Groza wykracza poza samą sztukę opowiadania historii. Wywiad z Catherine Reiss
Data: 2026-07-06 14:59:11
– Dobra groza potrafi dotrzeć do samego jądra życia czytelnika – mówi Catherine Reiss, autorka serii Miejsce Styku. Pisarka opowiada o bohaterach, z którymi najtrudniej było się rozstać, o cienkiej granicy między człowiekiem a potworem oraz o tym, dlaczego po zakończeniu historii zawsze warto zostawić czytelnikowi pewne drzwi uchylone.
W tym miejscu zostaniesz na zawsze zamyka czterotomową serię Miejsce Styku. Jakie emocje towarzyszyły Pani przy pisaniu finału historii, która stała się tak złożona i pełna emocji?
Przy pisaniu finału towarzyszyła mi przede wszystkim nostalgia. Przez cztery tomy Miejsce styku stało się dla mnie czymś znacznie więcej niż serią książek. Było miejscem, do którego wracałam każdego dnia, i światem, w którym przez kilka lat żyli bohaterowie oraz ich historie. Towarzyszyło mi więc jednocześnie poczucie odpowiedzialności za domknięcie tej opowieści i zwykły smutek związany z końcem czegoś, co przez tak długi czas było ważną częścią mojego życia.
Który bohater tej serii był dla Pani szczególnie wyjątkowy? Pożegnania na pewno są trudne…
Najtrudniej było mi się pożegnać z młodzieżą Miejsca Styku, przede wszystkim z Lizi i Jazzem, ale też z Tylerem, Margarethą czy Zoe. Myślę, że tak trudno było mi ich zostawić, bo najlepiej oddają moment przejścia między dzieciństwem a dorosłością, między nadzieją a jej utratą. To oni wnoszą do tej historii największą wrażliwość i niepewność. Ich sposób patrzenia na świat jest jeszcze nieułożony, bardziej emocjonalny, przez co każda strata, lęk czy odkrycie prawdy uderza w nich ze zdwojoną siłą.
Ale jednocześnie mam też poczucie, że to nie jest zwykłe pożegnanie. W Miejscu Styku nic się naprawdę nie kończy. Ten świat trwa dalej, tylko w innych warstwach, a ja mogę do nich zawsze zaglądać.

Finał serii zawsze niesie duże ryzyko. Czy bardziej zależało Pani na domknięciu wszystkich wątków, czy na pozostawieniu czytelnika z niepokojem i pytaniami, które będą do niego wracać po lekturze?
W finale najważniejsze było dla mnie domknięcie emocjonalnych konsekwencji historii, a nie udzielenie wszystkich technicznych odpowiedzi. Miejsce styku od początku nie było opowieścią o rozwiązaniu zagadki, tylko o tym, jak bohaterowie radzą sobie z winą, stratą i powtarzalnością pewnych wyborów. Dlatego część wątków musiała znaleźć swoje zakończenie, ale nie wszystkie pytania mogły zostać zamknięte wprost. Zależało mi na tym, żeby czytelnik nie miał poczucia domknięcia na siłę, tylko raczej wrażenie, że historia nadal gdzieś trwa – już poza książką.
Największe potwory nie zawsze kryją się w ciemności. Często rodzą się w człowieku. Co najbardziej interesuje Panią w takim spojrzeniu na grozę?
Najbardziej interesuje mnie właśnie to, że jeśli obserwujemy, jak groza rodzi się w człowieku, to automatycznie przestaje być czymś zewnętrznym, zaczyna dotyczyć również nas. To bardzo niepokojące, ale też fascynujące. Nikt nie rodzi się z natury zły. Jesteśmy raczej dobrzy, bezbronni i kształtowani przez doświadczenia, relacje i społeczeństwo. A to oznacza, że nigdy nie możemy być całkowicie pewni, jak zareagujemy na krzywdę, stratę czy skrajne sytuacje, które nas spotkają. I właśnie ta niepewność jest dla mnie najciekawsza – to, że granica między ja a tym, kim mógłbym się stać nie jest stała, tylko zależna od okoliczności.

Ta powieść, jak i cała seria, gatunkowo należy do horroru. Jednak współczesny horror czerpie z wielu różnych gatunków, także z obszaru psychologii. A czym ta seria jest dla Pani?
Dla mnie ta seria nie jest wyłącznie horrorem w klasycznym sensie. Oczywiście, korzysta z jego języka i atmosfery, ale bardziej traktuję go jako narzędzie niż cel sam w sobie. Miejsce styku jest dla mnie przede wszystkim opowieścią o psychice człowieka w sytuacji granicznej i mechanizmach obronnych, które uruchamiają się, kiedy rzeczywistość przestaje być bezpieczna. Horror pozwala mi te stany emocjonalne wyostrzyć i pokazać je w formie skrajnej – czasem symbolicznej, czasem – bardzo dosłownej. Dlatego powiedziałabym, że to bardziej psychologiczna opowieść o człowieku, który zostaje wystawiony na próbę, niż horror pisany dla samego straszenia.
Seria Miejsce Styku opowiada o śmierci, żałobie, winie i stracie, ale pojawia się w niej także nadzieja. Jak pisać o nadziei w świecie tak mocno zanurzonym w mroku, żeby cała historia nie zabrzmiała fałszywie?
Przede wszystkim nadzieja w takim świecie nie może być czymś dopisanym na siłę, bo wtedy od razu brzmi fałszywie. Nie może też unieważniać mroku, w którym funkcjonują bohaterowie. Dla mnie wiarygodna nadzieja nie polega na tym, że robi się lepiej, tylko na tym, że coś mimo wszystko trwa – nawet, jeśli jest to bardzo małe. Jeśli mrok jest prawdziwy, nadzieja też musi być prawdziwa, krucha, niepewna i często okupiona bólem. Wtedy nie brzmi jak coś pewnego, tylko jak coś, co bohaterowie wywalczyli sobie mimo wszystko.

W tej historii ważny jest temat rodzicielskiej miłości. Miłości, która może ratować, ale może też prowadzić do bardzo trudnych wyborów. Gdzie, według Pani, przebiega granica między poświęceniem a krzywdą?
Myślę, że zaczyna się ona tam, gdzie poświęcenie przestaje być decyzją na rzecz dobra drugiej osoby, a staje się usprawiedliwieniem przekraczania jej autonomii. Rodzicielska miłość często działa z lęku. I ten lęk potrafi przebrać się za troskę. Ale jeśli w imię ochrony odbieramy komuś prawo do własnych doświadczeń, wyborów czy nawet błędów, to wchodzimy już w obszar krzywdy, choć intencje nadal mogą być dobre.
Bohaterowie Miejsca Styku są poranieni, zagubieni i niosą w sobie poczucie winy. Co było dla Pani ważniejsze przy ich tworzeniu: lęk, który ich otacza, czy lęk, który noszą w sobie?
W tej serii ważniejsze było dla mnie to, co bohaterowie noszą w sobie. Zewnętrzne koszmary, zasady Miejsca Styku, istoty nocy były tylko tłem. Natomiast prawdziwe napięcie rodzi się w środku: w decyzjach, których nie da się już cofnąć.

W powieści prawda bywa bolesna, trudna i zmusza bohaterów do zmierzenia się z konsekwencjami. Czy prawda w literaturze grozy powinna wyzwalać, czy raczej jeszcze mocniej obciążać postaci?
Myślę, że nie musi robić tylko jednego albo drugiego. Siła literatury grozy polega właśnie na tym, że potrafi jednocześnie wyzwalać i obciążać. Prawda wyzwala, kiedy zdejmuje złudzenia i pozwala zobaczyć rzeczy takimi, jakimi są naprawdę – nawet, jeśli jest to bolesne. Ale jednocześnie obciąża, bo odbiera bohaterom możliwość ucieczki w niewiedzę, a to często była ich ostatnia forma ochrony. W grozie prawda nie przychodzi po to, żeby ulżyć. Ona raczej zmusza do życia dalej z tym, co zostało odkryte. I właśnie w tym napięciu między świadomością a ciężarem konsekwencji toczy się dla mnie najciekawsza część historii.
Miejsce Styku to przestrzeń, która niemal oddycha, przyciąga i nie pozwala o sobie zapomnieć. Jak budowała Pani to miejsce, żeby było tak namacalne dla czytelnika?
Żeby fikcyjne miejsce w książce było wiarygodne, musi mieć swoje zakotwiczenie w rzeczywistości, coś, do czego autor może wracać pamięcią i emocjami. Miejsce Styku ma właśnie taki punkt wyjścia. Inspiracją stała się Islandia, a konkretnie Héraðsskólinn Historic Guesthouse, do którego trafiłam pewnej nocy razem z moim narzeczonym. Byliśmy wyczerpani, głodni i przemoczeni po całym dniu wędrówki przez surowy islandzki krajobraz. Kiedy przekroczyliśmy próg budynku, od razu uderzył nas jego niezwykły klimat. Już na powitanie zostaliśmy poinstruowani, żeby zachowywać się cicho i najlepiej nie wychodzić z pokoi, bo w budynku trwa ważne zebranie. Na ścianach wisiały pożółkłe fotografie klasowe, w kątach stały wózki z porcelanowymi lalkami, a całość wyglądała jak gotowa scenografia filmu grozy. Mieliśmy ochotę natychmiast stamtąd uciec, ale jednocześnie coś nie pozwalało nam wyjść. W naszym pokoju stały stare podręczniki do chemii. Łazienka znajdowała się na końcu korytarza, a kiedy do niej weszłam, spostrzegłam, że mimo szalejącego na zewnątrz wiatru okna były szeroko otwarte. Wicher wpadał do środka i miałam wrażenie, że… śpiewa. To była jedna z najdziwniejszych nocy w moim życiu. Już wtedy wiedziałam, że muszę o tym miejscu napisać. Miałam poczucie, że jeśli tego nie zrobię, ono będzie wracało do mnie w snach. I tak narodziło się Miejsce Styku.

W finale wracają dawne sekrety, rodzinne tajemnice i sprawy ukrywane przez lata. Co Panią najbardziej interesuje w historiach, w których przeszłość nie znika, tylko stale domaga się odpowiedzi?
W takich historiach najbardziej fascynuje mnie to, że przeszłość nigdy nie jest zamknięta. Nawet jeśli bohaterowie próbują ją pogrzebać, ona i tak wraca, czasem jako coś zupełnie nieoczekiwanego. Interesuje mnie ten moment, w którym człowiek musi się zmierzyć nie tyle z samą tajemnicą, co z tym, kim się stał od czasu, kiedy ta tajemnica powstała. Bo przeszłość zmienia sens teraźniejszości. I właśnie to napięcie między tym, co było, a tym, kim jesteśmy teraz daje mi najwięcej materiału do budowania historii.
Czy w grozie najbardziej przeraża to, co obce, czy raczej to, co zaskakująco ludzkie?
Myślę, że dobra groza ma w sobie coś, czego nie oferuje żaden inny gatunek, ponieważ sięga głębiej. Dociera do miejsc, które nas łączą, a jednocześnie ukrywamy je przed światem, czasem nawet przed samymi sobą. Groza wykracza poza samą sztukę opowiadania historii. Poszukuje czegoś pierwotnego, czegoś, co istniało w nas jeszcze zanim nauczyliśmy się nadawać emocjom nazwy. Dobra groza potrafi dotrzeć do samego jądra życia czytelnika i odnaleźć sekretne drzwi do pomieszczenia, o którym był przekonany, że pozostanie wyłącznie jego tajemnicą. Dlatego wydaje mi się, że najbardziej przerażające nie jest ani to, co całkowicie obce, ani wyłącznie to, co ludzkie, lecz moment, w którym jedno zaczyna przenikać drugie. Chwila, w której rozpoznajemy siebie w potworze albo dostrzegamy coś potwornego w tym, co pozornie najbardziej ludzkie.
Czy trudno było Pani zdecydować, ile wyjaśnić czytelnikom, a ile zostawić w sferze tajemnicy?
To był jeden z najtrudniejszych elementów pracy nad finałem. Przy serii opartej na tajemnicy zawsze istnieje ryzyko popadnięcia w skrajność: albo wyjaśni się zbyt wiele i odbierze historii jej magię, albo pozostawi się zbyt dużo niedopowiedzeń i wywoła w czytelniku poczucie niedosytu. Od początku wiedziałam, że nie chcę podać wszystkich odpowiedzi wprost. Miejsce styku jako świat zawsze było dla mnie czymś większym niż zestaw reguł czy zagadek do rozwiązania. Dlatego zależało mi, aby nawet po finale pozostała przestrzeń na własne interpretacje i refleksje. Lubię historie, które nie kończą się wraz z ostatnią stroną, lecz zostają z czytelnikiem na dłużej i skłaniają do powrotów, do szukania nowych znaczeń. Mam nadzieję, że tutaj udało się zachować ten balans: odpowiedzieć na pytania, które domagały się odpowiedzi, ale jednocześnie zostawić pewne drzwi uchylone.
W tym miejscu zostaniesz na zawsze jest finałem, ale sam tytuł sugeruje coś, co trwa dalej. Co chciałaby Pani, żeby zostało z czytelnikiem po zamknięciu tej książki?
Chciałabym, aby została z nim wiara w to, że nigdy nie jest za późno na zmianę. Na przebaczenie. Że każdy z nas popełnia błędy, czasem te same wielokrotnie, i że życie bardzo często konfrontuje nas z tymi samymi lekcjami tak długo, aż nauczymy się reagować inaczej. Seria Miejsce styku opowiadała nie tylko o potworach i tajemnicy, ale przede wszystkim o konsekwencjach naszych wyborów, o pamięci, winie i o tym, czy można przerwać cykl bólu. Z tym właśnie chciałabym pozostawić Czytelnika – z nadzieją, że nawet jeśli pewne historie zataczają koło, zawsze istnieje możliwość, że w którejś pętli ktoś postąpi inaczej.
Książkę W tym miejscu zostaniesz na zawsze kupicie w popularnych księgarniach internetowych: