Każda przygoda powinna mieć w sobie taki moment, w którym zwykłe życie jest wyrywane z korzeniami. Wywiad z Michałem Organiściakiem
Data: 2026-04-20 11:35:44
– Zastanawiałem się nad tym, czym jest magia i doszedłem do wniosku, że skoro magia jest robieniem czegoś niemożliwego, to nie może istnieć, bo jeśli cos jest niemożliwe, to... jest niemożliwe! A jeśli jest możliwe, to przestaje być magią. W fantasy zwykle stwarza się pojęcie jakiejś mocy dostępnej wybrańcom. W mojej powieści sunu jest bardziej demokratyczne – to substancja, którą każdy może zażyć i posiąść moc. Jednak niewielu się na to decyduje, bo cena jest zbyt duża. Takie podejście wydaje mi się po prostu znacznie ciekawsze. Zamiast czekać na list z Hogwartu, który pewnie nigdy nie nadejdzie, sam podejmujesz decyzję – świadomy tego, jakie będą jej konsekwencje – mówi Michał Organiściak, autor powieści Poławiacze sunu.
W Pańskiej książce wszystko kręci się wokół sunu. To substancja wydobywana z dna mórz, która daje nadludzkie możliwości, ale jednocześnie uzależnia. Czyli, mówiąc najprościej, to narkotyk, który daje mocny haj, ale ma też wielką, niszczycielską siłę. Brak kolejnej dawki oznacza śmierć. Bohater Poławiaczy sunu, Marten, sięga po ten środek w sytuacji bez wyjścia. W pewnym sensie ratuje mu to życie, ale jednocześnie odbiera wolność. Czy w tej historii uzależnienie jest wyborem, czy raczej konsekwencją świata, w którym bohater funkcjonuje?
Moim celem było stworzenie u czytelników poczucia wagi tej decyzji. W moim świecie najprawdopodobniej byłyby osoby sięgające po sunu w celu zdobycia władzy i potęgi. Poprzez zmuszenie (obu bohaterów) do zażycia sunu, podbijałem wagę tej decyzji. Uzależnienie jest zatem konsekwencją świata.
Sunu daje nadludzkie możliwości, ale bardzo szybko staje się wyrokiem. Czy traktuje Pan je bardziej jako element świata fantasy, czy raczej metaforę czegoś bardzo realnego?
Zdecydowanie jako element świata fantasy. Nie chciałem nigdy, aby moja książka stała się głosem w dyskusji dotyczącej środków uzależniających. Mam do nich bardzo liberalne podejście, ale wynika to z moich osobistych doświadczeń. To jednak bardzo poważny temat i powinniśmy go zostawić specjalistom, a nie pisarzom fantasy.
Dwaj bracia, Marten i Cobar, idą w życiu w różne strony. Jeden walczy o pozycję i przetrwanie, drugi długo unika odpowiedzialności. Czy ich historia to opowieść o różnicach między nimi, czy o tym, co ich mimo wszystko łączy?
Odbieram ich jako dwie strony tej samej monety, a siłą opowieści jest raczej to, co braci łączy, pomimo tego, co ich dzieli. Gdyby byli tacy sami, opowieść byłaby znacznie mniej ciekawa – przynajmniej tak sądzę.
Cobar trafia na okręt brata i burzy jego plany. Na ile ta relacja opiera się na lojalności, a na ile na konieczności?
To zdecydowanie była konieczność. Każda przygoda powinna mieć w sobie taki moment, w którym zwykłe życie jest wyrywane z korzeniami. To moment, w którym stary porządek przestaje obowiązywać i trzeba szybko stworzyć nowy. Od tego momentu bracia muszą sobie zaufać, ponieważ siły, którym muszą się przeciwstawić, są zbyt potężne dla każdego z nich z osobna.

Marten marzy o własnym okręcie, ale jego motywacja nie jest jednoznaczna. Chce władzy, ale też dostępu do sunu. Czy jego ambicja jest jeszcze siłą napędową, czy już formą uzależnienia?
Marten nie marzy o własnym okręcie ani o władzy – on pragnie wolności, która została mu odebrana, gdy w jego życiu pojawiło się sunu. Okręt i władza to narzędzie do osiągnięcia tego celu. A celem tym jest pozbycie się uzależnienia – celem tyleż pięknym, co nieosiągalnym, bo – jak wiemy – ktokolwiek uzależni się od sunu, będzie je brał do końca swego, często bardzo krótkiego, życia.
W świecie powieści magia nie jest darem, tylko czymś, co uzależnia i niszczy. Skąd koncepcja, żeby odejść od klasycznego przedstawienia magii?
A to akurat był pierwszy i najważniejszy czynnik, który sprawił, że Poławiacze sunu powstali. Zastanawiałem się nad tym, czym jest magia i doszedłem do wniosku, że skoro magia jest robieniem czegoś niemożliwego, to nie może istnieć, bo jeśli cos jest niemożliwe, to... jest niemożliwe! A jeśli jest możliwe, to przestaje być magią. W fantasy zwykle stwarza się pojęcie jakiejś mocy dostępnej wybrańcom. Moje sunu jest bardziej demokratyczne – każdy, kto chce, może je zażyć i posiąść moc. Jednak niewielu się na to decyduje, bo cena jest zbyt duża. Takie podejście wydaje mi się po prostu znacznie ciekawsze. Zamiast czekać na list z Hogwartu, który pewnie nigdy nie nadejdzie, sam podejmujesz decyzję – świadomy tego, jakie będą jej konsekwencje.
W książce pojawia się wątek zemsty. Czy to dla Pana historia o właśnie zemście, czy raczej o niemożności pogodzenia się z przeszłością?
Nienawiść to, moim zdaniem (co zresztą wkładam w usta moich bohaterów), najsilniejsze uczucie. Jednocześnie największym naszym przeciwnikiem jesteśmy my sami. Dlatego tak poprowadziłem ostania walkę i myślę, że będzie to dla czytelnika jednocześnie zaskakujące i satysfakcjonujące.
Bohaterowie często działają impulsywnie i ponoszą konsekwencje swoich decyzji. No właśnie – w tym świecie każda decyzja ma swoją cenę?
W każdym świecie decyzje mają swoją cenę. Jeśli nie ma tego w literaturze, staje się ona niewiarygodną kalką rzeczywistości, jej wyblakłym odbiciem. Poławiacze sunu to książka przygodowa, starałem się jednak unikać schematu zabili go i uciekł. Błędy muszą boleć – tylko wtedy się na nich uczymy. Nieważne, czy są popełniane w życiu, czy tylko na kartach powieści.

Świat przedstawiony w powieści jest pełen przygód, ale jednocześnie brutalny. Co było dla Pana ważniejsze podczas pisania: tempo i akcja czy pokazanie ceny, jaką bohaterowie za to płacą?
Myślę, że tu nie ma konieczności wyboru. Aby akcja była wartka, musi istnieć poczucie zagrożenia, a to wynika z ceny, jaką płaci się za błędy. Zatem gdybym pominął aspekt emocji, jakie wiążą się ze zwycięstwami czy porażkami, niejako obniżyłbym tempo akcji, bo zmalałoby napięcie.
Relacja między braćmi zmienia się wraz z kolejnymi wydarzeniami. Czy uważa Pan, że zaufanie między nimi jest czymś trwałym, czy raczej czymś, co trzeba ciągle budować od nowa?
Planuję cykl trzech książek. Chciałbym, aby każda była osobną przygodą, ale wątek relacji będzie powracał w całym cyklu. Ale każda opowieść musi dokądś zmierzać. Dlatego na pewno na końcu swoich przygód Marten i Cobar będą innymi, niż na jej początku.
Humor często pojawia się obok przemocy i dramatów. Czy to sposób na rozładowanie napięcia, czy naturalna część świata, który Pan stworzył?
To raczej wynik mojego podejścia do życia. Czy mógłbym napisać skomplikowaną psychologicznie powieść, stawiającą trudne pytania i ukazującą bolesne dylematy? Nie wiem, nie mam zamiaru próbować. Napisałem książkę, jaką sam chciałbym przeczytać, a jej pisanie sprawiło mi wielką frajdę. Bez humoru ta książka wiele by straciła. Zatem jest to naturalna część tworzonego przeze mnie świata. Na razie należy on, niejako, tylko do mnie, zatem to ja ustalam w nim zasady. Dopóki tak będzie, obiecuję tyle humoru, ile dam rade napisać.
Bohaterowie balansują między wolnością a zniewoleniem. Czy w tej rzeczywistości wolność w ogóle jest możliwa?
Oczywiście, wiele jednak zależy od tego, jak definiujemy wolność, Jest na ten temat piękny monolog w polskiej komedii Chłopaki nie płaczą, dotyczący ważnego pytania, jakie należy sobie zadać: co chce się w życiu robić. Ja uważam, że egoizm nie polega na na robieniu tego, co się chce, a na wymaganiu od innych, by robili to, czego my chcemy. Jeśli robicie to, co każą Wam inni, jeśli żyjecie cudzym życiem, to mam jedną radę. Przestańcie.
Czego możemy spodziewać się dalej?
Jak już wspomniałem, trzy części tego cyklu (druga własnie się pisze), a potem – jak to mówią – „się zobaczy”. Natomiast jedno chciałbym zadeklarować: nie planuję trzydziestotomowej serii.
Książkę Poławiacze sunu kupicie w popularnych księgarniach internetowych: