Młodzież to nasze lustro. Wywiad z Aleksandrą Przytarską
Data: 2026-05-14 13:59:15
– Piętnujemy młodzież za to, że hejtuje innych, a sami robimy dokładnie to samo – mówi Aleksandra Przytarska, autorka powieści Challenge. W rozmowie pisarka opowiada o brutalności mediów społecznościowych, odpowiedzialności dorosłych i świecie nastolatków, którzy coraz częściej wołają o uwagę przez ekran telefonu.
W powieści Challenge pokazuje Pani, jak nagranie może zmienić życie wielu osób. Co najbardziej chciała pani powiedzieć o sile Internetu?
Jak bardzo jest nieprzewidywalny. Zależało mi na wypunktowaniu, do czego mogą doprowadzić nieprzemyślane decyzje. W mediach społecznościowych zamieszcza się wiele kontrowersyjnych treści, nagrywanych przez dzieci, młodzież i dorosłych. Od tych ostatnich oczekiwałabym większej rozwagi, jednak i oni popełniają błędy, szukając akceptacji, łatwego sposobu na zarobek. Siła internetu dzięki zasięgom jest ogromna. W sieci nie mają znaczenia ani granice miast, ani krajów. Niektóre treści niosą się wiralem, zachęcając innych do tworzenia podobnych materiałów. Brutalne, często – głupie są chętniej oglądane niż te, które edukują czy promują zachowania prozdrowotne.
W książce młodzi bohaterowie bardzo szybko oceniają innych. Czy dziś łatwiej przykleić komuś etykietę niż spróbować go zrozumieć?
My, dorośli, dajemy taki przykład młodym ludziom, a potem dziwmy się, że robią to samo. Młodzież to nasze lustro, powinniśmy dobrze przyjrzeć się odbiciu i wyciągnąć z tego wnioski na przyszłość.
Piętnujemy młodzież za to, że hejtuje innych, a sami robimy dokładnie to samo i często nie ponosimy ani prawnych, ani społecznych konsekwencji. Jesteśmy bezkarni, a młodzi ludzie jedynie biorą z nas przykład. Łatwo nam przychodzi wypowiadanie się o innych, ocenianie ich nie tylko na podstawie tego, co stworzyli, ale też tego, jak wyglądają, co robią ich partnerzy, jak spędzają wakacje. W mojej opinii zanika empatia. Ekran, dzielący nas od drugiego człowieka, wyłącza w nas hamulce, nie pozwala spojrzeć na niego jak na czującą istotę, a jedynie jak na wirtualny twór, który można zmieszać z błotem. Dzisiaj wystarczy wejść na konto znanych osób, by zderzyć się z brutalnością mediów społecznościowych. Zamieszczają je przede wszystkim dorośli. Chciałabym, by ludzie, zanim napiszą coś niemiłego, zastanowili się nad tym, czy skoro nie potrafiliby tego powiedzieć komuś w twarz, to powinni do kogokolwiek w ten sposób pisać?

Jednocześnie my, dorośli, też czasem zbyt łatwo oceniamy młodych ludzi. Zwłaszcza, gdy dopuszczają się strasznych czynów. Tymczasem to wszystko nie jest wcale takie czarno-białe?
Zapominamy, na kim młodzi ludzie się wzorują. Po głośnych medialnych tragediach, których sprawcami bywają młodzi ludzie, jest mnóstwo znawców, nie znających przebiegu sprawy, a jednak wydających wyroki. Padają oskarżenia, namawia się do samosądów, podaje się adresy. Rozumiem wzburzenie i nikogo nie bronię, ale z doświadczenia wiem, że nieszczęścia, tragedie, do jakich dochodzi, są sumą wielu niesprzyjających bądź niemożliwych do przewidzenia zdarzeń. To tragedie całych rodzin.
Wiele osób patrzy na nastolatków z góry, jakby ich problemy były mniej ważne. Czy Challenge jest także próbą oddania głosu młodym ludziom właśnie?
Tak. I chociaż głównie skupiamy się na wypunktowaniu nastolatków, to ja punktuję też dorosłych. Nie tyle za brak czasu, co za brak uwagi. Młodzież jest fantastyczna. Uwielbiam z nią pracować, to plastyczna żywa materia, niezwykle wdzięczna w kształtowaniu. Często słyszę ta dzisiejsza młodzież. Powiem inaczej: ci dzisiejsi dorośli.
Na młodych ludzi czyhają zagrożenia – i te z poprzednich dekad, i te nowe, związane z presją społeczną, social mediami. To trudna umiejętność – potrafić się w tym odnaleźć i nie poddać naciskowi.
Nastolatki często testują granice, czasem bardzo ryzykownie. Czy pisała Pani o tym bardziej jako o potrzebie akceptacji, buncie, czy wołaniu o uwagę?
O wszystkim, co Pani wymieniła. Nastoletni okres charakteryzuje się chęcią łamania stereotypów, negowania autorytetów. Młodzi ludzie szukają uwagi rówieśników. To się nie zmieniło. Sami też tacy byliśmy. Dziwimy się młodzieży, a sami szukamy atencji w wirtualnej przestrzeni. Poczucie wartości dzisiaj za rzadko budujemy od wewnątrz, a zbyt często uzależniamy je od poklasku, ilości lajków pod postami czy rolkami. Dzieci wołają nie tylko o uwagę rówieśników, ale też dorosłych. Czasem swoim negatywnym zachowaniem sprawdzają, czy je widzimy, na ile mogą przesuwać granice. Wszyscy jesteśmy wiecznie zabiegani, nie mamy na nic czasu. Obecne czasy są trudniejsze dla wszystkich pokoleń. Trudniej być rodzicem i trudniej być nastolatkiem.

Motyw zdrowia psychicznego wybrzmiewa w powieści mocno. Czy miała Pani poczucie, że literatura powinna zabierać głos także w takich sprawach?
Tak. Za mało się o tym mówi. Nie mamy świadomości, jak wiele osób boryka się z problemami psychicznymi, chociaż wcale tego po nich nie widać. Poza tym dostęp do specjalistów jest mocno ograniczony i nawet na wizyty prywatne czeka się miesiącami.
Pokazuje Pani, że sensacja rozchodzi się błyskawicznie, a prawda dużo wolniej. Czy to dziś jeden z największych problemów społecznych?
Sensacja budzi większe emocje niż prawda. Prawda zazwyczaj jest nudna i przez to nieatrakcyjna. Do wielu tragicznych historii dopisuje się teorie spiskowe, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Media mają w tym swój udział. Krzykliwe nagłówki, sugerujące zdrady czy inne kontrowersje, byle tylko wejść w link, wywołują ciekawość. Tak dzisiaj buduje się zasięgi.
W książce obecni są również dorośli i instytucje. Na ile, Pani zdaniem, jesteśmy w stanie naprawdę pomóc młodzieży?
To trudne pytanie, bo nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Przede wszystkim powinniśmy zacząć od siebie i od dawania dobrego przykładu i w internecie i w codziennym życiu. Gdybyśmy wszyscy zwracali uwagę na zachowania młodych ludzi, również tych nam obcych, grzecznie i kulturalnie, kiedy zachowują się oni niewłaściwie, byłoby łatwiej. Dzisiaj z przykrością przyglądam się temu, jak my – dorośli – staramy się niczego nie widzieć ani nie słyszeć. Wielokrotnie ze strachu przed złością, agresją słowną i fizyczną. Rozumiem to. Jednak jeśli nic się nie zmieni, świat będzie się pogrążał w relatywizacji wartości, dewaluacji autorytetów. Instytucje mogą te działania wspierać, ale fundament musi zbudować społeczeństwo.
Czy Pisała Pani tę historię także z myślą o rodzicach, którzy często nie wiedzą, co dzieje się w telefonach ich dzieci?
Trochę tak. Świat naszych dzieci to przede wszystkim wirtualna rzeczywistość. To tam spotykają się z kolegami, grają, nawiązują znajomości, które trudniej kontrolować, bo nie znamy ani ich korzeni, ani prawdziwych intencji. Mnogość możliwości powoduje wymykanie się spod kontroli wielu spraw społecznych, w tym na przykład prostytucji nastolatków w internecie. Galerianki, niegdyś uzyskujące korzyści materialne z usług seksualnych świadczonych w centrach handlowych, dzisiaj sprzedają swoje wdzięki za pomocą social mediów. Odbywa się to bezgotówkowo, klienci / fani przesyłają pieniądze blikiem, umówione prezenty trafiają do paczkomatów. Rodzicom o wiele trudniej niż kiedyś to zauważyć, zweryfikować. Umyka to ich uwadze, bo przesyłki nie przychodzą bezpośrednio pod ich adres, a pieniądze – na ich konto. Patocelebryci i osoby promowane w mediach, budujące swoje konta na kontrowersyjnych treściach, opowiadające, jak łatwo zdobyć pieniądze, tylko do tego zachęcają. Zresztą, wystarczy przyjrzeć się temu, kogo zaprasza się do podcastów popularnych dziennikarzy. Budzi to mój sprzeciw.
Internet z uwagi na ilość aplikacji to narzędzie, które coraz trudniej kontrolować. I obawiam się, że na tym etapie jest to już niemożliwe.

Challenge dotyka tematu odpowiedzialności zbiorowej. Gdy dzieje się tragedia, winny bywa nie tylko jeden człowiek?
Oczywiście, ale odpowiedzialność się rozmywa. Trudniej nawet wzbudzić w kimś wyrzuty sumienia, bo przecież to nie tylko on brał w tym udział.
W książce mocno wybrzmiewa problem samotności, choć bohaterowie żyją w ciągłym kontakcie online. Czy to, Pani zdaniem, znak naszych czasów, że można być otoczonym ludźmi i jednocześnie czuć się aż tak samotnie?
Tak, bo to często więzi pozorne. Utrzymywane jedynie za pomocą wiadomości tekstowych, za pośrednictwem ekranów. Każdy z nas ma setki, jeśli nie tysiące, znajomych na Facebooku, Instagramie, a z iloma rozmawiamy? Z iloma pozostajemy w kontakcie? O ilu wiemy więcej niż to, co zamieszczają w social mediach? Jesteśmy otoczeni ludźmi, ale często brak nam czasu i chęci na utrzymywanie relacji. A słowo relacja jest kluczowe, by nie być samotnym.
Co chciałaby Pani, żeby po lekturze tej książki zrozumiał zarówno nastolatek, jak i dorosły czytelnik?
Chciałabym, by zrozumiał, jak ważne jest wzajemne zrozumienie, przykład własny, ale też chcę, by powieść pozostawiała w Czytelniku pytania skłaniające do refleksji nad siłą mediów społecznościowych, nad konsekwencjami podejmowanych lub zaniechanych działań.

Książkę Challenge kupicie w popularnych księgarniach internetowych: