Życie nie polega na siedzeniu przed telewizorem. Wywiad z Anną Siedlecką
Data: 2026-06-23 16:22:24
Czy można czuć się samotnym, mając obok siebie rodzinę? Gdzie przebiega granica między rolą matki a potrzebą bycia kobietą? Anna Siedlecka, autorka książki Połączone na zawsze, przekonuje, że nie ma idealnych rodziców, a kryzysy rodzą się często z codziennego milczenia. W wywiadzie pisarka opowiada o bohaterce, która próbuje odnaleźć samą siebie, choć każda jej decyzja ma swoją cenę.
Ola jest żoną i matką dwóch córek, ale z czasem coraz mocniej traci kontakt z samą sobą. Zastanawiam się, czy chciała Pani pokazać moment, w którym codzienność zaczyna być pułapką?
Bardzo często zatracamy się w codzienności i coraz trudniej nam wyjść poza pewien schemat. Przyzwyczajamy się do pewnego życia, do powielanych czynności i z czasem trudno nam przerwać ten łańcuszek i wyjść po coś innego, po więcej. Życie Oli w pewnym momencie przypomina los chomika w kołowrotku i celowo chciałam pokazać tę codzienność w jej życiu oraz to, że życie nie polega na siedzeniu przed telewizorem. Niestety, nie zawsze mamy wpływ na życie człowieka, z którym je dzielimy. Niekiedy możemy zmienić jedynie siebie, ale czy to nie wpłynie na życie całej rodziny?
W życiu Oli pojawia się rutyna: dom, praca, dzieci, obowiązki. Co Panią interesowało w takim zwyczajnym, powtarzalnym życiu kobiety, która z zewnątrz może sprawiać wrażenie osoby spełnionej?
Myślę, że jest wiele kobiet, mężczyzn, rodzin, które z pozoru mogą wyglądać na spełnione, lecz rzeczywistość okazuje się być zupełnie inna. Każdy z nas dziś może zaobserwować w social mediach szczęśliwe rodziny, związki, małżeństwa. Piękne wakacje, ustawiane zdjęcia. Szczęście aż się na nas wylewa. Myślę, że w tej codzienności, którą pokazałam na kartach stron, każdy znajdzie kawałek siebie, a może nawet przyzna przed sobą, że potrzebuje zmiany w swoim życiu? Nie chodzi o zmianę partnera (nie zawsze), ale zmianę, by czasami pomyśleć o sobie, o marzeniach, które mieliśmy, ale zakopaliśmy je głęboko w sercu. Jestem zwolenniczką rozmów. Być może ktoś po lekturze książki Połączone na zawsze porozmawia ze swoim partnerem / mężem / chłopakiem i wprowadzi zmiany w związku, które dadzą powiew świeżości, które wykluczą pewne mankamenty, o których druga strona nie miała pojęcia, bo nikt nigdy o nich nie mówił? Pamiętajmy, że mężczyźni nie lubią się domyślać, co kobieta ma na myśli (śmiech).

Ola bardzo kocha Marysię i Zosię. Są dla niej najważniejsze, a jednak w pewnym momencie zaczyna myśleć także o sobie. Czym w tej powieści jest macierzyństwo?
Nie ma idealnych rodziców, matek czy dzieci, chociaż każdy z nas pragnąłby być perfekcyjny. Ola poświęca się macierzyństwu na 110 % procent, jednak przychodzi taki moment, w którym faktycznie zaczyna myśleć tylko o sobie. Na początku jest to bardzo niewinne i bohaterce wydaje się, że to tylko na chwilę, ale – niestety – Ola wpada w tę pułapkę, zawodząc swoje córki i relacje między nimi. Karty książki pokazują nam jednak, że matka z miłości do swoich dzieci zdolna jest do wszystkiego. Dosłownie. Macierzyństwo w książce pokazane jest jako doświadczenie pełne miłości, poświęcenia, ale i trudnych wyborów.
Samotność w małżeństwie jest najtrudniejsza. Ola ma rodzinę, dom, męża, dzieci, a mimo to czuje się niewidziana. Czy chciała Pani opowiedzieć o tym szczególnym rodzaju samotności, który pojawia się obok drugiego człowieka?
Niestety, można mieć wokół siebie multum ludzi, lecz być samotnym. Chciałabym, by kobiety w takich związkach pomimo wszystko walczyły o siebie – lub chociaż próbowały. Najgorsze, według mnie, to przestać mówić o swoich potrzebach i samemu o nich z czasem zapomnieć.

Paweł nie jest pokazany jako partner, który daje Oli czułość, uwagę i poczucie bycia ważną. Jak trudno było Pani pisać o małżeństwie, w którym uczucie nie znika nagle, tylko powoli przykrywa je zmęczenie, żal i brak rozmowy?
Mam w sobie dużo empatii. Mam też zdolność wyobrażania sobie tego, co by mnie ucieszyło, czy – w drugą stronę – tego, co by mnie zabolało czy zmartwiło. Łatwo mi było wyobrazić sobie, jak bym mogła się poczuć, gdyby to mój mąż zachowywał się jak główny bohater.
Połączone na zawsze pisało mi się najtrudniej. Na wiele sytuacji nie dawałam zgody jako matka, pomimo tego, że sama stworzyłam Olę – główną bohaterkę. W związku chyba najtrudniejsze jest to, kiedy najbliższa osoba nas słucha, ale nie słyszy.
Konrad pojawia się w życiu Oli jako ktoś z przeszłości, ale też jako ktoś, kto przypomina jej o dawnych emocjach. Czy dla Pani to powrót dawnej miłości, czy tęsknota Oli za tym, by znów poczuć się kobietą?
Ola w trakcie swojego małżeństwa zapomina o sobie jako o kobiecie. Łatwiej jest jej myśleć o sobie jako o kobiecie do gotowania i sprzątania. Obrosła w pewną skorupę, by jakoś funkcjonować, inaczej by zwariowała. Kiedy pojawia się Konrad, uśpione namiętności powracają, a postać byłego chłopaka jest tylko dopełnieniem, by tę skorupę zrzucić. I Ola to właśnie robi.

W tej historii nie da się łatwo powiedzieć: Ola ma rację albo Ola nie ma racji. Czy zależało Pani na tym, by czytelnik najpierw próbował ją zrozumieć, a dopiero potem oceniał jej decyzje?
Rzeczywiście, nie da się jednoznacznie powiedzieć, czy Ola dobrze zrobiła, czy źle, czy miała rację, czy nie. Otrzymuję ogrom wiadomości od czytelniczek o tym, jak odbierały Olę na początku książki, a jak pod jej koniec. Zdecydowanie chciałam, by czytelnik obiektywnie zapoznał się z sytuacją, jaka panuje w domu, jak zachowuje się mąż, o co prosi żona, gdzie w tym wszystkim są ich córeczki i jakie miejsce znajdują one w życiu swoich rodziców. Chciałam pokazać też w książce dwie strony medalu. Osobę zaniedbaną i osobę zaniedbującą. Do czego zdolna może być osoba zaniedbana w związku i co może stracić osoba, która zaniedbuje... Cóż, skomplikowane to wszystko (śmiech)
W pewnym sensie każda decyzja Oli oznacza czyjeś cierpienie. Czy w życiu naprawdę bywają wybory, w których nie ma dobrego rozwiązania, są tylko konsekwencje?
Wydaje mi się, że z każdej trudnej sytuacji można znaleźć wyjście. W małżeństwie Oli i Pawła wystarczyłaby odrobina wysiłku ze strony męża, by choć trochę poprawić relacje z córkami i żoną. Jednak w tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz.

Relacja Oli z córkami jest silna. Co chciała Pani pokazać przez tę więź: bezwarunkową miłość, kruchość zaufania, a może cenę decyzji podejmowanych przez dorosłych?
Pisząc tę książkę, zastanawiałam się nad tym, gdzie przebiega ta granica? Do którego momentu my jako matki możemy myśleć o sobie, o swoim szczęściu, o swoim spełnieniu jako kobiety? Czy może, kiedy stajemy się matkami, zapominamy albo przynajmniej powinniśmy zapomnieć o swojej kobiecości? Potrzebach? Marzeniach? Seksualności?
Ola była żoną, matką, osobą odpowiedzialną za dom, ale zapomniała o własnych potrzebach. Czy, Pani zdaniem, kobiety często zbyt późno orientują się, że przez lata żyły głównie dla innych?
Wydaje mi się, że zbyt często i zbyt późno kobiety orientują się, że przez lata żyły głównie dla innych, lub – co gorsza – niektóre pewnie nikomu się nie przyznają i będą tkwić w takim układzie do końca życia. Nie mają odwagi zmienić czegoś w swoim życiu lub nie mają takiej sposobności przez różne sytuacje życiowe. Myślę, że są kobiety, które nie potrafią lub nie chcą przyznać się nawet przed samymi sobą, że jest im źle w związku, albo że w tym związku nie ma dla nich miejsca.
Ta historia dotyka także tematu winy. Ola zaczyna rozumieć, jak wiele mogła stracić. Czy poczucie winy może człowieka niszczyć, czy może też stać się początkiem prawdziwej zmiany?
Sądzę, że u Oli poczucie winy zdecydowanie było początkiem prawdziwej zmiany. Ola zrozumiała, jak wiele mogła stracić i musiała wytrzeźwieć – w dosłownym tego słowa znaczeniu – by ratować swoją córeczkę. Dodatkowe wyrzuty sumienia, że jako matka nie zauważyła choroby, zajęta sobą, była zbyt zaabsorbowana swoim nowym życiem, by dostrzec jakiekolwiek symptomy u swojego dziecka – a to bardzo bolało.
W powieści ważna jest codzienność: gotowanie, sprzątanie, opieka nad dziećmi, praca, zmęczenie. Dlaczego właśnie z tak zwyczajnych elementów chciała Pani zbudować historię o kryzysie?
Często szukamy szczęścia gdzieś daleko, a okazuje się, że mamy je w zasięgu ręki. Chcemy podróżować po świecie, zapominając o tym, że Polska też jest piękna. Można zgłębiać się w wyszukane tematy, ale te zwykłe, codzienne, takie, które mamy na co dzień, mogą pokazać nam równie dużo, albo nawet więcej. Wiem już, że wiele kobiet utożsamia się z główną bohaterką. Jej troskami, codziennością, skrywanymi na dnie serca marzeniami. Łatwiej nam się wczuć jako czytelnikom w taką codzienną rolę, którą odgrywa właśnie Ola.
Ta książka jest naprawdę poruszająca. A jakie są Pani dalsze plany literackie?
Bardzo dziękuję. Taki miałam zamiar. Uśmiecham się, kiedy myślę o swoich kolejnych książkach (mam rozpoczęte dwie). W najbliższej książce spotkamy się z trzema przyjaciółkami – kobietami takimi jak my, z wadami, postanowieniami i – oczywiście – marzeniami. Pomimo tego, że każda jest inna, wszystkie łączy przyjaźń od liceum. Regularnie spotykają się w kawiarniach i przy kawach relacjonują swoje życie. Już na początku książki opowiedzą nam o swoich postanowieniach na najbliższy rok, a zatem czytelników czeka świetna przygoda z bohaterkami, z którymi się – oczywiście – utożsamią. Będą zabawne przygody, ale i niespodziewane sytuacje, z którymi będą musiały sobie poradzić, by na końcu podjąć decyzje. Nie byłabym sobą, gdyby w książce nie było emocji. Ogrom pracy czeka mnie przy piątej książce, której akcja będzie się toczyć w moim rodzinnym mieście – w Białej Podlaskiej, w czasach współczesnych, jednak w retrospekcjach będziemy się cofać do dwudziestolecia międzywojennego. Trzymajcie kciuki! Sama nie mogę się tych dwóch pozycji doczekać!
Książkę Połączone na zawsze kupicie w popularnych księgarniach internetowych: