Staram się pokazywać świat uczuć takim, jaki jest. A jest piękny i barwny, nie idealny. Wywiad z Magdaleną Artomską-Białobrzeską

Data: 2026-06-12 08:10:34 Autor: Danuta Awolusi
udostępnij Tweet

Karaibskie słońce, wakacyjny romans i emocje, które szybko wymykają się spod kontroli. W rozmowie o powieści Tropikalna strefa uczuć Magdalena Artomska-Białobrzeska opowiada o manipulacji, miłosnych iluzjach i bohaterce, która przekonuje się, że nawet w egzotycznym raju nie można spędzić urlopu od własnych słabości.

 

Karaiby kojarzą się z wolnością, beztroską i odpoczynkiem. Tymczasem u Pani stają się miejscem pełnym napięcia, manipulacji i niebezpieczeństw. Lubi Pani bawić się kontrastami podczas tworzenia historii?

Bardzo lubię. Uwielbiam pokazywać miękkość, ulotność, delikatność uczuć na lekko drapieżnym tle, co w przypadku tej historii podbiłam okolicznościami urlopowymi.

Liza, bohaterka Tropikalnej strefy uczuć, początkowo chce tylko odegrać się na byłym narzeczonym. Ale potem nagle rusza lawina różnych zdarzeń. Fascynuje Panią to, jak drobne decyzje potrafią całkowicie zmienić ludzkie życie?

W książkach, które operują fikcją? Owszem, fascynuje. Nawet bardzo. W prawdziwym życiu? Pod warunkiem, że te drobne decyzje zmieniają jakość życia na lepsze.  

W powieści zaciera się granica między tym, co jest grą, a tym, co staje się prawdziwym uczuciem. Myśli Pani, że ludzie często zakochują się właśnie wtedy, gdy nie jest to zaplanowane?

Szczerze mówiąc, nie wyobrażam takiej sobie sytuacji, że ktoś planuje się zakochać i realizuje ten plan na pstryknięcie, zupełnie jakby zarządzał kolejnym projektem zawodowym. Nie wykluczam jednak, że istnieją ludzie, którzy potrafią robić takie cuda. Dla mnie jako osoby romantycznej pewnie byłoby to poza zasięgiem.

W książce pojawia się motyw kontroli. Liza ma wrażenie, że sama podejmuje decyzje, ale szybko okazuje się, że inni ludzie i wydarzenia zaczynają wpływać na jej życie bardziej, niż przypuszczała. Chciała Pani pokazać, jak łatwo można stracić grunt pod nogami?

Doskonale to Pani ujęła. Pragnęłam też pokazać, że taka sytuacja może przydarzyć się każdemu. Chwila nieuwagi, samotność urlopowa, gorący klimat i rozpaczliwa tęsknota za czymś mitycznym, nie do końca nieuchwytnym czynią z ludzi osoby podatne na przeróżne zagrywki. Zwłaszcza w wykonaniu tzw. love bomberów, którzy sprytnie budują fundamenty kontroli, by w efekcie hulać w cudzej duszy, nadużywając zaufania dla własnych celów.

Oskar i Hubert reprezentują zupełnie różne energie i różne rodzaje relacji. Budując ten miłosny trójkąt, bardziej zależało Pani na romantycznym napięciu, czy na pokazaniu emocjonalnego chaosu Lizy?

Powiedziałabym, że na napięciu, które wykiełkowało na gruncie chaosu. Zakładam, że gdyby nie ten potworny chaos i głód uczuć, Liza – kobieta inteligentna i doświadczona – nie weszłaby w relację z Oskarem, który jawnie demonstruje płytkość i uwielbienie dla powierzchowności, epatując frazesami i pięknym ciałem, które stanowi w zasadzie jego największy kapitał. Podobnie gdyby nie potworny głód uczuć, poszukiwanie dopełnienia i podsycane kulturowo marzenia o czymś przez duże C, Liza nie czułaby się zafascynowana Hubertem, który nie dość, że pojawia się znikąd, to demonstruje podejrzaną arcybiegłość w znajomości mapy kobiecych pragnień.

W książce dużo się dzieje. Romans, sensacja, przestępczy świat, pościgi, tajemnice. Trudno było utrzymać równowagę między lekkim wakacyjnym klimatem a kryminalnym napięciem? Dodam, że wyszło świetnie!

Dziękuję za miłe słowa. W zasadzie wszystko zadziało się naturalnie. Kiedy piszę, płynę z nurtem fabuły, prowadzą mnie losy bohaterów. Przyznam, że niekiedy mocno trzymam w ryzach wyobraźnię, aby nie wkraczać na teren zwany rzeczywistością… Gdybym tego nie robiła…  strach pomyśleć! (śmiech) W końcu oglądam świat od ponad czterdziestu lat. Pracowałam w kilku miejscach, mieszkałam w kilku miejscach, przez życie przetoczyły się potoki ludzi. Nie jestem naiwną dziewczyną, która kojarzy rzeczywistość jedynie ze słyszenia, przekazów medialnych i fabuł książkowych. Na tym pozwolę sobie poprzestać.  

Pod egzotyczną scenerią kryje się opowieść o kobiecie, która trochę gubi samą siebie. Czy według Pani Liza przez tę historię bardziej dojrzewa, czy raczej boleśnie zderza się z własnymi słabościami?

Chyba jednak bardziej zderza się ze swoimi słabościami. Jedzie na urlop jako kobieta pewna siebie. Absolutnie  bezkrytyczna wobec własnej siły charakteru i mocy sprawczej. Przekonana, że nikt jej nie zwiedzie, nie oszuka i nie wyprowadzi na manowce. Tymczasem już przy pierwszej lepszej okazji okazuje się być totalnie słaba wobec napadu zazdrości, chęci odegrania się i… uwodzicielskiego drania o aparycji amanta filmowego. A jednak, mimo wszystko, trudno powiedzieć, czy lekcja, którą Liza odebrała, wystarczy, aby stała się bardziej dojrzałą osobą. Z pewnością jest to nauczka na przyszłość, by za bardzo nie ufać spektakularnym gestom i mężczyznom z bagażem doświadczeń, którzy nagle zaczynają fruwać na skrzydłach miłości.

Liza podejmuje wiele impulsywnych decyzji, szczególnie pod wpływem emocji i zazdrości. Zastanawiam się, czy ona bardziej ucieka przed samotnością, czy po prostu desperacko chce poczuć, że nadal ma wpływ na własne życie?

W moim przekonaniu Liza, nawet jeśli ucieka przed samotnością, to jednak mimo wszystko znajduje się też pod silnym wpływem kulturowego modelu romantycznej miłości i schematu wypoczywania w parze. O ile w pracy jest kobietą nowoczesną, świadomie buduje karierę i z sukcesem spełnia się jako szefowa, o tyle w życiu prywatnym – jak się okazuje – wciąż operuje stereotypami. W zasadzie to ostatnie odpowiada za wybryk w samolocie i desperacką próbę wykazania, że nie spędza urlopu w pojedynkę, jakby to był powód do wstydu. A przecież nawet, gdyby poleciała i wypoczywała sama, to nie robiłaby w ten sposób niczego głupiego, zdrożnego ani krzywdzącego.

W Pani książce uczucia bardzo często wiążą się z ryzykiem, manipulacją albo konsekwencjami. Skąd potrzeba, by w historiach o relacjach pokazywać też ciemniejszą stronę emocji?

Staram się pokazywać świat uczuć takim, jaki jest. A jest piękny i barwny, nie idealny. Czasami łaskawy, a czasami przewrotny. Totalnie inspirujący i wznoszący na wyżyny duchowe, ale też niejednokrotnie obarczony ograniczeniami i przeciwnościami.

Ta historia pokazuje, że człowiek może pojechać na drugi koniec świata, ale i tak nie ucieknie od własnych problemów. Myśli Pani, że przed emocjami w ogóle da się ostatecznie uciec?

Uważam, że nie można uciec, lecz można nad nimi panować. Wiem też, że w pewnych sytuacjach jest to wręcz wymóg, któremu należy sprostać.

Karaiby, słońce, niebezpieczeństwo, namiętność. Co było dla Pani najważniejsze w tej historii: adrenalina, romans czy jednak opowieść o kobiecie próbującej odzyskać kontrolę nad swoim życiem?

Zdecydowanie romans i humor. Pisząc, świetnie się bawiłam i chciałam, aby mój nastrój choć troszeczkę udzielił się Odbiorcom tej historii.

Książkę Tropikalna strefa uczuć kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.