Życie jest tak fascynujące dlatego, że każdy człowiek jest inny, a ta odmienność pozwala nam odkrywać, interesować się, wymieniać doświadczeniami i poglądami więcej...
napięciem wygniatam te myśli. kotłuję je w sobie zbyt ostro.
zgrzytamy w niejasnościach odrębnie, gdy zabijam uczucie zakaźne.
co którąś tam wiosną za wczasu, bo od niej się świat ci zaczynał.
wybaczam więcej...
Chyba Kacper nie zdawał sobie sprawy z tego, że bardzo mnie zranił tymi słowami. Bez słowa odeszłam, zalewając się łzami. Wiem, że to, co powiedział było wypowiedziane w gniewie. Niestety nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego strata naszego dziecka jest dla niego sprawą niegodną pamięci. Zapłakana weszłam do mieszkania Hipa. Byłam sama. Pospiesznie weszłam do sypialni więcej...
Wciąż mam plany! Wywiad z Małgorzatą Kalicińską
- Po pięćdziesiątce, po wyfrunięciu dzieci z gniazda, zaczyna się dla nas nowy, dobry czas – to czas dla nas! Nie są konieczne totalne zmiany, rozwody etc, ale można się wówczas skupić na sobie, swoich potrzebach więcej...
Spadkobierca starego rodu Ardayrów, John, czuje się zagrożony w swoich prawach przez nieślubnego syna swego ojca, Ferdynanda. Sytuację może uratować jedynie posiadanie legalnego potomka, który zagrodzi awanturnikowi drogę do nazwiska i majątku. John żeni się ze swoją kuzynką Amarylis. Wkrótce okazuje się, że małżeństwo nie może zostać skonsumowane. John przeżywa tragedię, niedoświadczona Amarylis nie bardzo rozumie, co się wokół niej dzieje. Wybucha wojna i John ma wkrótce pójść na front. Jeśli zginie, cały majątek Ardayrów przejmie znienawidzony Ferdynand. John rozpaczliwie szuka wyjścia i znajduje... Ostatnią noc, przed wyjazdem Johna na front, jego żona spędzi z ich kuzynem, Denzilem, oczywiście nie wiedząc o tym. Denzil w ciągu całej nocy szepnie tylko jedno słowo "Ukochana" i kiedy później Amarylis spotka go przypadkowo, rozpozna po tym słowie prawdziwego ojca swego dziecka. Będzie tu jednak wiele intryg, sporo dramatycznych przeżyć. Eleonorę Glyn krytyka uznała w Polsce za "polską Rodziewiczównę" lub "niemiecką Courths-Mahler". Sprawdźmy czy tak było istotnie.
[Akapit, 1991]