Korzenie mają znaczenie. Nawet jeśli wrosły w obcą ziemię.
Ewelina ma dwadzieścia cztery lata i studiuje historię sztuki, a jej serce bije szybciej na myśl o starożytnej Grecji. Gdy pewnego dnia pomaga w przeprowadzce osiemdziesięcioletniej pani Zofii, znajduje fotografię karty dań z cypryjskiej restauracji. Odkrycie natychmiast rozbudza jej ciekawość.
Menu pochodzi z 1974 roku – czasu tureckiej inwazji na Cypr. Przed laty znaleziono je w plecaku małej dziewczynki, która w tajemniczych okolicznościach trafiła do domu dziecka we Wrocławiu. Nigdy nie odnaleziono jej rodziny.
Zaintrygowana Ewelina wyrusza na wyspę, by odkryć historię sprzed lat. Wśród ruin, wąskich uliczek i cypryjskich tawern natrafia na ślady zawiłej przeszłości i z pomocą Jorgosa, urzekającego Cypryjczyka, zbliża się do poznania prawdy.
Prawdy, która może na zawsze odmienić nie tylko jej spojrzenie na świat, lecz także… ją samą.
„Cypryjskie meze” to poruszająca opowieść o pamięci, utraconych korzeniach i niezwykłych miejscach, które z czasem uczymy się nazywać domem.
Wydawnictwo: Zaczytani
Data wydania: 2026-05-26
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 264
WYKWINTNA KUCHNIA ZDARZEŃ
"A w życiu bardzo istotne są korzenie. Poczucie, że nie jest się znikąd, a z jakiegoś określonego miejsca."
Każda kultura czy narodowość ma swój kawałek ziemi, z której pochodzi i która w jakiś sposób ją definiuje. Mimo że globalizacja zdołała je wymieszać, poprzestawiać i pozornie zatrzeć granice, to jednak pewnych cech nie udało się wyeliminować. Czy to zewnętrznie czy w środku, każdy człowiek pokazuje lub czuje, gdzie mocniej bije jego serce i co określa jego osobowość. Owe poplątanie korzeni ma także swoją smutną stronę, kiedy świat zmusza ludzi do porzucenia swojego miejsca na ziemi i nie pozwala wzrastać tam, skąd pochodzą ich przodkowie. Najgorzej zaś, kiedy nie jest się świadomym, że daleko od domu ktoś na nich tęskni i czeka. Kiedy jednak pewne tajemnice chcą, aby je odkryć, trzeba znaleźć sposób, aby owe korzenie ponownie poczuły znajome im podłoże.
"Historia ma to do siebie, że prawdę widzi się dopiero z pewnej perspektywy, a będąc w samym środku wydarzeń, nie jest się w stanie ocenić rzeczywistości."
Na kartach tej powieści splatają się losy trzech kobiet, które reprezentują trzy pokolenia. Jest Hanka i jej córka Ewelina oraz pani Zofia, która swoją opowieścią splata ich losy. A historia okazuje się sięgać swoimi mackami aż na Cypr i przedstawia, w jak okrutny sposób jedna z nich została pozbawiona swoich korzeni, co w konsekwencji doprowadziło do powstawania tajemnic, które czekają na odpowiedni moment, aby się ujawnić. Mija niemalże pięćdziesiąt lat, zanim prawda zostaje odkryta, a to tylko dlatego, że ktoś ma wyrzuty sumienia, a ktoś inny smykałkę do podróżowania i poszukiwań. Wydaje się, że całą historią rządzą zbiegi okoliczności, które doprowadzają do zaskakujących wniosków.
"Każdy ma sprawy, których nie załatwił tak, jak należy, i o których nie może zapomnieć."
Kiedy wraz z Eweliną udajemy się na Cypr, historia zostaje wzbogacona o jakże wiele barw, smaków i zapachów. Podróżujemy razem z nią śladami Afrodyty, greckich mitów i historii, które wydarzyły się naprawdę. Poznajemy jakże okrutną prawdę dotyczącą północnej części wyspy, która wciąż nosi ślady minionych konfliktów, a po Mieście Duchów nadal krążą cienie tych, którzy w nim zginęli i tych, których wypędzono. Jednak dzięki opowieści pani Zofii i dociekliwości Eweliny, tragiczna przeszłość ma szansę choć trochę nadrobić zaległości i prosić się o lepsze zakończenie. Czy cypryjskie korzeni okażą się równie silne jak polskie i czy da się je spleść w jeden nierozerwalny warkocz?
"Cypryjskie meze" to jakże pysznie skomponowane danie, które wraz z każdym kolejnym talerzem zaprasza nas do świata tradycji, przyjaźni i nieprzemijających wartości. Kiedy zasiadamy do stołu, jesteśmy delikatnie zaintrygowani, później zachwyceni po to, aby na końcu stwierdzić, że tak zaskakującego posiłku już dawno nikt nam nie zaserwował. Takie są jednak opowieści Jolanty Kosowskiej - pełne barw, niezapomnianych miejsc i ludzkich historii, które pochłaniają nas bez reszty swoją nieprzewidywalnością. Zawsze wśród niezwykłych krajobrazów, zawsze z bohaterami pełnymi niespodzianek, zawsze z nutką tajemnicy.
Polecam - nikt nie wyjdzie z tej opowieści głodny.
*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Cypryjskie meze, Jolanta Kosowska, Wydawnictwo Novae Res, 2026
*Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Novae Res
Z pewnych względów nigdy nie pojadę na Cypr, ale dzięki książkom, zdjęciom czy filmom mogę ten piękny zakątek świata poznać.
Tym razem na Cypr zabiera nas Jolanta Kosowska, która maluje słowami i przedstawia go w swojej książce od strony historycznej, gastronomicznej jak i przyrodniczej.
Oczami wyobraźni możemy podziwiać piękne okolice, poznawać legendy związane nie tylko z Afrodytą (chociaż imię tej bogini jest dość ważnym wątkiem tej powieści), jak i poznać ludzi mieszkających na tej trzeciej co do wielkości wyspie na Morzu Śródziemnym.
Ale fabuła tej książki to nie tylko zwiedzanie Cypru, to przede wszystkim historia pewnej pięknej przyjaźni i historia pewnej małej dziewczynki, która będąc już dorosłą kobietą nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że urodziła się na Cyprze.
Przypadkowe zdjęcie i przypadkowo znalezione menu pewnej cypryjskiej restauracji tak rozbudza ciekawość głównej bohaterki, że postanawia ona spędzić na wyspie kilka miesięcy, aby przynajmniej spróbować rozwikłać zagadkę pochodzenia adoptowanej przez polskie małżeństwo małej dziewczynki odnalezionej w dramatycznych okolicznościach.
Zagadkowa fabuła wciąga od pierwszej strony by po przeczytaniu ostatniej zapytać autorkę: jak to, to już koniec?
Ta książka to połączenie dramatu, powieści obyczajowej i przygodowej.
Autorka w cudowny sposób pokazuje jak dwie obce narodowościowo i kulturowo osoby mogą się pięknie zaprzyjaźnić. Przedstawia również przyjaźń, która potrafi tak się zakorzenić w sercach ludzi, że nie pokona jej ani czas, ani śmierć.
Mamy w tej powieści ukazane bardzo ciepłe relacje rodzinne, więzy, których nikt nie jest w stanie rozerwać. I mam tu na myśli zarówno relację głównej bohaterki – Eweliny – ze swoją mamą i dziadkami, jak również relacje towarzyszącego jej w tej cypryjskiej przygodzie Jorgosa i jego cudownej rodziny.
Tej książki nie można czytać szybko, styl jakim pisze Jolanta Kosowska jest jak spokojna żegluga, przez tę powieść się płynie.
Całym sercem można poczuć klimat Cypru, a podróż przez fabułę dociera głębiej niż tylko do obrazów przestrzeni jakie towarzyszą Ewelinie, dociera do wspomnień mieszkających tam ludzi.
Autorka pokazuje, że rodzina to nie tylko więzy krwi, to ludzie, którzy potrafią kochać nawet wówczas, gdy nie są ze sobą spokrewnieni. Bo rodzinę stanowią ludzie, a nie genetyka czy biologia.
Ale myślę, że w życiu każdego człowieka ważne jest również to skąd wywodzą się jego korzenie, nie powinno się zapominać tego skąd pochodzimy. Ja ponad 50 lat mieszkam w Trójmieście, ale w głębi serca cały czas czuję się Ślązaczką, bo płynie we mnie śląska krew.
Tak również było z ważną dla Eweliny osobą, która nieświadoma swego pochodzenia w pewnym momencie poczuła czyja krew płynie w jej żyłach.
Wybierzcie się z bohaterami tej książki na Cypr, myślę, że zachwyci Was nie tylko przyroda i piękne opisy potraw regionalnych, ale wzruszy historia pewnej małej dziewczynki, która przez 50 lat nie była świadoma tego, że nie urodziła się Polką.
POLECAM tę książkę tym, którzy cenią sobie dobrą literaturę, lubią przeżyć w trakcie czytania dreszczyk przygody i lubią tajemnice sprzed lat.
Śladami zerwanej pamięci - recenzja ,,Cypryjskiego meze" Jolanty Kosowskiej
Często wydaje nam się, że tożsamość to monolit wzniesiony na fundamencie wspomnień, rodzinnych przekazów i miejsc znanych od dzieciństwa. Co dzieje się jednak w momencie, gdy w tej misternie tkanej strukturze odkrywamy lukę - puste miejsce po urwanym wątku, o którego istnieniu nie mieliśmy pojęcia? Poszukiwanie własnych korzeni przypomina wtedy próbę odczytania wyblakłego listu, w którym pojedyncze, przypadkowo ocalałe frazy ważą więcej niż cała reszta zapisu. Czasem wystarczy jeden impuls, drobny i z pozoru nieznaczący przedmiot porzucony na dnie szuflady, by zmusić nas do redefinicji dotychczasowych pewników i wyruszenia w drogę. To podróż nie tylko geograficzna, ale przede wszystkim wewnętrzna.
Właśnie wokół tak bolesnej rekonstrukcji zerwanej pamięci krąży najnowsza powieść Jolanty Kosowskiej pod tytułem ,,Cypryjskie meze". Pokazuje ona, że prawda o nas samych bywa głęboko ukryta pod warstwami obcych wydarzeń i smaków. Czeka na właściwy moment, by ujrzeć światło dzienne.
Wszystko zaczyna się od zwykłych porządków i dotknięcia cudzej codzienności, która nagle, za sprawą pożółkłej fotografii menu z 1974 roku, przestaje być obca. Pisarka splata losy młodej studentki z dramatyczną przeszłością dziewczynki, której bieg życia został bezpowrotnie przerwany w cieniu wojennej zawieruchy. Przypadkowo znaleziona karta dań staje się niezwykłą mapą. Prowadzi ona bohaterkę na rozgrzaną słońcem wyspę - nie po to, by spędzić tam beztroski urlop, ale by odnaleźć brakujące elementy ludzkiej układanki. Intryga rozwija się niespiesznie. Współczesne śledztwo i cypryjska codzienność krok po kroku odsłaniają głębsze, dramatyczne warstwy minionych lat.
Twórczyni nie daje się uwieść wyłącznie turystycznemu blichtrowi i czyni z Cypru równorzędnego, choć niemego bohatera. Śródziemnomorskie słońce, zapach dojrzewających oliwek i niespieszny rytm tytułowego posiłku nie służą tu za barwną dekorację, lecz działają na zasadzie kontrastu. To celowy zabieg. Poza czystą przyjemnością czytelniczej wędrówki i odkrywania tajemnic otrzymujemy bowiem okazję do wejrzenia w skomplikowane dzieje tego regionu. Pod zmysłową, sielankową fasadą pulsuje żywa tkanka faktów. Niewyleczona trauma z lat siedemdziesiątych podzieliła nie tylko ziemię, ale i ludzkie życiorysy. Autorka z dużą wrażliwością dowodzi przy tym, że przestrzeń, w której żyjemy, nierozerwalnie splata się z osobistymi wspomnieniami.
W tę wyspiarską scenerię wpleciono również motywy wyjątkowo bliskie sercu każdego wrażliwego odbiorcy - miłość do sztuki, piękna i południowej kultury, tak mocno kojarzącej się z klimatem dalekich wypraw. Towarzyszące bohaterce zawieszenie między estetycznym zachwytem a trudną przeszłością zaczyna mocno rezonować z jej wewnętrznym stanem. W obcych zaułkach studentka historii sztuki paradoksalnie dotyka własnej, nienazwanej dotąd tęsknoty.
Wielkim atutem książki jest naturalne tempo akcji, pozwalające bez reszty zanurzyć się w przedstawionym świecie. Powieściopisarka profesjonalnie posługuje się niezwykle plastycznym, sugestywnym językiem, dzięki czemu opisy codzienności nabierają wyjątkowej intensywności. Podczas lektury można odnieść wrażenie rzeczywistej obecności na wyspie. Czytelnik niemalże spaceruje wąskimi uliczkami, odwiedza ukryte w cieniu zakątki i chłonie lokalną atmosferę. Istotną rolę odgrywa tu także pieczołowicie nakreślony wątek kulinarny. Opisy tradycyjnych potraw są wyraziste i nasycone aromatami. Mocno oddziałują na wyobraźnię, czyniąc ten odległy świat wręcz namacalnym.
Wchodząc głębiej w tę historię, docieramy do jej najbardziej bolesnego rdzenia - psychologicznego portretu człowieka, którego tożsamość została bezwzględnie przecięta. Losy małej dziewczynki, zagubionej w wojennej zawierusze i wychowanej w nieświadomości własnych korzeni, stają się pretekstem do rozważań nad naturą pamięci. Literatka unika taniego melodramatyzmu. Bada subtelny chłód niewiedzy towarzyszący człowiekowi przez całe życie, nawet jeśli dorasta w bezpiecznym, pełnym miłości domu. To intuicyjne poczucie braku uświadamia nam coś ważnego. Pokazuje, jak głęboko zakorzeniona jest w nas potrzeba ciągłości - i jak prawda o pochodzeniu zawsze upomni się o swój głos.
Ten wewnętrzny głos sprawia, że śledztwo Eweliny zyskuje zupełnie nowy, egzystencjalny wymiar. Odnalezione w szpargałach menu przestaje być jedynie rekwizytem, stając się potężnym katalizatorem zmian. Spod pióra autorki wychodzi niezwykle trafny portret momentu, gdy cudzy sekret działa jak lustro. Bohaterka, szukając prawdy o wydarzeniach z 1974 roku, mimowolnie zaczyna przyglądać się własnym wyborom, lękom i pragnieniom. Ta podróż uświadamia, że badanie przeszłości nigdy nie jest procesem czysto mechanicznym, ale zawsze wiąże się z głęboką konfrontacją z samym sobą.
Podczas czytania towarzyszyło mi niezwykłe ściśnięcie serca - rodzaj nostalgii za światem i ludźmi, których przecież nigdy nie znałam. Ta śródziemnomorska opowieść nie pozwala przejść obok siebie obojętnie. Zmusiła mnie do zatrzymania się i refleksji. Śledząc rekonstrukcję cudzych wspomnień, zaczęłam wracać myślami do własnych korzeni, zadając sobie pytania o sekrety ukryte w rodzinnych pamiątkach. Ta proza dotknęła we mnie najczulszych strun. Obudziła głęboką potrzebę pielęgnowania tożsamości i uświadomiła mi, jak kruchym, a zarazem bezcennym fundamentem są nasze prywatne kroniki.
Najnowsze dzieło pisarki to pozycja, która domaga się odpowiedniej oprawy. To jedna z tych magnetycznych historii, które najlepiej smakują niespiesznie - niesione szumem popołudniowego wiatru, z filiżanką aromatycznej kawy w dłoni. Autorka stworzyła idealny bufor między naszą zabieganą codziennością a światem pełnym słońca, w którym czas mierzy się głębią przeżywanych wzruszeń. Jeśli szukacie książki, która nie tylko opowie Wam historię, ale wręcz oczami wyobraźni przeniesie Was w inne miejsce, to jest to adres idealny.
Wartość tej prozy tkwi przede wszystkim w jej dojrzałej mądrości oraz w szacunku, z jakim potraktowano historyczną prawdę. To doskonała propozycja dla każdego, kto od powieści obyczajowej oczekuje literackiej wrażliwości, elegancji stylu oraz autentycznych, pozbawionych patosu emocji. ,,Cypryjskie meze" okazuje się opowieścią o potędze, z jakim historia potrafi upomnieć się o nas po latach. Książka nie daje gotowych odpowiedzi na pytanie, czy odnalezienie korzeni przynosi upragniony spokój, ale zostawia nas z głębokim przekonaniem, że bez zrozumienia przeszłości trudno zbudować autentyczną teraźniejszość. To lektura zostaje w pamięci na dłużej.
"A w życiu bardzo istotne są korzenie. Poczucie, że nie jest się znikąd, a z jakiegoś określonego miejsca".
Cypryjskie meze to mocno doceniana uczta kulinarna, w skład której wchodzi od kilkunastu do kilkudziesięciu serwowanych po sobie przystawek. Podobną ucztą, ale literacką okazuje się najnowsza powieść Jolanty Kosowskiej, której fabuła również serwuje kilka intrygujących wątków i sporo ciekawostek dotyczących Cypru. Jedna z nich mówi o tym, że na tej wyspie nie wszystko jest logiczne i proste, a jak pokazuje ta powieść, podobnie jest w życiu.
Jolanta Kosowska to absolwentka wrocławskiej Akademii Medycznej i studiów podyplomowych Akademii Wychowania Fizycznego. Jest z zawodu lekarzem, specjalizującym się w trzech dziedzinach medycyny. Mieszka i pracuje w Dreźnie. W wolnym czasie podróżuje i pisze książki. Autorka zadebiutowała w 2012 r. powieścią pt. "Niepamięć".
Ewelina to studentka historii sztuki, którą pasjonuje starożytna Grecja. Dziewczyna w wolnych chwilach pomaga w przeprowadzce osiemdziesięcioletniej Zofii. Podczas przeglądania kolejnych rzeczy, znajduje fotografię menu cypryjskiej restauracji z 1974 r. Okazuje się, że z kartą dań związana jest pewna mała dziewczynka i niewyjaśniona historia z przeszłości. Ewelina postanawia udać się na Cypr, by właśnie tam spróbować rozwikłać tę intrygującą tajemnicę.
Podobnież najlepszą kawę serwują właśnie na Cyprze więc wcale się nie dziwię, że Jolanta Kosowska właśnie tam wykreowała w swojej głowie historię łączącą kiedyś i dziś, okraszając ją ciekawostkami dotyczącymi samej wyspy. Wątek przewodni dotyczący pewnej tajemnicy z przeszłości został umiejętnie wpleciony w całą fabułę, która dotyka tematu trudnej historii Cypru i nieprzewidywalności ludzkiego losu. Z książki dowiecie się bowiem czym jest Miasto Duchów i jaki wpływ miała turecka inwazja na losy setek tysięcy ludzi. Takie połączenie fikcji literackiej z faktami historycznymi niesie ze sobą w wykonaniu autorki nie tylko walor rozrywkowy, ale także poznawczy.
Tym razem to Cypr staje się drugoplanowym bohaterem książki Jolanty Kosowskiej. Cypr, który jak pokazuje autorka jest bardzo specyficznym miejscem i aby go zrozumieć, trzeba w nim trochę dłużej zostać. Powieść oczywiście porywa czytelnika z nurtem przewodniego wątku, ale w trakcie lektury pojawiają się tak wyczekiwane smaczki odkrywające przed nami klimat tej wyspy. Intrygującą płaszczyzną w tej materii może okazać się niepowtarzalna historia tego miejsca, w którym świat antyczny miesza się z teraźniejszością, a nad wszystkim czuwa oczywiście Afrodyta.
"Cypryjskie meze" to także książka o tym, że każdy z nas jest skądś, a więzy rodzinne stanowią niezwykle ważny aspekt naszego życia. Jolanta Kosowska dobitnie pokazuje to na przykładzie głównego wątku oraz Eweliny, która traktuje swoją mamę jak przyjaciółkę. Warto tutaj wspomnieć, że autorka w przypadku tej postaci zastosowała pierwszoosobową narrację, która wzmacnia współodczuwanie przez czytelnika wszystkich emocji, z jakimi przychodzi się tej bohaterce zmierzyć.
Jolanta Kosowska swoją najnowszą książką zabrała mnie w podróż na Cypr i dzięki swojej wrodzonej wrażliwości oraz umiejętności snucia wciągających historii, zaserwowała mojej czytelniczej naturze opowieść z dość zaskakującym finałem. Już teraz wiem, że jeśli kiedyś uda mi się odwiedzić tę wyspę to na pewno skosztuje tam prawdziwej kawy (koniecznie sketos), podelektuję się cypryjskim meze i pokontempluję nad przekornością ludzkiego losu.
https://www.subiektywnieoksiazkach.pl/
,,Życie jest za krótkie na dyrdymały.
Warto je spędzić po swojemu,
realizując plany i własne marzenia."
Powieści o odkrywaniu rodzinnych tajemnic i poszukiwaniu własnej tożsamości od lat cieszą się dużą popularnością. Czasami przypadkowo odnalezione zdjęcie, stary dokument czy pozornie nieistotna pamiątka potrafią stać się początkiem niezwykłej podróży w głąb rodzinnej historii. Poszukiwanie własnych korzeni to nie tylko odkrywanie faktów z przeszłości, ale także próba zrozumienia siebie i odpowiedzi na pytanie, jak wydarzenia sprzed wielu lat wpływają na kolejne pokolenia. Właśnie wokół tego motywu została zbudowana powieść ,,Cypryjskie meze", w której rodzinne tajemnice splatają się z dramatycznymi wydarzeniami z historii Cypru, prowadząc bohaterkę do odkrycia prawdy o sobie i swoich bliskich.
Historia rozpoczyna się we Wrocławiu, gdzie mieszka Hanka Kubacka. Od dziesięciu lat, po śmierci ukochanego męża Konrada, samotnie mierzy się z codziennymi problemami, co szczególnie widać w dniu, w którym ją poznajemy - pełnym niepowodzeń i trudnych emocji.
Wsparciem dla Hanki jest jej córka Ewelina - studentka historii sztuki, zafascynowana Grecją i Cyprem, gdzie niedawno przebywała w ramach programu Erasmus. Zachwycona wyspą namawia matkę na wyjazd, który miałby pomóc jej nabrać dystansu i na nowo cieszyć się życiem. Zanim jednak dowiemy się, czy Hanka przyjmie tę propozycję, narrację przejmuje Ewelina, cofając się o cztery miesiące. I właśnie wtedy rozpoczyna się główny wątek powieści - odkrywanie własnych korzeni.
Opiekując się osiemdziesięcioletnią panią Zofią, przygotowującą się do przeprowadzki do Gdańska, Ewelina odnajduje fotografię z 1974 roku przedstawiającą Warosię - dawny luksusowy kurort, dziś opuszczoną dzielnicę Famagusty i symbol podziału Cypru. Wśród pamiątek znajduje również menu z restauracji ,,Narodziny Afrodyty". Niechętnie wracająca do przeszłości pani Zofia opowiada jej historię kilkuletniej Eleni, cypryjskiej dziewczynki, którą opiekowała się w 1974 roku.
Ten wątek pokazuje okoliczności, które doprowadziły do tego, że Ewelina zaplanowała wyjazd na Cypr. Początek w ogóle na to nie wskazywał. Wydawało się, że to Hanna będzie główną bohaterką i wokół niej będzie się wszystko toczyć, a tymczasem przez większą część powieści uwaga skupia się na Ewelinie i jej pobycie na Cyprze, gdzie próbuje rozwiązać zagadkę związaną z menu z Warosi oraz małej dziewczynki Eleni.
To kolejna powieść pani Jolanty Kosowskiej, która wraz z opowiadaną historią, zabiera nas w kolejny region Europy, pokazując jego uroki, historię, ludzi, obyczaje i krajobrazy. Z jej napisanymi opowieściami byłam już w Chorwacji (, w Portugalii ("Szalone Porto"), we Włoszech ("Wielkie włoskie wakacje" i "Déja vu"), na Maderze ("Madeira") i w Pradze ("Sobie pisani"). Tym razem miejscem akcji jest urokliwy Cypr, ale nie jest on jedynie pięknym tłem. Wpleciona w fabułę tragiczna przeszłość kraju, która wciąż żyje w ludzkiej pamięci.
Początek wskazywał raczej na typowy romans w Cyprem w tle, ale to, jak potoczyła się ona dalej, wyszło całości na plus. Tutaj Cypr jest tłem, ale o innym charakterze. Autorka przekazuje ciekawostki na temat Cypru, prawa tam panującego, potraw i zwyczajów, ale przede wszystkim dramatycznych wydarzeń, jaki miały miejsce w 1974 roku. To dzieje, o których nie każdy wie, a przecież wówczas była to tragedia wielu mieszkańców wyspy.
Czytałam tę książkę z zainteresowaniem, gdyż autorka potrafi swoim stylem przyciągnąć uwagę oryginalnym rozwojem sytuacji. Czyni to w bardzo przystępnym i płynnym stylu, zarówno pod względem konstrukcji fabuły, jak i sposobu prowadzenia narracji. Snuje swoją opowieść spokojnie i konsekwentnie, stopniowo wprowadzając kolejne wątki dotyczące zarówno teraźniejszości, jak i wydarzeń z przeszłości. Nie ma tu wprawdzie nagłych zwrotów akcji, ale jest w niej zdarzeń, które zaskakują, pokazując zawiłość ludzkich losów.
Powieść została napisana z wykorzystaniem narracji pierwszoosobowej. Początkowo historię poznajemy z perspektywy Hanny Kubackiej, jednak po pewnym czasie głos przejmuje jej córka Ewelina, która cofa się o cztery miesiące i opowiada o wydarzeniach poprzedzających ich spotkanie. Taki zabieg narracyjny pozwala stopniowo odkrywać kolejne tajemnice i lepiej zrozumieć powiązania między bohaterami
Tytuł powieści ,,Cypryjskie meze" można odczytywać nie tylko dosłownie, jako nawiązanie do lokalnej kuchni i kultury, ale też jako znaczenie symboliczne. Meze to bowiem zbiór wielu małych dań, z których każde smakuje inaczej, a dopiero razem tworzą pełnię doświadczenia. Podobnie skonstruowana jest historia opowiedziana w tej powieści, gdzie z pozoru oddzielne losy, wspomnienia, niedopowiedzenia i fragmenty przeszłości stopniowo układają się w spójną opowieść o rodzinie, tożsamości i bolesnych doświadczeniach sprzed lat. Inne znaczenie wybrzmiewa na koniec tej historii, że cypryjskie meze to jak wspomnienie wszystkich naszych bliskich, tych, którzy byli i tych którzy wciąż są z nami. Każdy z nich wnosi do naszego życia swoją własną historię, która z naszą tworzy wspólną całość. Jedno bez drugiego nie mogłoby istnieć.
Gdy o wschodzie słońca budzi się nadzieja, spróbuj ją zatrzymać na dłużej. Są takie miejsca, które mają w sobie trudną do wytłumaczenia magię. Miejsca...
Konrad, nauczyciel etyki zawodowej na jednej z medycznych uczelni, dyżuruje za kolegę w studenckim telefonie zaufania. Jedna przerwana w pół słowa rozmowa...