Tańczące filiżanki Nataszy Sochy to niezwykle nastrojowa, ale wcale nie błaha opowieść o ludziach, którzy za długo uciekali przed własnymi myślami. Znajdziemy w niej wyjątkowo trudne tematy: żałobę, samotność, poczucie winy i granice w relacjach. Ta historia każe się zatrzymać, celebrować chwilę, przyjrzeć się własnemu życiu. Co się stanie, gdy naprawdę zostaniemy ze sobą sam na sam?

Główną bohaterką jest Yuki, pięćdziesięcioletnia Japonka z Osaki, która mieszka w Krakowie. To wdowa po Janie, polskim pianiście i kompozytorze. Po jego nagłej śmierci otwiera herbaciarnię. Nie jest to jednak przytulna kawiarenka, do której wpada się po napój na wynos i szybkie sprawdzenie wiadomości. U Yuki obowiązują zasady: telefon zostawia się przy wejściu, herbatę pije się na miejscu, nie ma pośpiechu, hałasu, przypadkowych rozmów ani ucieczki w ekran. Trzeba usiąść ze sobą, bo herbaciarnia Yuki jest przestrzenią ciszy, odcięcia od bodźców i spotkania z własnymi myślami. Pięknie oddaje to ten cytat:
Wewnątrz było dość chłodno, nawet latem, co akurat miało swoje plusy. Ten chłód nie wynikał z przeciągów czy nieszczelnych okien, ale bardziej z ciszy, która miała tu swój ciężar i swoją temperaturę. Osiadała na stołach, na półkach z herbatą i na kolorowych filiżankach. Nikt nie włączał radia z muzyką, a przynajmniej bardzo rzadko, odgłosy z zewnątrz były zaś mocno przytłumione. Zupełnie jakby człowiek, zamykając drzwi, odcinał się od wszelkich dźwięków.
Yuki nie jest uzdrowicielką, ale niezwykle uważną i bystrą obserwatorką, która słucha i dobiera właściwą herbatę do właściwego człowieka. Czasem senchę, czasem hojichę, czasem matchę. Yuki ma w sobie spokój, ale nie jest oderwana od rzeczywistości. Sama doświadczyła bólu oraz straty i dopiero herbaciarnia pozwoliła jej odzyskać poczucie sensu.
Do herbaciarni trafiają ludzie, którzy pozornie przychodzą po herbatę, a tak naprawdę przynoszą sprawy, których sami już nie potrafią udźwignąć. Na przykład Ewa jest kobietą po rozwodzie, z trudną przeszłością, zbyt długo skupioną na własnym bólu, przez co coraz trudniej jej dostrzegać innych.
Tańczące filiżanki to także powieść o nadmiarze. Nadmiarze rzeczy, wiadomości, wspomnień, cudzych oczekiwań, własnych pretensji. Tymczasem Yuki lubi przestrzeń, wybiera ciszę i spokój. Jej herbaciarnia proponuje gościom coś radykalnego. Odłóż rozpraszacze. Zostań bez telefonu. Zobacz, co się stanie, kiedy nic Cię nie rozproszy.
Po lekturze zostało ze mną przekonanie, że człowiek nie zawsze potrzebuje odpowiedzi, ale raczej ciszy, w której wreszcie usłyszy pytanie. Yuki dobrze to rozumie. Dlatego jej herbaciarnia nie jest ucieczką od życia, ale miejscem, w którym zaczyna ono nabierać wyraźniejszych kształtów.
Tańczące filiżanki Nataszy Sochy polecam czytelnikom, którzy lubią powieści kameralne, skupione na emocjach, relacjach. Dużo tu dojrzałej mądrości, rozważań o ludzkiej niedoskonałości, o ciężarze smutku, o umiejętności bycia ze sobą. Bo to my rozumiemy siebie najlepiej, o ile nie rozprasza nas hałas tego świata.
Sonia i Mati nie znają się. Spotykają się przypadkowo na moście. Oboje w tym samym czasie postanowili odebrać sobie życie. Najpierw muszą jednak ustalić...
Przypadkowa para spacerowiczów znajduje w poznańskim jeziorze Rusałka ciało młodego chłopaka. Szybko okazuje się, że to piętnastoletni Stanisław, uczeń...