Koło zła nigdy się nie zatrzymuje. Wywiad z Hubertem Henderem

Data: 2026-06-30 11:13:38 Autor: Danuta Awolusi
udostępnij Tweet
Okładka publicystyki dla Koło zła nigdy się nie zatrzymuje. Wywiad z Hubertem Henderem z kategorii Wywiad

– Wielu ludziom wydaje się, że okolica, w której żyjemy, jest bezpieczna. Tak nie jest. To złudzenie – mówi Hubert Hender, autor powieści Ciemność. W rozmowie pisarz opowiada o bohaterach, którzy wiedzą, że koło zła nigdy się nie zatrzymuje, wyjaśnia, skąd wziął się tytuł książki, i zdradza, dlaczego kryminał jest dla niego czymś więcej niż tylko opowieścią o śledztwie.

Czym dla Pana jest tytułowa ciemność: przestrzenią grozy, stanem psychicznym bohaterów, a może czymś jeszcze innym?

Długo myślałem nad tym tytułem, chyba w ogóle najdłużej w porównaniu do swoich poprzednich książek. Uważam, że tytuł powinien mieć w sobie pewien ładunek semantyczny i ma on wyrażać sens książki. Albo motyw. Albo coś, co jest niewypowiedziane, niedopowiedziane. No i dość długo się zastanawiałem, co w tej książce jest najważniejsze. Co w niej dominuje. Ostatecznie wybór padł na ciemność. Czemu właśnie ona? Bo w odniesieniu do mojej książki jest ona wieloznaczna. Ciemność jako symbol zła, niebezpieczeństwa. Ciemność to to, co niepewne, niejasne, ukryte, niedopowiedzenie. I – wreszcie – ciemność, bo akcja często toczy się nocą.

Ciemność jest piątym tomem cyklu o Filipie Krauze i Igorze Fijałkowskim. Co po kilku częściach najbardziej Pana interesuje w tych bohaterach: sama sprawa kryminalna, ich zmęczenie pracą, czy może to, jak kolejne śledztwa zmieniają ich prywatne życie?

Interesują mnie nie tylko same sprawy kryminalne, mimo iż są one najważniejsze w powieściach w tym gatunku, ale też życie prywatne bohaterów. To, jakie podejmują decyzję, jak wyglądają ich relacje (koleżeńskie, rodzinne), jak spędzają czas wolny, jakie mają problemy z dorastającymi dziećmi. To naturalny element rozwoju każdej serii książek. Bo przecież ta dwa światy bardzo mocno się zazębiają. Jedno wpływa na drugie, co bardzo dobrze widać w każdym tomie serii.

Lubię też opisywać te przenikające się światy, środowiska. Więc z jednej strony bohaterowie są zmęczeni ludzkim zepsuciem, z którym uparcie walczą, są zmęczeni zasadami, przepisami i procedurami, które ich blokują, są zmęczeni przyziemnością, jaka ich dotyka każdego dnia (jak chociażby braki kadrowe w policji), ale wiedzą, że to, co robią, ma sens. Można więc powiedzieć, że w pewnym sensie są oni idealistami.

Filip Krauze i Igor Fijałkowski są bardzo różni, ale łączy ich lojalność, doświadczenie przemocy i poczucie, że pewnych spraw nie można zostawić. A Pan jak ocenia ich relację?

Myślę, że łączy ich bardzo dobra relacja – chyba wręcz najlepsza, jaka może łączyć dwóch narwanych, upartych, charakternych i zdesperowanych facetów. Mają nieco inne usposobienia, ale te same cele i dzięki temu tak dobrze im się pracuje razem, mimo iż dość często dochodzi do spięć. Ale ten właśnie cel – dopaść zabójców za wszelką cenę – jest wyznacznikiem wspólnego kierunku wszelkich działań. Bez względu na środki, metody czy cenę, jaką ostatecznie muszą za swoje działania zapłacić. Więc, owszem, spędzają ze sobą dużo czasu, czasami się na siebie wkurzają, czasami się sobą męczą, wkurzają się na siebie, ale ostatecznie zawsze wygrywa cel. I to też świadczy o tym, że dobrze im ze sobą.

Igor jest człowiekiem gwałtownym, impulsywnym, czasem wręcz niebezpiecznym. Jednocześnie jest oddany bliskim i kolegom. A co według Pana sprawia, że jest on nie tylko twardzielem?

Myślę, że to, jakie miał dzieciństwo. Bardzo trudne. Ojciec przetrącił mu w pewnym sensie kark. Przez to, że go męczył, katował, wyszydzał. Próbował go łamać. Ale to, paradoksalnie, tylko Igora wzmocniło, mimo iż miało być inaczej.

Igor to człowiek, który nie miał normalnego dzieciństwa. Musiał walczyć o przetrwanie każdego dnia. I to w miejscu, które powinno być ośrodkiem ciepła, miłości, bezpieczeństwa, wzajemności, czyli w domu. I właśnie to trudne dzieciństwo ukształtowało jego bardzo jaskrawy i wyrazisty system wartości. Niemal zero-jedynkowy. Tutaj nie ma niczego pomiędzy. Kiedy więc Igor widzi, że bezbronnemu dziecku albo kobiecie dzieje się krzywda, działa instynktownie, bez namysłu, bez myślenia o konsekwencjach. Nie da się go powstrzymać.

Filip wydaje się bardziej analityczny, ostrożniejszy, ale również on nosi w sobie ogromne napięcie. Czy w jego przypadku ważniejszymi przeciwnikami są przestępcy, czy własne poczucie odpowiedzialności?

Filip walczy, co zauważyłem od Polowania, a co wyszło mocno na jaw w Ciemności, z jakimiś wewnętrznymi demonami. Skąd one się wzięły? Myślę, że ktoś, kto przeczytał uważnie wszystkie moje książki z tej serii, na pewno to wyłapie. Nie chcę zbyt dużo o tym mówić, ale myślę, że każdy zauważył, że w pewnym momencie Filip zbyt wiele zaryzykował. Podjął zbyt wiele trudnych i ryzykownych decyzji, które odbiły się nie tylko na nim, ale też na jego rodzinie, dlatego musi się wycofać, by nie zwariować i by nie stracić samego siebie, a także swoich bliskich. Robi to dla nich, ale – jak popatrzmy na to z perspektywy ostatnich trzech tomów – i dla samego siebie.

Ciekawi mnie granica między sprawiedliwością a zemstą. Kiedy policjant zaczyna działać pod wpływem żalu, gniewu i przywiązania do ofiary: czy wciąż służy prawu, czy już własnej potrzebie wymierzenia kary?

I tu znów się wszystko sprowadza do zero-jedynkowego sposobu myślenia Igora. On wie, jak ten świat jest skonstruowany. Ma świadomość, znacznie większą niż inni, że po ulicach każdego miasta chodzą ludzie, którzy myślą o tym, by skrzywdzić innych, słabszych. On wie, że trzeba na nich polować. Nieustannie. Bo to koło zła nigdy się nie zatrzymuje, a on nie spocznie, póki ich wszystkich nie unieszkodliwi. Mam poczucie, że Igor pracuje w policji tylko po to, by usprawiedliwić swoje działania, mające na celu wymierzenie sprawiedliwości (pod przykrywką działań śledczych). Jako policjant może więcej niż przeciętny obywatel. I to są dwa ze sobą sprzężone pojęcia oraz stany, które napędzane są wzajemnie.

Pokazuje Pan środowisko policjantów jako grupę ludzi szorstkich, czasem brutalnych, ale też mocno związanych ze sobą. Co chciał Pan uchwycić w tej zawodowej solidarności?

Jeśli tak to wygląda podczas lektury, to znaczy, że wyszło to dość naturalnie. Nie skupiam się za bardzo na tym, by zwrócić uwagę na trudne relacje między różnymi osobami. Kiedy piszę, opowieść kształtuje się niejako sama, spontanicznie. Moje książki są dynamiczne, dlatego że rzeczywistość też taka jest. Pisząc książkę, nie planuję zbyt wielu wydarzeń, nie piszę żadnych planów, nie robię konspektów. Nie rozmyślam zbyt długo nad aspektem ukazania jakiegoś problemu czy zagadnienia. Kiedy piszę, to wiem, że mam cel, który chcę zrealizować, dlatego wiele rzeczy wychodzi przy okazji.

Ale fakt, nie ma co do tego żadnej wątpliwości, że w pracy w policji, w miejscu w którym grupa facetów z bronią przypiętą do pasa ściga bezwzględnego mordercy, to raczej nie ma czasu ani miejsca na delikatności, subtelne teksty. Nie. To jest moment, w którym poziom napięcia i emocji jest podwyższony, dlatego naturalne jest, że co jakiś czas ktoś na kogoś fuknie, zwyzywa. A potem, po jakimś czasie, przychodzi unormowanie tych relacji.

W Ciemności świat przestępczy jest brudny, oparty na interesach, strachu, przemocy i układach. Dlaczego wybrał Pan właśnie kradzieże samochodów jako punkt wyjścia dla tej historii?

Od zawsze interesowały mnie grupy przestępcze, od wielu lat przyglądałem się ich działalności, przeglądając artykuły prasowe, czytając książki, oglądając filmy. Urodziłem się i mieszkałem w miejscu, w których dochodziło do bardzo brutalnych porachunków między grupami przestępczymi. Kilka kilometrów od mojego domu doszło do brutalnej egzekucji kilku lokalnych gangsterów. Jednego z nich znaleziono po wielu dniach poszukiwań z przestrzeloną głową. Leżał w lesie, blisko górskiego potoku. Co jakiś czas słyszało się – a były to czasy bez mediów społecznościowych, bez Internetu – że w okolicy funkcjonuje grupa złodziei samochodów. Grupa przemycająca ogromne ilości spirytusu. Papierosów. Narkotyków. Takie wydarzenia i takie opowieści pozostawiają w człowieku jakieś swoje piętno. I jakoś naturalnie się złożyło, że po wielu latach ten temat pojawił się w mojej twórczości.

Oczywiście, tutaj podkreślę, że w żadnej swojej książce, nie odtwarzam rzeczywistych wydarzeń.

Zło nie jest abstrakcyjne. Ono jest znajome, jest wśród nas na co dzień. Czy zależało Panu na tym, żeby pokazać, jak zwyczajnie i praktycznie działa przemoc?

Tak. Wielu ludziom wydaje się, że skoro dookoła nas nie wyją syreny policyjnych radiowozów, skoro nie zostaliśmy nigdy zaatakowani, okradzeni, pobici, to znaczy, że okolica, w której żyjemy, jest bezpieczna. Tak nie jest. To złudzenie. Często za murami domów, nawet pięknie wyglądających, dzieją się przerażające rzeczy. Sporo więc racji ma Filip, który od lat nosi przy sobie mały arsenał do samoobrony. Nie mówiąc już o tym, co wozi w samochodzie czy przechowuje w piwnicy. I obaj mają sporo racji, kiedy mówią i myślą, by nie ufać nikomu. To ich motto życiowe.

Filip ma rodzinę, a praca coraz mocniej ingeruje w jego prywatność. Ola i Marcel pokazują koszt życia z człowiekiem, który ciągle walczy. Czy rodzina Filipa jest dla Pana przeciwwagą dla świata śledztwa?

Tak jest w przypadku obu bohaterów. Oni próbują naprawić ten świat – fakt, że w dość brutalny sposób, walcząc z lokalnym złem – bo chcą, by choć w minimalny sposób im i ich bliskim żyło się lepiej. Noszą w sobie poczucie i przewlekłą myśl, że ich rodzinom w każdej chwili może się stać coś złego. Dlatego robią wszystko, by to się nigdy nie stało. By to miasto było choć trochę bezpieczniejsze. Ale, jak wspomniałem wcześniej, mają też świadomość, że walka ze złem jest walką z wiatrakami. To jest koło, które nigdy się nie zatrzymuje. Póki więc mogą i mają siłę, to nie ustają w trudzie.

Ola stawia Filipowi bardzo trudne pytanie: ile można poświęcić pracy, nawet jeśli ta praca jest ważna? Czy bohater, który ratuje obcych ludzi, może jednocześnie krzywdzić najbliższych swoją nieobecnością?

Oczywiście! On cały czas ich krzywdzi – głównie tym, że ryzykuje swoje życie, a w Potworze i Polowaniu ryzykował ich życie. Dlatego tak bardzo widać w Ciemności jego walkę wewnętrzną. Filip wie, że dłużej tak się nie da. Wie, że musi coś z tym zrobić, inaczej jego rodzina się rozpadnie. A tego by nie chciał.

Igor reaguje na krzywdę kobiet i dzieci. Czy chciał Pan pokazać bohatera, który próbuje chronić słabszych metodami, które mogą budzić wątpliwości?

Tak, taki bohater – bardzo jaskrawy, wyrazisty – jest nam potrzebny. A o tym, z czego wynika wyrazistość systemu wartości Igora, już wspominałem. Ktoś musi pełnić taką rolę w literaturze – rolę strażnika słabszych. Jako czytelnicy też jesteśmy wrażliwi na krzywdę słabszych. Ten rachunek, choćby na końcu, musi się zgadzać. Zło musi zostać potępione – nawet, jeśli dochodzi do tego metodami, które uchodzą za etycznie wątpliwe. A Igor? Jest, jaki jest, nie potrafi inaczej. Robi to wszystko odruchowo, spontanicznie, bo tego został nauczony.

W powieści dużo jest fizyczności: bólu, zmęczenia, zapachu, zimna, mokrej ziemi, smaru, krwi. Czy takie zmysłowe pisanie pomaga Panu budować napięcie bardziej niż sama akcja?

Myślę, że dobre wczucie się w każdy opisywany moment to podstawa szczerego, autentycznego pisania. Kiedy piszę, bardzo dokładnie widzę i czuję każdą scenę, każde miejsce czy wypowiadane przez bohatera zdanie. Jeśli nie widzę jakiejś sceny, jeśli jej nie czuję, to robię sobie przerwę. Czekam. Czasami paręnaście minut, czasami – kilka dni. Nigdy nie piszę niczego na siłę, byle pchać opowieść do przodu. Swoją drogą, tak na marginesie, jestem ogromnym przeciwnikiem pisania dla samego pisania, wydawania książek, bo mamy podpisany kontrakt. Nie. To się powinno toczyć spokojnie, naturalnie, powinniśmy pisać wtedy, kiedy czujemy, że to jest właściwy moment.

Wracając do pytania – tak, piszę, gdy czuję i gdy widzę każdą scenę. Słyszę w głowie te krzyki, wrzaski, widzę spocone twarze walczących bohaterów. Czuję – a może bardziej: współodczuwam – to, co oni odczuwają. Bez względy na to, czy są to brutalne sceny, czy to momenty grozy. Dlatego bardzo często po napisaniu jakieś mocniejszej sceny czy całego wręcz rozdziału, w którym jest spore napięcie, sam odczuwam zmęczenie. Czasami fizyczne, czasami emocjonalne.

Ciemność jest brutalna, ale pojawia się w niej też czarny humor, zwłaszcza w dialogach Igora i Filipa. Czy ten humor jest dla Pana sposobem na rozładowanie napięcia, czy raczej częścią prawdy o ludziach, którzy codziennie oglądają zło?

Właściwie w tym pytaniu już są tak dobrze postawione tezy, że mogę się tylko z nimi zgodzić i niewiele już mogę dodać – poza samym faktem, że w tak szorstkiej przyjaźni między Igorem a Filipem te ich słowne przepychanki i spięcia są czymś naturalnym, oczywistym. Lubią sobie docinać. Robią to w najmniej oczekiwanym momencie. Po prostu czują, że powinni sobie dowalić albo obśmiać jakiś moment, by rozładować tkwiące w nich napięcie. By nie zwariować, choć są dość twardymi zawodnikami, muszą dać temu upust. Robią to głównie za pomocą ich ukochanych narzędzi, jakimi są sarkazm, ironia.

Bohaterowie często działają na granicy procedur albo poza nimi. Czy kryminał daje Panu przestrzeń do zadawania pytań o system, który czasem nie nadąża za przestępcami?

Nie, ja nie dokonuję diagnozy tego, jak działa system śledczy ani tego, jakie daje możliwości, czy wręcz przeciwnie – jak bardzo ich ogranicza. Chociaż, wiadomo, są policjantami, więc – oczywiście – korzystają z narzędzi, jakie daje im praca w niedużej komendzie. Ale ich podstawowym narzędziem pracy jest myślenie, wyciąganie wniosków i… parcie naprzód. Często z pominięciem jakichkolwiek procedur. Oni nie uznają żadnych ograniczeń. Nie mają wielkich możliwości czy to personalnych, czy to technologicznych, dlatego by być skutecznym zespołem, muszą dać z siebie sto procent. Stąd więc się wzięła ta ich ostra metoda działania.

W tej historii wiele osób coś ukrywa: przestępcy, policjanci, informatorzy, nawet bliscy. Czy tajemnica jest dla Pana przede wszystkim mechanizmem fabularnym, czy sposobem pokazania, jak ludzie próbują przeżyć?

Myślę, że to wynika z wielu czynników, zapewne też dlatego, że zwykle jako czytelnicy wolimy niedosyt niż przesyt, zwykle wolimy, kiedy możemy sobie sami wiele kwestii dointerpretować, niż kiedy robi się to za nas. Więc, owszem, niemal w każdej mojej powieści pojawiają się elementy niedopowiedzenia czy mnogości interpretacji. Robię to celowo, zastawiam czasami pułapki, pozostawiam luki fabularne, bo uznaję, że czytelnik może sam pewne rzeczy dopowiedzieć. I dla mnie to stanowi pewną grę.

Czy możemy spodziewać się kolejnego tomu w serii?

Jasne, już nawet wymyśliłem tytuł, co zwykle jest dla mnie największym problemem!

Książkę Ciemność kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.