Ta historia stała się moją małą obsesją. Wywiad z Magdaleną Kostką
Data: 2026-06-01 14:03:12
Historia Jennifer Fairgate od lat rozpala wyobraźnię badaczy i miłośników true crime, ale dla autorki powieści Oslo Plaza 1995 stała się przede wszystkim punktem wyjścia do snucia własnej opowieści. W wywiadzie Magdalena Kostka mówi o granicy między faktami a fikcją, emocjach towarzyszących pisaniu oraz o bohaterce, która jest fascynującą, niezwykle silną w swojej kruchości kobietą.
Ta powieść jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Kiedy wpadła Pani na historię Jennifer Fairgate, kobiety, której martwe ciało znaleziono w luksusowym hotelu w Norwegii?
Na historię Jennifer trafiłam przypadkowo na początku 2021 roku. W tamtym okresie słuchanie podcastów kryminalnych było jednym z moich ulubionych zajęć – kończyłam jeden i od razu włączałam kolejny.
Kiedy usłyszałam o wydarzeniach z hotelu Oslo Plaza, moją pierwszą myślą było to, że ktoś powinien napisać książkę, w której spróbuje wyjaśnić losy tej tajemniczej kobiety.
Bardzo szybko ta historia przerodziła się dla mnie w coś więcej niż tylko ciekawy podcast kryminalny, po którym przyszedł czas na następne. Stała się moją małą obsesją, która trwa do dziś. Cały 2021 minął mi pod znakiem przeczesywania Internetu w poszukiwaniu wszelkich dostępnych informacji, analizowaniu faktów i nieustannego powracania myślami do tamtych wydarzeń.
Na opowiedzenie własnej historii zdecydowałam się zimą 2022 roku i już wtedy wiedziałam, że to będzie pierwsza, wyjściowa część znacznie większej serii. Choć plany płynnie się zmieniają – obecnie napisałam wstępny szkic opowiadania o życiu Zoi sprzed Oslo Plaza 1995 (śmiech).

Chciała Pani nadać Jennifer tożsamość. A mówimy o kobiecie, której prawdziwej historii nadal nie znamy. Miała Pani poczucie, że bardziej coś Pani odkrywa, czy jednak tworzy?
Wyłącznie tworzę. Uważam, że ta sprawa jest zbyt skomplikowana, żeby próbować ją odtworzyć. Na samym początku planowałam przenieść prawdziwe wydarzenia z hotelu Oslo Plaza w skali jeden do jeden na karty powieści, ale szybko doszłam do wniosku, że nie wszystkie fakty pasują do obranej przeze mnie linii fabularnej, bo są po prostu zbyt trudne do wplecenia. Uznałam, że spójność i brak naciągania są dla mnie ważniejsze niż wykorzystanie wszystkich dostępnych informacji. Rzeczywisty zarys śledztwa przybliżam czytelnikom w posłowiu.
Dla przykładu: bardzo mocno skupiłam się na belgijskich tropach, takich jak fikcyjny adres w karcie meldunkowej hotelu czy telefony wykonane z pokoju Jennifer na nieistniejące numery w Belgii – to dało mi grunt pod pochodzenie Zoi. Natomiast zupełnie porzuciłam kwestię zarejestrowanych godzin, gdy Jennifer wchodziła do pokoju czy opuszczała go.
Bohaterka Pani powieści, Zoja, jest płatną zabójczynią, ale też matką i kobietą, która bardzo potrzebuje bliskości. Często lubimy dzielić ludzi na dobrych i złych. Ta książka trochę ten porządek burzy. Czy człowiek zawsze jest sumą swoich czynów?
Osobiście bardzo nie lubię tak prostego podziału. W swojej twórczości unikam kreowania jednoznacznie złych lub dobrych postaci – zwłaszcza w odniesieniu do głównych bohaterów.
Prawdziwi ludzie zazwyczaj oscylują w różnych odcieniach szarości i na tym najbardziej zależy mi podczas pisania: chciałam, aby moi bohaterowie byli wielowymiarowi, autentyczni i po prostu ludzcy. Sądzę, że czasem życie zmusza nas do podjęcia radykalnych kroków, które jednocześnie nie definiują tego, co tak naprawdę nosimy w sercu.

Zoja wyjeżdża na misję. Kiedy, według Pani, zaczęła się jej prawdziwa przemiana?
Prawdziwa przemiana Zoi zaczęła się w momencie, który w Oslo Plaza 1995 został opisany bardzo skrótowo – w chwili, gdy podjęła decyzję, że zmierzy się z ciążą i rolą matki. To był ten jeden, najważniejszy punkt zwrotny. Wszystko, co widzimy później – każda zmiana w jej zachowaniu, każda decyzja i myśl wymykająca się dotychczasowemu schematowi – jest efektem tamtego wyboru. Gdyby nie macierzyństwo i jego konsekwencje, zachodzące zarówno w psychice Zoi, jak i w jej codziennym życiu, sam wyjazd do Moskwy i spotkani tam ludzie absolutnie nic by w niej nie zmienili.
Akcja prowadzi czytelnika przez Londyn, Moskwę, Petersburg i Oslo. Czym dla Pani są te miejsca?
Te cztery miasta to w zasadzie mapa moich osobistych fascynacji.
Wszystko zaczyna się w Londynie, który fascynuje mnie, od kiedy byłam małą dziewczynką i w szkole podstawowej zaczęłam czytać książki o przygodach Harry’ego Pottera. To miasto-baza w tym literackim uniwersum, pewien punkt wyjścia dla większości wydarzeń. Właśnie w stolicy Anglii osadziłam moje debiutanckie London fairytales i stamtąd pochodzi mój pierwszy bohater, który wciąż czeka na publikację.
Moskwę (oraz ogólnie Rosję) wybrałam dość stereotypowo – i szczerze się do tego przyznaję. Potrzebowałam kraju, który w oczach moich bohaterów wydawał się odległy, niebezpieczny, a przede wszystkim zupełnie inny od ich rzeczywistości w Londynie. Ponadto Moskwa ze swoim śniegiem, szarością, brutalistycznymi osiedlami i przygnębiającym klimatem była idealnym tłem dla samopoczucia Zoi. Ale odkrywam również inne oblicze tego miasta – pełne kultury, sztuki, tradycji i pięknych zabytków. Darzę Moskwę pewnym sentymentem ze względu na lekturę Mistrza i Małgorzaty (moja ulubiona książka) – co wplatam w fabułę Oslo Plaza 1995.
Petersburg to kolejne książkowe nawiązanie, a konkretnie ukłon w stronę klasyki literatury i Fiodora Dostojewskiego. Nie bez powodu człowiek, którego Zoja tam spotyka, nosi imię Rodion.
I, wreszcie, Oslo – moja absolutna miłość. Fascynacja Norwegią (wszystko dzięki serialowi Skam, który poznałam jako nastolatka) spowodowała nawet, że przez rok studiowałam filologię norweską. Oczywiście Oslo w powieści to przede wszystkim historyczna, prawdziwa lokalizacja hotelu, w którym doszło do opisywanej przeze mnie zbrodni, ale Oslo ma szczególne miejsce w moim sercu również dlatego, że pochodzi z niego Jo Nesbø – mój bezwzględnie ulubiony pisarz.
Każde z tych miast ma swój unikalny klimat i magnetyzm, który bezwzględnie mnie przyciąga oraz wnosi do fabuły zupełnie inną energię.

Rodzi się pytanie o lojalność. Wobec organizacji, partnera, samego siebie. Czy lojalność ma granice?
W świecie Oslo Plaza 1995 – to zależy. Wykreowałam tam pełen przekrój postaw: od bohaterów lojalnych bezwarunkowo, oddanych sprawie lub osobie tak mocno, że nigdy swoich wyborów nie kwestionują (drugoplanowy Mauro), przez takich, którzy lojalność podważają tylko w głębi duszy, ale nic z tego nie wynika (Ian), aż po postaci, które dochodzą do ściany i pod wpływem wydarzeń ich lojalność w końcu pęka (Zoja). A jak jest poza fikcją? Uważam, że w prawdziwym życiu bezinteresowna lojalność to niemal niespotykane zjawisko, więc trudno mówić tu o granicach. Natomiast wierzę, że w tych nielicznych, właściwych relacjach powinna być wartością absolutną.
Relacja Zoi i Aleksandra rozwija się powoli. Co było dla Pani ważniejsze podczas tworzenia tej relacji: uczucie czy poczucie bezpieczeństwa, którego Zoja zaczynała szukać?
Zoja nie szukała poczucia bezpieczeństwa, a już na pewno nie u Aleksandra. Nie zapominajmy, jaki był cel jej wizyty w Moskwie. Chciała wyłącznie wykonać zadanie i jak najszybciej wrócić do syna. Poza tym trudno szukać bezpiecznej przystani u kogoś, przed kim nieustannie trzeba kłamać, pilnować każdego słowa i ukrywać się pod fikcyjną tożsamością. To, co spowodowało, że możemy mówić o rozwoju jakiejkolwiek relacji między tą dwójką, to fakt, że Zoja po raz pierwszy od wielu tygodni poczuła się dostrzeżona. Do tej pory była wyłącznie matką, żoną, zasobem, a nagle w jej życiu pojawił się ktoś, kto był nią zainteresowany jako człowiekiem.

W prawdziwej sprawie jest wiele niedopowiedzeń. Czy miała Pani ochotę dopowiedzieć więcej, czy raczej zależało Pani, by zostawić miejsce dla tajemnicy?
W pewnym sensie cała moja książka jest jednym wielkim dopowiedzeniem do prawdziwej sprawy (śmiech). Natomiast jeśli chodzi o samą konstrukcję fabuły, celowo zostawiłam w niej pewne subtelne furtki i niedopowiedzenia. Rozwinęłam te wątki w kolejnych częściach, zarówno prequelu, jak i sequelach, które mam nadzieję opublikować niedługo. Mogę zagwarantować, że przygotowałam mnóstwo smaczków dla uważnych czytelników, którzy zdecydują się na tę podróż razem ze mną.
Wiele osób sięga po historie true crime, bo chcą poznać rozwiązanie zagadki. Tymczasem tutaj rozwiązania nadal nie ma. Myśli Pani, że bardziej przyciąga nas odpowiedź, czy jednak sama tajemnica?
Wszystko zależy od naszych wewnętrznych potrzeb. Jedni wolą jasne, podane na tacy odpowiedzi, inni odnajdują przyjemność w snuciu własnych teorii oraz w samodzielnym analizowaniu faktów. Sama zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy – lubię konkret i domknięte historie, ale muszę przyznać, że zagadki nierozwiązane mają w sobie tę tajemniczą, przyciągającą energię, której absolutnie nie da się im odmówić.
Zoja podejmuje decyzje, które niosą konsekwencje dla niej i dla innych. Czy podczas pisania zdarzyło się Pani nie zgadzać z własną bohaterką?
Nigdy. Zoja w wielu kwestiach jest dla mnie wręcz niedoścignionym wzorem – a, mówiąc bardziej precyzyjnie, obdarzyłam ją cechami, których los póki co mi poskąpił, a do których aspiruję. Uważam, że jest fascynującą, niezwykle silną w swojej kruchości kobietą i pod wieloma względami może być wzorem – wytrwałości czy odwagi. Budowałam jej postać bardzo konsekwentnie. Stworzyłam w niej wiele sprzeczności z pełną świadomością, że jej działania mogą budzić kontrowersje, ale Zoja na każdy swój krok zawsze miała moje pełne błogosławieństwo.
Mamy tu ciekawy kontrast. Z jednej strony – świat przemocy, chłodnych kalkulacji i zleceń na likwidację człowieka. Z drugiej – zwykłe ludzkie pragnienia: miłość, dom, dziecko, spokój. Co, według Pani, okazuje się silniejsze?
W mojej książce te dwa światy nie stoją w prostej sprzeczności – one istnieją obok siebie i nieustannie się przenikają. Świat przemocy to praca Zoi i jej codzienność. Ale z drugiej strony ma dom, do którego wraca, męża, którego kocha oraz dziecko, dla którego chce wszystkiego, co najlepsze.
Sądzę, że nie da się jednoznacznie wskazać, co w ogólnym rozrachunku okazuje się silniejsze. Na pewno nie uświadczymy w Oslo Plaza 1995 naiwnego moralizatorstwa, ponieważ w rzeczywistości nie jest tak, że dobro zawsze zwycięża tylko dlatego, że jest dobrem. W tej historii czytelnik znajdzie wszystko: od okrucieństwa po bezwarunkową miłość. A jednak, patrząc przez pryzmat całej powieści… na samym końcu zwycięża mrok.
Wspominała Pani, że tworzenie tej historii było również emocjonalnie trudne. Jestem ciekawa, czy był moment, kiedy musiała Pani na chwilę odłożyć książkę i zrobić krok od tej historii, bo zwyczajnie stała się zbyt ciężka?
Miałam ogromne trudności z opisywaniem interakcji między Zoją a Ianem. Sceny w ich domu, na lotnisku oraz wszystko, co działo się później – te momenty są wręcz naładowane emocjami, które przeżywałam razem z nimi i które noszę w sobie do dziś. Ostatnie dwadzieścia-trzydzieści procent książki to dla mnie emocjonalny rollercoaster. Choć z perspektywy autorki to może zabrzmieć paradoksalnie, jednak na tyle zżyłam się z moimi bohaterami, że wielokrotnie łapałam się na tym, że chciałam, żeby ich losy potoczyły się inaczej. Nie chcę zdradzać treści ani tym bardziej zakończenia, ale czasem buntowałam się przeciwko samej sobie. W głębi serca jestem niepoprawną romantyczką, która marzy o szczęśliwym finale dla wszystkich.
Po napisaniu tej historii bardziej wierzy Pani, że każda zagadka kiedyś znajduje odpowiedź, czy wręcz przeciwnie, że niektóre tajemnice zostają z nami na zawsze?
Niestety, sądzę, że niektóre tajemnice zostają z nami na zawsze i historia Jennifer doskonale to potwierdza. Mimo ponownego podejścia do śledztwa w 2017 roku – o czym skrótowo piszę na końcu Oslo Plaza 1995, a więc przy użyciu znacznie bardziej rozwiniętej technologii niż w latach 90., sprawy nie udało się rozwiązać. Oczywiście znamy przypadki, w których przełom nastąpił po wielu dekadach, ale wydaje mi się, że to nieliczne wyjątki. Większość niewyjaśnionych zagadek kryminalnych – zwłaszcza tych, które pochodzą sprzed przełomu wieków – już nigdy nie doczeka się finału. Świadkowie umierają, pamięć się zaciera, dowody ulegają zniszczeniu… To frustrujące, ale nieuniknione.
Książkę Oslo Plaza 1995 kupicie w popularnych księgarniach internetowych: