Kiedy umysł zdaje się nas zdradzać. Wywiad z Martą Jednachowską
Data: 2026-05-12 15:03:52
– Schemat relacji, w której jedna osoba manipuluje drugą, jest bardzo częsty. Nie mówię tutaj jedynie o relacjach partnerskich. Nierzadko zdarza się, że za bardzo ufamy drugiej osobie, przez co zatracamy własne zdanie. Sytuacja bohaterki mojej powieści, Łucji, jest dość ekstremalna, jednak takie problemy są dość częste, nawet jeśli mają mniejszą skalę – mówi Marta Jednachowska, autorka książki Błękitne koperty.
Zacznijmy od samego pomysłu. Błękitne koperty pojawiają się w życiu Łucji od dwunastych urodzin i z czasem zaczynają być prorocze. Skąd wziął się ten motyw i co było dla Pani ważniejsze na początku: tajemnica czy psychologiczny niepokój?
Na początku liczył się dla mnie głównie wątek psychologiczny. Relacja pomiędzy głównymi bohaterami była dla mnie priorytetem w trakcie tworzenia powieści, a cała intryga powstawała w trakcie pisania. Sam wątek listów przepowiadających przyszłość ma dla mnie znaczenie bardziej metaforyczne. Same listy są jedynie nośnikiem do przekazania morału książki.
Przemek bardzo szybko podważa wiarygodność kopert i sugeruje, że Łucja ma omamy. Interesowała Panią bardziej jego perspektywa czy mechanizm, w którym jedna osoba zaczyna wątpić w samą siebie?
Jedno i drugie. Uważam, że Przemek jest bardzo ciekawą postacią, a jego osobowość jest bardzo spójna, kiedy pozna się już całą historię. Jednak sam mechanizm, w którym przestajemy wierzyć własnym zmysłom, a umysł zdaje się nas zdradzać, również wydaje mi się bardzo intrygujący.

W tej historii cały czas balansujemy między dwiema możliwościami: chorobą psychiczną i manipulacją z zewnątrz. Czy od początku wiedziała Pani, gdzie leży prawda?
Prawda była dla mnie jasna od samego początku, jednak droga, którą podążyli bohaterowie, powstawała z rozdziału na rozdział.
Motyw terapii jest tu bardzo wyraźny. Psychoterapeutka również zaczyna się gubić w tej sytuacji. Chciała Pani pokazać granice pomocy psychologicznej czy raczej to, jak łatwo jest zaburzyć czyjąś percepcję rzeczywistości?
Raczej to, jak trudno jest wpłynąć na osoby zmanipulowane i pokazać im, jak inne osoby nimi sterują. Bez zrozumienia mechanizmów, które stoją za manipulacją, nie ma możliwości, by ofiara mogła się uwolnić. W naszej powieści dodatkową rolę odgrywają tajemnicze listy, które dezorientują również psychoterapeutkę. Nie pokazują one jednak granic pomocy psychologicznej, a są jedynie swoistą zagadką.

W książce pojawia się bardzo mocny temat: jak łatwo można sterować kimś, kto ufa bezgranicznie. Skąd u Pani potrzeba opowiedzenia właśnie o takim rodzaju relacji?
Uważam, że schemat relacji, w której jedna osoba manipuluje drugą, jest bardzo częsty. Nie mówię tutaj jedynie o relacjach partnerskich. Nierzadko zdarza się, że za bardzo ufamy drugiej osobie, przez co zatracamy własne zdanie. Sytuacja Łucji jest dość ekstremalna, jednak takie problemy są dość częste, nawet jeśli mają mniejszą skalę.
Łucja przez lata żyje z czymś, czego nie potrafi nazwać. Strach miesza się u niej z fascynacją. Pisała ją Pani bardziej jako osobę zagubioną, czy jako kogoś, kto intuicyjnie przeczuwa prawdę?
Łucja na stronach powieści przechodzi ogromną przemianę. Z zagubionej, niepewnej siebie osoby staje się kimś zupełnie innym. Powoli odkrywa swoją moc. Przez swoje niezdecydowanie i brak trzeźwej oceny sytuacji główna bohaterka może chwilami wydawać się wręcz irytująca i naiwna, jednak wszystko staje się dla nas jasne, kiedy poznamy już jej dalszą drogę.

W pewnym momencie czytelnik zaczyna wątpić niemal we wszystko. Zależało Pani na tym, żeby odbiorca poczuł dokładnie to samo, co Łucja, czyli brak pewności, co jest prawdą?
Dokładnie tak. Myślę, że chwila, w której jako czytelnicy sami nie wiemy, w którą stronę potoczy się historia, często jest tą najbardziej intrygującą w każdej powieści.
Czy podczas pisania miała Pani moment, w którym sama zaczęła się zastanawiać, czy to bardziej historia o manipulacji, czy o sile ludzkiego umysłu i jego zdolności do tworzenia własnej rzeczywistości?
Priorytetem w czasie pisania była dla mnie relacja oparta na manipulacji. Na początku cała reszta powieści tworzyła jedynie tło. Jednak wraz z pisaniem kolejnych scen coraz bardziej koncentrowałam się na sile ludzkiego umysłu i na tym, jak zaufanie do nas samych i naszego osądu jest kluczowe w zmianie naszego życia.

Ta historia stawia pytania o zaufanie, o własne odczucia i o to, komu wierzymy. Pani zdaniem łatwiej dziś zaufać sobie czy innym?
To bardzo trudne pytanie i uważam, że odpowiedź na nie wymaga dokładniejszego wyjaśnienia. Z jednej strony większość ludzi ufa bardziej sobie niż innym, jednak czasami wynika to z błędnego postrzegania. Zwykle to, w co wierzymy, wydaje nam się prawdziwe, niezależnie od dowodów, których doświadczamy. W takiej sytuacji możemy ugrzęznąć w naszym błędnym postrzeganiu. Wtedy to często jedynie inne osoby, którym zaufamy, mogą zmienić nasze myślenie. Jednak powieść Błękitne koperty dobitnie pokazuje, że czasami to nadmierne zaufanie może przerodzić się w coś bardzo złego. Ja bardziej ufam sobie, jednak myślę, że każdy powinien znaleźć własną, odpowiednią dla siebie ścieżkę.

Książkę Błękitne koperty kupicie w popularnych księgarniach internetowych: