Książka to najprostsza droga do magicznego świata. Wywiad z Maliną Prześlugą

Data: 2026-06-02 12:08:47 Autor: Magdalena Galiczek-Krempa
udostępnij Tweet
Okładka publicystyki dla Książka to najprostsza droga do magicznego świata. Wywiad z Maliną Prześlugą z kategorii Wywiad

Lubię wierzyć, że pod wierzchnią warstwą rzeczywistości ukryte jest coś jeszcze. Lubię w ten sposób przyglądać się światu, bo to inspirujące – nie ma nudy, a do tego przydaje się w moim zawodzie – mówi Malina Prześluga, autorka książki Animarium. Wybrańcy ukrytego świata.

fot. Maciej Zakrzewski

Co zrobić, by dostać się do magicznego świata?

Otworzyć książkę. Umberto Eco powiedział kiedyś, że ten, kto czyta, żyje podwójnie – i to prawda! Odkąd pamiętam, wybierałam do lektury książki, które miały moc przenoszenia w inne miejsca. To uczucie zapomnienia o świecie i zanurzenia się w opowieści to coś, czego szukałam w literaturze jako dziecko i czego szukam teraz.

Poza tym, lubię wierzyć, że pod wierzchnią warstwą rzeczywistości ukryte jest coś jeszcze. Lubię w ten sposób przyglądać się światu, bo to inspirujące – nie ma nudy, a do tego przydaje się w moim zawodzie.

Leo i Flora, bohaterowie Animarium, trafiają do magicznego świata właściwie przypadkiem…

Tak, w dodatku Florka okazuje się być oporna na zaproszenie do tego świata. Drzewo Pocztowe musi dostarczyć jej nie dwa lub trzy listy, lecz parę tysięcy. Za to Leo – no cóż, on wpada do Animarium w sposób dość dosłowny, spadając z klifu. Ale, choć z pozoru to wygląda na przypadek, to w rzeczywistości wcale nim nie jest.

Zanim stworzyła Pani Animarium, do jakiego zaczarowanego świata chciała się Pani dostać? Dlaczego akurat tam?

Pyta Pani o książki? Sporo jest tego. Czytam kilkadziesiąt książek rocznie, także takich zupełnie niefantastycznych, ale opowiem o kilku, które potrafią zabierać w niezwykłe miejsca. Zacznę od Nigdziebądź Neila Gaimana, tam bohater także odkrywa ukrytą dla innych miejską tkankę – Londynu. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie też powieść Yan Ge, Kroniki dziwnych bestii, a także Hyperion Dana Simmonsa. Przepadłam, oczywiście, jak zresztą pół świata, w labiryntach Hogwartu oraz w paru uniwersach Brandona Mulla, jak Baśniobór, czy Pozaświatowcy, które czytamy z synem. Z propozycji dla młodszego czytelnika bardzo lubię także powieści T. Kingfisher i to, jak autorka igra z klasycznymi motywami baśni. Świetnie też wspominam uniwersum stworzone przez Jarosława Grzędowicza w Panu Lodowego Ogrodu, a ostatnio odkryłam przedziwny cykl Jeffa VanderMeera Southern Reach, z pierwszą częścią Anihilacja. Ach, no i przygody Kociołka w cyklu Drużyny do zadań specjalnych Marcina Mortki. Troszkę traktuję to w kategoriach guilty pleasure, ale poszłabym z nimi na jakąś wyprawę!

Ale jeśli miałabym przenieść się do zaczarowanego świata nie za pomocą literatury, to na pewno byłby to taki świat, w którym obiady gotowałyby się same, drobne sprawy – jak zakupy, rachunki, dziesiątki maili do napisania i porządki – załatwiałyby dla mnie krasnoludki, a ja mogłabym skupić się tylko na tym, co kocham.

Bardzo chciałabym także móc podróżować w czasie i przestrzeni. Przekonać się, czy istnieje życie w kosmosie, sprawdzić, co zostanie na Ziemi za tysiąc lat, popatrzeć na trojańskiego konia...

W powieści Ber, anikamb, istota potrafiąca przybierać postać różnych zwierząt, uparcie twierdzi, że Animarium nie jest magiczne. Jak to możliwe?

Animarium jest zupełnie namacalnym, materialnym światem, poddającym się prawom fizyki, biologii czy geografii. Jego niezwykłość jest wtórna – wiele lat przed zdarzeniami z książki został ukryty dla wzroku większości ludzi (między innymi o tym będzie opowiadała druga część cyklu). Ten świat, choć dla większości niewidoczny, cały czas jest tuż obok i funkcjonuje na własnych, całkiem logicznych zasadach.

Chociaż nie ma w tym świecie typowej magii, Animarium potrafi zadziwiać i zachwycać. Na czym opiera się magia, wyjątkowość tego miejsca?

Być może na tęsknocie za tym, co świetnie wychodziło nam w dzieciństwie – za ożywianiem. Gdy nasze zabawki prowadziły sekretne życie, zwierzęta w wyobraźni potrafiły mówić, a codzienny, z pozoru zwyczajny spacer po okolicy odsłaniał przed nami tajemnice niedostępne dla innych. Poza tym, kto z nas nie chciałby mieć mocy przeistaczania się w zwierzę albo ożywiania dowolnych przedmiotów, czy tworzenia sobie znikańców dla rozrywki? Najważniejsze jednak w Animarium wydaje mi się to, że ono kryje się tuż obok, że ten nasz zwykły, znajomy świat jest tak naprawdę zupełnie inny niż sobie założyliśmy.

Poznań – z ożywionymi rzeźbami, rywalizującymi na parkingu autami, latarniami zaglądającymi dzieciom do plecaka – to zupełnie inne niż znane nam z codzienności, miejsce. Chciałaby Pani mieszkać w tej wersji Poznania?

Szczerze mówiąc, ja trochę w takim Poznaniu mieszkam. Miasto jako takie bardzo mnie inspiruje – gdziekolwiek jestem, doszukuję się takiego świata po drugiej stronie lustra. Pracuję w poznańskim Teatrze Animacji, dla którego piszę czasem nawet kilka sztuk teatralnych w sezonie i wiele z nich powstało z inspiracji moimi miejskimi wędrówkami. To taki fajny element twórczej pracy – włóczenie się po ulicach, gapienie się na rzeczy tak, by dostrzegać w nich to, co nietypowe i intrygujące, a potem stwarzać do tego historie. Robimy to zresztą czasem w duecie z moim ośmioletnim synkiem – w świecie dziecka takie miasto wyobrażone to coś oczywistego.

Okazuje się, że Flora i Leo są swego rodzaju wybrańcami. Jakie moce wydają się Pani najistotniejsze, najbardziej potrzebne? Wolałaby Pani dostać rolę Leo czy Flory?

Trudny wybór! Chciałabym mieć moc przemiany w zwierzę, ale z drugiej strony zdolność ożywiania rzeczy bardzo przydałaby się w życiu codziennym. Jednak jeden z najsłynniejszych cytatów z popkultury nie bez powodu mówi, że: wielka moc wiąże się z wielką odpowiedzialnością. Florka i Leo dostają przecież zadanie tak ważne, że zależy od niego przyszłość obu światów. Dlatego ja chyba wolę pozostać bez mocy i odpowiadać wyłącznie za siebie i bliskich.

W pewnym momencie przygody między dziećmi rodzi się zazdrość. To normalne w przyjaźni?

Ta zazdrość ma bardzo konkretne podłoże – Florka, która jest bardzo oczytana i zna krzywdzące dysproporcje wśród męskich i żeńskich bohaterów książek, czuje się pominięta, gdy początkowo to Leo zyskuje status wybrańca. Uważa, że niesprawiedliwe jest robienie z chłopaka głównego bohatera, a z dziewczyny postaci pomocniczej. Na szczęście ja też tak uważam, dlatego te początkowe założenia w książce celowo i dość szybko ulegają zmianie.

Prawdziwy bohater potrafi wznieść się ponad własne ambicje i walczy o dobro wspólne? Jak wzmacniać w dziecku i w sobie takie wartości?

Może właśnie przez opowiadanie historii? Istnieje bardzo dużo przykładów i antyprzykładów – postaci literackich i historycznych, które poświęcały się w imię wyższego dobra. Myślę, że istotny w tych przypadkach jest sam kontekst, bowiem nie zawsze stawka musi być większa niż życie. Dobrze jest rozmawiać z dziećmi o różnych postawach, wspólnie zastanawiać się nad granicami altruizmu, a także pytać i gdybać – co ty i ja zrobilibyśmy na miejscu bohatera w tej konkretnej sytuacji. Literatura ma tę piękną cechę, że uwrażliwia na innych, poszerzając naszą perspektywę i umożliwiając zobaczenie świata cudzymi oczami.

Akcja książki rozgrywa się w wakacje. Uważa Pani, że znaleźliby się chętni, by zamienić wakacyjny wyjazd na pełną wrażeń przygodę – taką jak przeżywają Leo i Florka?

Pewnie! Myślę, że znalazłoby się wielu chętnych na wędrówkę z ożywionymi plecakami, latanie na gigantycznych stalowych owadach czy spotkania z gadającymi jeżami czy wielorybami? Wszyscy przecież, nawet dorośli, za to kochamy wakacje, że różnią się od codzienności i mogą przynieść masę zaskoczeń.

Dzieciom nie towarzyszą smartfony. Udowadnia Pani, że bez ekranu można doświadczyć zdumiewających przygód. Czy książka – u dziecka i u dorosłego – może wygrać z telefonem?

U mnie w niektórych sytuacjach wygrywa – zawsze wieczorem. Ale ja jestem pokoleniem dzieciństwa bez ekranów. Myślę, że teraz tym bardziej twórcy kultury powinni zadbać o to, by dzieci dostawały wartościową rozrywkę poza trendami z TikToka i rolkami z Instagrama. Dobra książka, spektakl i film nadal potrafią zabrać nas w taką podróż. Również ciekawie zorganizowane półkolonie, fajnie urządzony plac zabaw i wakacje zaplanowane z myślą o dzieciach mogą być wyspami wolnymi od smartfonów.

Z jednej strony sporo w Animarium śmiechu i żartów, a z drugiej – doświadczamy wizji zniszczenia i cierpienia. Młodzi czytelnicy lubią takie skrajności?

Ja lubiłam i ci młodzi czytelnicy, których znam, także lubią. Przez doświadczenie pracy w teatrze myślę, że potrafię rozpoznawać tę granicę w opowieści, gdy należy odpuścić i nieco ośmieszyć serwowany dzieciom strach czy oswoić smutek. Napisałam w życiu ponad setkę sztuk teatralnych i bardzo dbam o to, by w każdym z moich tekstów było poczucie humoru – uważam, że historie pozbawione żartu i lekkości opowiadają się gorzej. Ale lubię też wplatać gdzieniegdzie momenty grozy, a potem je rozbrajać, bo takie połączenie potrafi zatrzymać uwagę odbiorcy. Może dlatego, że w życiu też te dwie skrajności często na siebie nachodzą...

Jak tworzy się taki alternatywny świat? Jak buduje się tak barwne postaci? Skąd pomysły na zwyczaje, tradycję i historię Animarium?

Trudno mi na to pytanie odpowiedzieć, bo mam poczucie, że one po prostu były – że ja niczego nie wymyślałam, tylko opisywałam coś, co istnieje. Nawet nazwy z tego świata, jak aniresy, anikamby, znikańce czy fatamorgi – czekały po prostu na mnie jako coś oczywistego i logicznego. Zasady rządzące Animarium dopisywały się samoistnie. Nie było tak, że poczułam przymus nadania reguł, uporządkowania – raczej po prostu jedno wynikało z drugiego, zarówno biegiem zdarzeń w książce, jak i wewnętrznym porządkiem Animarium rządziła naturalna logika. W procesie pisania ta naturalność mnie uspokajała, dawała takie poczucie pewności, że mi się to uniwersum nie rozsypie. Jeśli zaś chodzi o postaci dzieci, czerpałam inspirację trochę z własnych wspomnień i dzieciństwa, trochę z obserwacji mojego syna, od którego pożyczyłam imię, bo to też Leo (tylko Leonard, a nie Leopold), trochę podpatrywałam dzieci znajomych oraz innych bohaterów literatury – szczególnie to, jak są osadzani w stereotypach płci. Tu celowo chciałam najpierw pokazać Florę i Leo dość stereotypowo, żeby później z tym zagrać i pomieszać.

Wybrańcy ukrytego świata to początek przygód Florki i Leo, pierwszy tom Animarium. O czym opowie drugi, planowany na jesień tom?

Za wiele zdradzić nie mogę – zwłaszcza, że pewnie nie wszyscy z czytelników naszej rozmowy są już po lekturze pierwszej części. Na pewno Leo wpadnie w niezłe tarapaty, przez co Florentyna będzie miała sporo na głowie. Dzieci wraz z nowymi przyjaciółmi trafią do pewnego wyjątkowego miejsca, w którym jakiś czas zabawią i które okaże się dla Animarium kluczowe. Przybliżę także dawne dzieje, czyli cofniemy się w czasie o trzysta lat, do momentu, w którym Wielki Mistrz rozdzielił Animarium i realny świat ową kurtyną, przez którą nie widzimy ŻywoŚwiata ani o nim nie pamiętamy.

Czy zna już Pani zakończenie całej historii? Na ile tomów rozpisane będzie Animarium?

Planuję ją zamknąć w trzech tomach. Jestem w trakcie pisania trzeciego i tak – wiem, jak to wszystko się skończy, ale nie zamykam się na niespodzianki, które mogą pojawić się w trakcie pisania. Bardzo lubię się tak sama zaskakiwać. Poza tym jest kilkoro drugoplanowych bohaterów, dla których chętnie stworzyłabym odrębne opowieści, bo w głowie kłębi mi się cała masa pomysłów na nich. Bardzo inspiruje mnie to uniwersum.

Czy równolegle z Animarium pracuje Pani nad innymi książkowymi projektami? Jakimi?

Nad prozą aktualnie nie – jestem w trakcie pisania trzeciego tomu. Ale niezmiennie w życiu zawodowym towarzyszy mi pisanie na scenę. Jesteśmy właśnie tuż przed premierą mojej adaptacji czechosłowackiego serialu Arabela, do tego jesienią dwa moje oryginalne dramaty pojawią się w repertuarze Teatru im. Adama Mickiewicza w Częstochowie i Teatru Groteska w Krakowie – właśnie skończyłam pisać dla nich sztuki. Pisanie towarzyszy mi cały czas.

Książkę Animarium. Wybrańcy ukrytego świata kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.