Koszatniczka
opowiadania >



Myśli wirowały, nie układały się tak, jakby chciała i nie dawały ani poczucia spokoju, ani szczęścia. Każda chwila to plątanina żalów z przeszłości i pytań, na które nie znała odpowiedzi i nikt nie znał bo każdy ma swój plan zapisany dla niego bez jego wiedzy i przyzwolenia. Coś w głowie wiruje, najczęściej oskarża, czasem usprawiedliwia wszystkich wokół. I tak codziennie od przebudzenia aż po noc, gdy leży już w łóżku patrząc w okno na światło przepływające od czasu do czasu Przed sobą przyznaje się do rozpaczy i samotności, choć za chwilę wydaje jej się, że nie ma prawa bo coś ma, a są tacy, którzy od początku nie mieli albo utracili na skutek tak skrojonego planu. Wstyd i duma, dążenie zawsze do ideału to one zawsze wyznaczały jej wybory i powodowały wszelkie działania, choć czasem dusiła się w tym ciasnym wizerunku, gdzie brak elastyczności, swobody, spontanicznego uśmiechu, a jeśli już był wymuszony jakimś sposobem to natychmiast wywoływał poczucie winy i przywracał stary porządek.Poczucie winy i surowość osądów, to są najwięksi zjadacze jej duszy. Odsuwały od niej ludzi, budowały mury i posągowy kształt dojrzałej kobiety, która w swoim zewnętrznym wyglądzie próbowała zachować resztki znikającej młodości. Próbowała się z nimi rozprawiać, choć dziś wiedziała, niemal na pewno, że zrodziło je dzieciństwo – początek wszystkiego.


Musiała przystanąć na palcach , aby popatrzeć przez przybrudzone okno na piękną kopułę dostojnego kościoła, z którym sąsiaduje kamienica, w której mieszka teraz Agata. Blade wiosenne słońce rozświetla krajobraz. Przymknęła na sekundę oczy i czuła jak delikatnie ogrzewa zapylone powietrze miasta. Wokół rozpościerał się wspaniały widok przykościelnego placu, na który wychodzą szerokie schody z potężnymi filarami po prawej i lewej stronie. Ludzie, którzy tamtędy przechodzą czasem odwiedzają katedrę. Zatrzaskują z trudem ogromne drzwi i przenoszą się na parę chwil w inny wymiar. Odrobina mistyki, inny zapach i cisza są im potrzebne w tym zabieganiu. Znała to cudowne uczucie, kiedy człowiek może mieć najbardziej obrzydliwą tajemnicę,, która właściwie jest pragnieniem, a może nawet marzeniem i nikt o niej nie wie. Ona jest w głowie, rozwija się, gdy przełykasz ślinę, i czujesz rytmiczne bicie własnego serca.


Lubiła ten widok z okna na poddaszu tak samo jak Agata, która czuje się tutaj bezpiecznie. Niedaleko przydzielonego jej domu, w którym spędziła dzieciństwoAgata była w tym domu od siódmego roku życia ze swoim czteroletnim bratem Andrzejem, od czasu, kiedy ich rodzice w odurzeniu alkoholowym zapomnieli, na kilka dni że muszą się nimi opiekować. Matka obudziła chłopca z popołudniowej drzemki z zamiarem wyjścia do przedszkola. Usłyszała wtedy:


- Mamo, ale jest ciemno


- Która godzina? – zapytała ze swoistą nerwowością i drżeniem rąk.


Odpowiedź wydała się oczywista. Usiadła więc i zapaliła z ulgą papierosa. Czuła, że znowu musi zacząć ogarniać to, co wokół. Znów nastąpiło kolejne opamiętanie, ale za każdym razem stawało się one coraz trudniejsze. To właśnie zapamiętała Agata z domu rodzinnego.


Dom, który został przypisany jej i bratu na dalsze dzieciństwo ukształtował całe dorosłe ich życie. Które dzieciństwo bardziej wryło się i wyznaczyło szlaki w dorosłości?


Moje było jedno, a więc łatwiej je rozpoznać, nazwać i potępić, albo uwielbić za to, że nie było gorsze. Agata grzecznie, znosiła wszystkie panujące tam zasady i procedury.


Ze swoim bratem była najlepszym dzieckiem, ale paradoksalnie nikt ich nie chciał, nie mieli szczęścia. Może chciała stamtąd uciec? Nigdy tego nie zrobiła. Dotrwała do końca swojego dzieciństwa i przekroczyła próg dorosłości. Wydawało jej się, że zyskała wolność i wszystko się zmieni, ale nie. Potem już zawsze z każdym dniem swojej dorosłości przekonywała się jak bardzo się myliła.


W końcu ma teraz dom, dzieci i pracę, a do kieliszka sięga, tylko, gdy nikt nie widzi.


Wracała z pracy idąc przyspieszonym krokiem wzdłuż starej kamienicy przy ulicy Powstańców. Nie zastanawiała się nad tym co wokół, choć zawsze podświadomie wybierała tę samą drogę, żeby otrzeć się bokiem o stare kąty, kiedyś może znienawidzone, dziś oczyszczone z przykrych wspomnień. Z daleka zobaczyła znajomą postać pani w średnim wieku, która podąża z naprzeciwka. Ciemne włosy krótko ostrzyżone, wyraziste okulary i charakterystyczne kroki na rozstawionych stopach upewniły Agatę, że to Krysia. Nie była sama. Szła z jakimś wysokim mężczyzną w płaszczu i z teczką w ręku. Mimo to ucieszyła się na jej widok. Zbliżały się do siebie witając się wstępnie kurtuazyjnym uśmiechem. W końcu przystanęły, a razem z nimi mężczyzna, który przyglądał się badawczo młodej dziewczynie.


- Dzień dobry ciociu – powiedziała Agata


- Dzień dobry. Raczej nie ciocia tylko pani – usłyszała w odpowiedzi.


Agata nie spodziewała się, że ktoś kto wydawał jej się tak bliski potraktował ją jak wychowankę, która figurowała kiedyś w dokumentach tego domu. Teraz straciła orientację jak rozmawiać i o co pytać. Speszyła się a, może zawstydziła.


- Co u Ciebie? – uprzedziła ją pani Krysia


- A wszystko dobrze. Wracam z pracy. Idę po Jagodę do przedszkola – odpowiedziała spokojnym, uprzejmym głosem.


- Ja do urzędu. To do widzenia.


Nie mogła uwierzyć. Tak bardzo chciała z kimś porozmawiać. Nosiła w sobie ten ciężar już od dłuższego czasu. Dzień po dniu drobne problemy urosły do takiego wymiaru, że rano nie chce się wstawać z łóżka, a wieczorem nie można zasnąć. Bała się, że wróci uczucie niemocy i zwątpienia, które parę lat temu przywiodło ją na oddział psychiatryczny. Teraz nie wyobraża sobie takiej sytuacji. Ponad wszystko kocha swoje dziecko. To dla Jagody musi być silna i odważna, żeby historia, którą zna nie musiała się powtarzać. Chciała tylko wylać z siebie bolączki dorosłego życia, w którym tak naprawdę troszczyła się o swoje dziecko, brata no i męża, który zamiast być wsparciem komplikował i utrudniał ważne sprawy.


Doszła w końcu do przedszkola. Zapomniała teraz o sobie i o tym, co się wydarzyło. Oczekiwała chwilę w szatni, przekładając już małe ubranka. Przybiegła Jagoda rzuciły się sobie na szyję. To są właśnie światełka czyli

- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
niewnikaj Linia koment
Dodany:2016-03-24 19:55:29, Ocena: 5.0
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów