Miłość to strasznie śliski temat. Wywiad z Piotrem Adamczykiem
Data: 2026-07-07 14:26:41– Czasami człowiek kocha przede wszystkim samego siebie, co zresztą zalecał nam św. Augustyn, mówiąc, że Kto nie umie kochać siebie, nie umie też kochać bliźniego. A potem kocha swoje odbicie w oczach innego człowieka, jak głosi jedna z wielu teorii miłości. Od czasu Samotności w sieci i randek internetowych wiemy, że zakochujemy się w wyobrażeniach. Nawet pan Bóg pokochał swoje wyobrażenie o człowieku, bo obdarzył go miłością, zanim ten dał się dobrze poznać otoczeniu. Nie wiem, czy pokochałby dziś ludzi pokroju Putina lub Trumpa. Albo tego człowieka, który wprowadził w Polsce system kaucyjny na butelki z plastiku. Generalnie, miłość to strasznie śliski temat i wielu już się na nim wyłożyło – mówi Piotr Adamczyk, autor książki Co tu robi Margot Robbie?

Czy współczesna komedia miłosna to już inny gatunek niż, powiedzmy, 15 lat temu? Czy wciąż wzdychamy do tego samego?
Wzdychamy w głąb siebie, do naszych tęsknot. Bez względu na to, czy są to Rzymskie wakacje z roku 1953, czy Notting Hill, To właśnie miłość lub Jak stracić chłopaka w 10 dni. Tu się nic nie zmienia, poza teoriami krytyków na ten temat. Potrzebujemy uczuć, bliskości, akceptacji, poczucia bezpieczeństwa i spełnienia – w sferze duchowej i fizycznej. W tego typu historiach interesuje nas zazwyczaj ta pierwsza sfera. Wokół niej zazwyczaj wszystko się kręci. Terminem funkcjonującym w popkulturze jest komedia romantyczna, co sugeruje pojawienie się sytuacji o charakterze romantycznym, jednak nie każda miłość jest taka. W Co tu robi Margot Robbie? mamy dwie pary plus trzy dziewczyny luzem, a między nimi przynajmniej sześć relacji o charakterze emocjonalnym. Miłosnym lub tylko erotycznym. Nie wszystkie te relacje są romantyczne. Dlatego na okładce książki jest napisane – na wszelki wypadek – że to komedia miłosna, chociaż może trafniej byłoby się przyznać, że jednak erotyczna. Albo przynajmniej że dla dorosłych.
Jakub jest wykładowcą kreatywnego pisania, więc zawodowo zajmuje się fikcją. Czy człowiek, który na co dzień pracuje z wyobraźnią, łatwiej może pomylić życie z opowieścią?
Jest taki defekt psychiczny – mitomania, skłonność do opowiadania o sobie niestworzonych rzeczy. Przejawiają ją nie tylko wędkarze i politycy, ale i zwykli ludzie. Mnie się też to zdarza. Mam specjalną teczkę z wymyślonymi przez siebie historiami, które mogą się przydać podczas pisania. Czasami jednak zapominam, że są przeze mnie zmyślone i z przejęciem opowiadam je znajomym jako historie o autentycznych wydarzeniach. Bywa, że potem sobie to uprzytamniam i się wstydzę, ale jest już za późno. Jako piszący wiersze nastolatek opowiadałem dziewczynie, w której się kochałem, że mój ojciec jest tak naprawdę pracownikiem wywiadu, a tylko dla kamuflażu pracuje jako elektromechanik samochodowy. O matce, która była pielęgniarką, opowiadałem, że pracowała jako frontowa felczerka, w końcu też w to uwierzyłem i napisałem o tym w Domu tęsknot. Wciąż zastanawiam się nad tym, czy kolejne historie, które chodzą mi po głowie, zdarzyły się, czy tylko je wymyśliłem.

Bohater budzi się, przekonany, że jego dziewczyną jest Margot Robbie. To absurdalne, zabawne, ale też dość smutne. Czy fantazja może być sposobem na samotność?
Trzeba by zapytać Robinsona Cruzoe, bo ten to dopiero był samotny! Chociaż z tego, co pamiętam, to on w ogóle nie fantazjował, tylko zajmował się robotą. Ale poza tym, w jakiejś mierze na pewno fantazja może być sposobem na wiele udręk. Był taki biskup, Berkeley, który twierdził, że istnieje tylko to, co jest w naszym umyśle. Podoba mi się taka koncepcja. Pozwala nam wymyśleć sobie dowolny, własny świat, samemu go sobie zaludnić i dowolnie umeblować.
W Pana powieści miłość miesza się z wyobrażeniem o miłości. Zastanawiam się nad tym, czy człowiek naprawdę zakochuje się w drugiej osobie, czy czasem raczej w wersji, którą sam sobie dopowiedział?
Czasami człowiek kocha przede wszystkim samego siebie, co zresztą zalecał nam św. Augustyn, mówiąc, że Kto nie umie kochać siebie, nie umie też kochać bliźniego. A potem kocha swoje odbicie w oczach innego człowieka, jak głosi jedna z wielu teorii miłości. Od czasu Samotności w sieci i randek internetowych wiemy, że zakochujemy się w wyobrażeniach. Nawet pan Bóg pokochał swoje wyobrażenie o człowieku, bo obdarzył go miłością, zanim ten dał się dobrze poznać otoczeniu. Nie wiem, czy pokochałby dziś ludzi pokroju Putina lub Trumpa. Albo tego człowieka, który wprowadził w Polsce system kaucyjny na butelki z plastiku. Generalnie, miłość to strasznie śliski temat i wielu już się na nim wyłożyło.

Jakub często patrzy na kobiety przez pryzmat własnych fantazji. Co chciał Pan pokazać przez takiego bohatera: męską niedojrzałość, tęsknotę za ideałem, lęk przed bliskością, a może coś jeszcze innego?
Jakub, bohater mojej książki, po prostu tęskni. Tak jak każdy, każda i każde z nas. Tak, tęskni za uczuciami i bliskością. Ale nie za ideałem. Nikt nie tęskni za ideałem, bo tych się boimy, wiedząc, że nie sprostamy im własną niedoskonałością. Taka wyidealizowana jest też męska dojrzałość. Nie znam zbyt wielu w pełni dojrzałych mężczyzn, podobnie jak i w pełni dojrzałych kobiet. To pojęcia ideologiczne, które system albo duch dziejów wymyśla nam na kolejnych etapach historii, abyśmy razem mogli ją tworzyć. Dojrzały to taki, który odpowiada zapotrzebowaniu społeczeństwa. Kiedyś dojrzałym mężczyzną był waleczny rycerz, a dojrzałą kobietą – pobożna i wierna mu niewiasta. A dziś? Kto jest dojrzałym mężczyzną? Ten powszechnie znany, najbogatszy na świecie człowiek, który zrujnował w kilka miesięcy administrację swojego kraju? Albo jego kumpel z FB, który algorytmami zmienił przyjazne media społecznościowe w platformy szerzenia nienawiści? A może ten najsłynniejszy polski piłkarz, kolekcjonujący samochody po milion dolarów i teraz – dla kolejnych – porzucający Europę na rzecz Ameryki, ku medialnej zgrozie swojej żony? Czy my w ogóle wiemy, czym dzisiaj jest dojrzałość? Nawet w marketach sprzedają nam owoce z nalepką, że są w pełni dojrzałe, a w domu się okazują zielone, potem tylko gniją i nigdy nie dojrzewają.
Tytułowa Margot Robbie uruchamia skojarzenia z popkulturą, ekranem, pięknem i nieosiągalnym marzeniem. A z czym Panu się kojarzy?
Z Kopciuszkiem. Czyli z tym, że praca, upór i wytrwałość ma jednak sens. Wraz z trójką rodzeństwa wychowywana była samotnie przez matkę. Jako nastolatka pomagała na roli, pracowała za ladą i robiła w cateringu kanapki. Przez kilka lat grała w marnych filmach lub odpadała z castingów, aż nagle zagrała w Wilku z Wall Street, zdobywając najwięcej pochwał zaraz po samym DiCaprio.

W książce nie brakuje flirtu, erotyzmu i dosadności. O cielesności powinno się pisać bez zawstydzenia?
Tak, jak najbardziej. W Co tu robi Margot Robbie? jest na przykład szczegółowy opis masażu tantrycznego, chyba jedyny taki w polskiej literaturze. Trochę mi się już za niego dostało. Nagość to u nas powracające tabu społeczne i religijne. Grzech, nieczystość i te rzeczy. To przecież paranoja, że kobietom zakazuje się karmienia piersią w miejscach publicznych. Kiedyś nikogo to nie dziwiło. W muzeach na całym świecie są tysiące obrazów, na których Matka Boska karmi z odsłoniętą piersią. Wyraźnie wymodelowaną. A jak dziś ktoś wrzuci na FB dziewczynę w prześwitującej bluzce, to go za to banują na dwa tygodnie. Nie pojmuję, co złego jest w kobiecej piersi? Jakie tam dzisiaj zło potworne siedzi? Jak byłem dzieciakiem, to w Polsce funkcjonowały dziesiątki plaż dla naturystów. Dlaczego dziś jest to już nie do pomyślenia? Bo daliśmy sobie wmówić, że ciało jest związane z grzechem. Dlatego w tysiącach filmów codziennie możemy zobaczyć, jak jest kaleczone, ćwiartowane i palone. Rozstrzeliwane i wieszane. Twórcy uwielbiają ukazywać mękę i rozkład ciała. Krew leje się litrami. Ale nie daj Boże, żeby komuś przyszło pokazać, że ciało jest obiektem uwielbienia. Że jedno ciało pożądliwie ociera się o drugie ciało. Nie, nie! Co to, to ni!. Ciało się może ocierać o sznur na szubienicy lub topór kata albo o rycerski miecz. Ale nie o inne ciało, bo to jest złe, obrzydliwe i w ogóle pornografia. Pieprzne, intymne, zakazane. Horror jest społecznie dobry i moralnie przyzwoity – zwłaszcza jak przychodzi zombie w stanie rozkładu ciała, obgryza inne ciało i z detalami można to pokazać. Bo ciało jest złe, niech cierpi i sczeźnie. Horror jest dobry, erotyk jest zły. Nie wiem, może dlatego tyle w nas nienawiści, a tak mało miłości? Mówiąc krótko: zdumiewa mnie, jak często cielesność pokazywana jest w rozkładzie, przemocy, wojnie, w formie latających w powietrzu flaków i na to wszyscy patrzą ze spokojem. Ale jak się napisze, że goła kobieta łapie gołego mężczyznę za penisa, to wiele osób się oburza.
Kobiety w tej historii nie są biernymi obiektami męskich pragnień. Mają własny apetyt na życie, seks i decyzje. Czy zależało Panu na tym, żeby odwrócić schemat znany z wielu komedii romantycznych?
Tak, bo to schemat mocno już przestarzały. Teraz kobiety coraz częściej same decydują o sobie i o swojej cielesności. Niekiedy nieśmiało jeszcze i wciąż zbyt nielicznie, ale to nieuniknione, bo mężczyźni coraz częściej rezygnują z tradycyjnie przypisywanej im roli inicjującego samca. Nie wnikam w powody – może z wygody, lenistwa lub pomysłów na życie innych niż wychowywanie dzieci? A może to bogowie lub duch dziejów dostrzegli, że męska dominacja jest zgubna dla świata? Przecież wystarczy się rozejrzeć… A że natura i demografia nie znoszą próżni, więc siłą rzeczy kobiety coraz częściej zaczynają brać sprawy w swoje ręce. To dobrze, bo podejmując decyzje, ratują nam cywilizację.

Humor bywa u Pana ostry, absurdalny, czasem oparty na seksualnych aluzjach. Jak daleko można pójść w żarcie, żeby nie zgubić człowieka, o którym się opowiada?
Uważam, że w życiu codziennym tylko z siebie można się śmiać do woli. Z innych śmiać się nam nie wolno. Chyba, że śmiech staje się orężem w walce. Na przykład światopoglądowej, tak jak u moich bohaterów. Dlatego śmieją się oni nie tylko z polityki społecznej, ale i z seksu, który za często bywa traktowany śmiertelnie poważnie. Trudno się zresztą dziwić, bo też wielokrotnie słyszałem, że podczas seksu można umrzeć na zawał serca, ale nigdy ze śmiechu.
Jakub potrafi irytować, ale trudno całkiem odmówić mu uroku. Lubi Pan bohaterów, którzy nie proszą czytelnika o sympatię, tylko sami ją sobie jakoś wywalczają?
Nie wszyscy bohaterowie muszą budzić sympatię, bo to jednak nie Muminki. Niektórzy muszą być antypatyczni po to, by inni tym bardziej wydawali nam się mili. Ja lubię, kiedy bohater główny jest podobny do prawdziwego człowieka, trochę zagubiony i bezradny, ale aspirujący, starający się być po prostu lepszym człowiekiem. Jak przechodzi przez sytuacje, które go budują i dzięki nim staje się lepszy. Nie każdemu się to udaje, nie tylko w życiu, w książkach też.
Wypadek drogowy staje się dla Jakuba początkiem wielu zawirowań. Czy utrata kontroli nad własnym życiem jest dla Pana ciekawsza literacko niż moment, w którym bohater wie dokładnie, czego chce?
Bohater wszystkowiedzący i wszechmocny wydaje mi się nudny i przewidywalny jak przygody Supermena. Dlatego wolę Thomasa Shelby albo Punishera, którym co rusz cały świat wali się na głowę. Człowiek w rutynie jest z definicji mało ciekawy. Interesująca jest dopiero zmiana, najlepiej niespodziewana i taka, na którą nikt z nas też nie byłby przygotowany.
Co jest trudniejsze: zapomnieć o dawnym uczuciu czy pogodzić się z tym, że ono już nas nie definiuje?
Czasami o dawnym uczuciu zapomnieć się nie da, natomiast z czasem można się pogodzić.
Instytucja ukryta za fasadą leczenia i dobroci wprowadza do tej komedii troszkę mroku. Czy śmiech lepiej wybrzmiewa, gdy obok niego stoi coś naprawdę niepokojącego?
Życie jest naprzemienne jak pory roku. Raz smutne, raz wesołe, raz niezdecydowane albo byle jakie. Poza tym wszystko potrzebuje kontrastu, jak klawisze fortepianu. Gwiazdy lepiej widać nocą, chociaż w ciągu dnia też się znajdują nad nami.
Interaktywna winda, pomyłki, absurdalne sytuacje, pikantne dialogi. Lubi Pan, gdy dużo się dzieje?
Ale tylko w filmie lub w książce. Ewentualnie podczas meczu, jeśli coś mi się stało w głowę i oglądam. W życiu wolę – dla odmiany – święty spokój, ciszę i miłą temperaturę w klimacie umiarkowanym ciepłym przejściowym względnie śródziemnomorskim w porze nadchodzących chłodów.
Książkę Co tu robi Margot Robbie? kupicie w popularnych księgarniach internetowych: