W życiu istotne są korzenie. Poczucie, że nie jest się znikąd. Wywiad z Jolantą Kosowską

Data: 2026-06-11 12:11:06 Autor: Danuta Awolusi
udostępnij Tweet

Dlaczego tak trudno odciąć się od przeszłości? Co sprawia, że pewne miejsca zostają w nas na zawsze? I jak historia wpływa na kolejne pokolenia? Jolanta Kosowska, autorka powieści Cypryjskie meze, opowiada o wyspie, która ją zachwyciła, o ludziach zmuszonych do opuszczenia swoich domów oraz o przekonaniu, że można się odrodzić, zacząć żyć od nowa, ale nie można zapomnieć.

fot. Marytka Czarnocka

Cypryjskie meze to kolejna powieść, która zabiera nas do niesamowitych miejsc. Czym jest dla Pani Cypr?

Cypr jest dla mnie wyjątkowym miejscem. Tysiące lat historii splatają się tam ze sobą, tworząc niesamowitą atmosferę tej wyspy. Wyspa zamieszkała jest od ośmiu tysięcy lat. Ze względu na położenie geograficzne na szlaku morskim łączącym Azję, Europę i Afrykę zawsze wiały tam huragany historii. Dla mnie historia Cypru zaczyna się od miast-państw, istniejących od czasów mykeńskich. Potem wyspa przechodziła pod panowania kolejno: Egipcjan, Fenicjan, Asyryjczyków, Persów, Rzymian, Bizantyjczyków, Wenecjan, Imperium Osmańskiego…  Od tysiąc dziewięćset dwudziestego piątego roku do uzyskania niepodległości w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym Cypr stał się kolonią korony brytyjskiej… Mieszanina wpływów i kultur. Ogromna ilość zabytków. Przeszłość splatająca się z teraźniejszością. Mity i legendy, mieszające się ze światem realnym. Już samo to wystarczy, żeby zakochać się w tej wyspie. Do tego życzliwi, pomocni ludzie. Jeżeli dodamy jeszcze niesamowity kolor wody, przyjazny klimat i miejscowe jedzenie, Cypr okazuje się miejscem niepowtarzalnym.

Cypr w Pani powieści to miejsce naznaczone pamięcią, stratą i podziałem. Co najbardziej poruszyło Panią podczas poznawania tego regionu?

Najbardziej poruszyła mnie współczesna historia wysypy, która nagle wdarła się niespodziewanie w atmosferę moich wakacji. Jedno zdanie, wypowiedziane przez przewodnika w trakcie safari, zagrało na najczulszych strunach mojej duszy. Zaczęłam pytać, szukać, czytać, szperać… Nagle nie chciałam być już tylko turystką. Chciałam poznać i zrozumieć to, co stało się na tej wsypie w 1974 roku i co podzieliło ją na dwie części.  

W powieści przeszłość nieustannie wpływa na teraźniejszość. Czy uważa Pani, że człowiek naprawdę może odciąć się od swoich korzeni i dawnych wydarzeń, czy one zawsze wcześniej lub później o sobie przypominają?

Być może można odciąć się od przeszłości, od swoich korzeni, ale chyba nie warto. W życiu istotne są korzenie. Poczucie, że nie jest się znikąd, ale pochodzi się z określonego miejsca.

Ewelina wyrusza na Cypr, by rozwikłać zagadkę, która początkowo wcale jej nie dotyczy. Co sprawia, że niektórzy ludzie tak mocno angażują się w historie innych? Empatia, ciekawość świata, a może potrzeba odnalezienia także części siebie?

W przypadku Eweliny początkowo była to przede wszystkim empatia. Wyjazd na wyspę był też zgodny z jej zainteresowaniami. Dziewczyna studiuje historię sztuki i interesuje się historią starożytnej Grecji, a dla kogoś o takich zainteresowaniach ta wyspa jest czymś niesamowitym, spełnieniem marzeń.  

Pisze Pani o ludziach, którzy nagle tracą domy, poczucie bezpieczeństwa i dotychczasowe życie. Czy człowiek może naprawdę odbudować siebie po takim doświadczeniu? Co pozostaje, gdy znika wszystko, co było znane?

W książce opisuję pewne wydarzenia, o których najpierw wiele przeczytałam. Przez wiele tygodni wgłębiałam się we współczesną historię Cypru. Chciałam ją chociaż trochę zrozumieć, a potem w wyobraźni poczuć wszystkimi zmysłami. Historia ma to do siebie, że prawdę widzi się dopiero z pewnej perspektywy, a będąc w samym środku wydarzeń, nie jest się w stanie ocenić rzeczywistości. Ja patrzyłam na to z boku, próbowałam to sobie wyobrazić. Po tureckiej inwazji Grecy cypryjscy z północnej części wyspy musieli opuścić swoje domy. Szli przez opustoszałe wioski, przez góry, płynęli na statkach i w małych łodziach. Uciekali z niewielkimi bagażami, licząc na to, że za parę dni to piekło się skończy. Zostawiali dorobek całego swojego życia. Wśród uciekających było mnóstwo kobiet i dzieci. Tłumiona od setek lat niechęć między dwoma narodami z czasem przerodziła się w nienawiść. Każdego dnia po obu stronach było coraz więcej i więcej nienawiści. Exodus… Czytałam, rozmawiałam i odwiedzałam miejsca związane z tą współczesną historią, aż poczułam, że jestem już gotowa i że mogę spróbować zmierzyć się z tymi wydarzeniami na stronach mojej powieści.

 Sądzę, że można się odrodzić, zacząć żyć od nowa, ale nie można zapomnieć.

Ta książka mówi między innymi o wartości prawdy. Czy zawsze warto ją poznać? A może bywają tajemnice, które powinny pozostać nierozwiązane?

Warto znać prawdę, bo wtedy można się do niej ustosunkować. Moim zdaniem nawet najgorsza prawda jest lepsza od niewiedzy.

Poświęca Pani sporo uwagi rodzinnym sekretom. Dlaczego tak często to właśnie niewypowiedziane historie najmocniej wpływają na kolejne pokolenia?

Zapewne dlatego, że wszystkie niedopowiedzenia mają wpływ na relacje międzyludzkie.

Ewelina trafia na ludzi, których wcześniej nie znała, a mimo to stopniowo staje się częścią ich świata. Czy podróże uczą nas bardziej poznawania nowych miejsc, czy jednak poznawania ludzi?

To zależy, jak traktujemy podróże. Ja traktuję je poważnie. Zawsze dokładnie przygotowuję się do nich. Planuję to, co chcę zobaczyć i wiem, dlaczego chcę to zrobić. Lubię być gdzieś dłużej, żeby poznać historię, kulturę, obyczaje, kuchnię, czasami język…. Lubię czuć całą sobą klimat danego miasta czy regionu, ale same miejsca to za mało. Ważni są ludzie.

W książce ważną rolę odgrywa jedzenie. Cypryjskie meze nie jest wyłącznie potrawą, lecz także sposobem spotkania i budowania relacji. Czy wspólny stół nadal jest miejscem, przy którym ludzie potrafią być naprawdę blisko?

Oczywiście, że tak. Na przykład wspomniane meze to swoisty rytuał. To coś znacznie więcej niż wspólnie spożywany posiłek. Proszę to sobie wyobrazić. Idzie Pani z grupą przyjaciół do tawerny. Na długo wcześniej zamówiliście już stolik na cały wieczór. Potrzebujecie czasu, bo chcecie nacieszyć się sobą i zjeść meze. Weszliście do środka, usiedliście przy stole i zamówiliście meze. Czyli zamówiliście nie jedno dnie, a wiele małych dań, które będą kolejno pojawiać się przed wami. Najczęściej meze składa się z około dwudziestu dań, które podawane są w ustalonej kolejności. Najpierw przekąski zimne, potem ciepłe, po nich dania główne i coś na deser. Czas płynie, myśli zwalniają. Zaczyna liczyć się tylko to, że jesteście tu i teraz, że jesteście razem. Spotkaliście się przy tym stole, żeby być ze sobą. Rozmawiacie, śmiejecie się i żartujecie. Nikt z was nigdzie się nie spieszy. Nikt nie patrzy na wyświetlacz telefonu. Przyszliście tutaj razem, żeby zjeść meze, a to do czegoś zobowiązuje.

W powieści pojawiają się także mity. Co daje Pani sięganie nie? Czy są one tylko pięknymi opowieściami, czy nadal pomagają opisywać współczesnego człowieka?

Dla mnie mity są czymś niesamowitym. Jest w nich wszystko, co opisuje naturę człowieka. Wszystko, co jest w nim dobre i wszystko, co jest w nim złe.

Na Cyprze mity współistnieją z teraźniejszością, splatają się z nią, dodają codzienności swoistego smaku. W końcu to wsypa Afrodyty…

Można spędzić urlop, chodząc śladami bogini. Skała Afrodyty, łaźnie Afrodyty, szlak Afrodyty, ruiny najstarszej świątyni tej bogini… Swoisty smak tej wyspy. Wystarczy tylko dać się w to wkręcić.

W Pani książkach często pojawia się motyw drogi. Bohaterowie podróżują, zmieniają miejsca, szukają odpowiedzi. Czy podróż jest dla Pani bardziej przemieszczaniem się w przestrzeni, czy raczej procesem wewnętrznej przemiany?

Dla każdego podróż jest czymś innym. Dla mnie każda podróż to w pewnym sensie intelektualna przygoda, która mnie zmienia. Do starych treści dopisuje nowe, do dawnych doznań dodaje te wcześniej nieznane.

Jednym z najpiękniejszych tematów tej powieści wydają się korzenie i poczucie przynależności. Co według Pani sprawia, że człowiek może powiedzieć: to jest moje miejsce? Ludzie, wspomnienia czy może coś jeszcze?

Ludzie, wspomnienia, a przed wszystkim związane z tym miejscem emocje.

Po odwiedzeniu Cypru razem z Eweliną wielu czytelników zapewne zacznie marzyć o własnej podróży na tę wyspę. Gdyby miała Pani wskazać jedno miejsce i jeden smak, które warto stamtąd przywieźć, co by to było?

Jakiś kafenion i cypryjska kawa. Już wyjaśniam. Żeby przeżyć Cypr i go zrozumieć, to trzeba pojechać do tradycyjnego kafenionu w jednej z małych wioseczek położonych niedaleko Pafos. Zwykle przed budynkiem, pod baldachimem z winorośli, ustawione są stoliki, a obok nich metalowe krzesła. Pomiędzy stolikami w olbrzymich glinianych donicach rosną oleandry. Trzeba napić się kawy. Kawę zamawia się przy barze. Do miedzianego dzbanuszka z długą rączką wsypywane są dwie łyżeczki sypanej, świeżo zmielonej brazylijskiej kawy. Dodaje się do niej filiżankę zimnej wody i zależnie od potrzeb cukier. Miedziany dzbanuszek podgrzewany jest nad płomieniem. Po chwili kawa zaczyna wrzeć, pokrywając się na powierzchni kremową pianą. Kiedy całość zaczyna mocno bulgotać, kawę przelewa się do małej filiżanki. Na tacy obok filiżanki stoi szklanka z wodą. Obserwujesz i uczestniczysz w misterium parzenia cypryjskiej kawy. Czas zwalnia. Ty przestajesz się spieszyć. Myśli płyną spokojnie. Odpoczywasz. Dajesz się otulić ciepłu tej wyspy. I to jest coś wyjątkowego.

Książkę Cypryjskie meze kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.