuję je, lepiej dobieram słowa. A słowa to moja pasja, zajmowałam się nimi od dziecka. Najpierw słuchałam, potem czytałam, pisałam i analizowałam. Kiedy piszę tekst, staram się wykorzystać wszystkie moje umiejętności, przelać zawartość serca i odbić piękno otaczającego mnie świata. Kiedy piszę dla dzieci, staram się jeszcze bardziej, bo dzieci to skarb, o który trzeba dbać.
Książkę Dobranocki. Na łące kupicie w popularnych księgarniach internetowych: