Wprowadzenie, spis treści, część pierwsza
opowiadania >



na który ona przystaje zawadiacko mówiąc „Dobra”, a pozytywna energia tych zabaw udziela się całemu wagonowi, zwłaszcza wzruszonym młodym kobietom, którymi kieruje instynkt macierzyński i intuicja podpowiadająca, że na stacji „Plac centralny” słodka dziewczynka, a zwłaszcza jej matka wracają do innej rzeczywistości niż ta w towarzystwie „pana”, o którego upomina się wysiadająca niechętnie córka.


Wspomnienie 6


Nici ze wspólnego sylwestra. Dłuższe rozstanie. Międzyczasie nieudana próba ucieczki z dziećmi do szwagierki zakończona zasłabnięciem. Ma problemy z krążeniem i drogami oddechowymi. Właściwie przy wysiłku lub emocjach może po prostu zejść. Poza tym ma jakieś druty w przedramieniu po otwartym złamaniu nabytym w bójce, tak jak blizna na łuku brwiowym. Przy jej dłoniach to jego zdają się kobiecymi. Temperament i akcent, nie potrafię pisać w używanej przez nią odmianie polszczyzny, ale skoro cygański jest przekazywany tylko ustnie, bo Romowie nie mają swojego pisma, to chyba także w innych językach gadają niepiśmiennie. Ale przekręcanie słów przez kobietę i specyficzny sposób konstruowania zdań dodają jej tylko niepowtarzalnego uroku.


Wiosenne pretensje po nieudanej akcji organizowania forsy, zaliczka na mieszkanie przepadła, nieudana próba wyłudzenia telefonu na sprzedaż. Mimo prawieżekłótni, romantyczny spacer, noszenie na barana i pierwszy głęboki pocałunek. Pyta go czy już dupczył. Zapewnia, że jest bosko. Ich ciała pierwszy raz są tak blisko, ale on trochę się peszy, bo targają nim wątpliwości, coraz bardziej się zakochuje, lecz coraz mniej wierzy w powodzenie.


Wspomnienie 7


Pamiętna Wielkanoc. Mówi przez telefon, że potrzebuje sukienki na pogrzeb. Pierwsza myśl – Patryk. Na szczęście i nieszczęście nie. Brat Mirka. Ale to Lazar i Kostika, jej bracia go zabili. Kostek dźgnął go nożem sześć razy. Od razu ich aresztowano. Mirek wyrzucił ją razem z dziećmi, a jego rodzina chce krwawej zemsty. Zatrzymała się u siostry i jej chłopaka razem z Beatą. Mieszkanie pana Jurka, który był ich gospodarzem było przechowalnią masy rupieci, których nie pomieściłoby chyba miejskie wysypisko. Mondruca, która zaprowadziła go do mieszkania w kamienicy w samym Rynku, gdzie leżała jej chora siostra okupowana przez Kasię i Bobasa również wykazywała intensywny charakter. Pod krzywym spojrzeniem Roberta Kasandra rzuca się w ramiona rozpoznanemu, zapowiedzianemu i wyczekiwanemu zapewne gościowi. Zabrał jej pieniądze zebrane w Święta. Dzwoni jakaś wredna kuratorka. Zanosi się, że na dniach zabiorą dzieci albo każą jej wrócić do Mirka. Pierwsze spotkanie z Bobasem. Widać, że będzie sobie radził. Bystry chłopak. Lacrima ma gorączkę i ledwie żywa błaga o pomoc. W tym syfie trudno wytrzymać. Wraca właściciel, pan Jurek, starszy, zaniedbany pijaczek. Niepożądany gość ma kwadrans na opuszczenie posesji. Mondruca zrywa międzyczasie zasłonki i firanki. Przeczuwał, że noszenie na rękach krzyczącej „patrzcie na mnie” Kasandry jest ich ostatnią zabawą, a przykrycie kocem i wtulenie się w drżące ciało Lacrimy symbolem pożegnania i umycia rąk pod strumieniem bezsilności. Mój przyjaciel wyszedł stamtąd z przeświadczeniem całkowitej bezradności i rozpaczliwych pretensji wobec niesprawiedliwości świata.


Napisał do Beaty sms-a, że nie jest w stanie zrobić nic więcej, ale nie potrafi powiedzieć tego Lacrimie w oczy.


Trudno. Nic nie mógł zrobić. Zwłaszcza, że zdominowany przez ojca nie chciał potęgować swoistej patologii rodzinnej. Odreaguje pisaniem zażaleń do szuflady, które docenią po jego upadku.


2


Z przepustką lekarskiego zwolnienia od obowiązków udaję się na spacer po historiozoficznym wideoklipie, by niczym Ś.P. Zbyszek Cybulski miotać się na zgliszczach w beznadziejnym tańcu. Zanim rzucę się w otchłań grafomanii stosowanej wyjaśnię, że obecność hepyjendu na początku świadczy o stanie zawieszenia oczekiwanego efektu, o jego swoistym zamrożeniu na czas walki o swoje z przeciwnościami losu predysponowanymi kombinacją kwasów czy odgórnym wyrokiem spisywanym skrupulatnie przez Bożych skrybów na niewidzialnych zwojach. Przed rozpoczęciem malowania szczegółów całe płótno pokrywamy podkładem próbując tak oprawić w ramy naszego obrazu całokształt człowieczeństwa.


3 (Flamenco)


Kochać. Autoblokada. Monolog samotności zaprowadził mnie na szczyt sterty śmieci, który spreparowanymi łzami i domysłem starożytnej muzyki chciałem zmienić w greckie wzgórze, z którego zrzucono by mnie ułomnego w przepaść wolności. Więc mówią swe stanie na krawędzi, gdzie z góry widać rozległe ciało. Robią atomowe zdjęcia. To ja stałem z duchem na ramieniu, a ty popatrz zoomem za moją twarzą, gdy wiruje wokół niej mijane po okręgu zewnątrz. Muzyka przez mgłę tańczy w zawrocie głowy, od którego wybawia trzeźwość uderzając w płuca z chłodem deszczu. Słyszałeś? Strzelają? Ojczyzna. Minęła. Powstała? Odmieniona. Jest ojczyzna. Pizda. Patrz on gwałci. Ja mam prawo do oblubienicy. A my naród, tak wielu? Czyż chcecie zrobić z niej dziwkę wbrew świętemu kropidłu, przyjacielu? Od kiedyśmy są na wy? Strzelają? Już nie. Ojczyzna? Świat. Rewolucja? Taka moda. Sznurki granic łączcie się bezgranicznie. Jedna granica. Za nią wielka nierządnica. Taki biznes. Zobacz, jakie wielkie prącie. Ona pragnie wiecznego orgazmu, historia musi trwać. Taka kultura. Trzeba krwi do podtrzymania erekcji. Kręgosłup ludzkości i poprawności dziejowej nie może pęknąć z przemęczenia, pomożecie. I ktoś mnie ma w dupie, ale to ja jestem dymany wśród przygnębienia niskostrojonych skrzypiec wypłakujących z niepokojem obroty rzeczy. Z granicą wokół szyi spaliłem rękopisy, bękarty mojej choroby psychicznej. Wychodząc z siebie nierzeczywistego na spacer nie jestem pewien czy schodzę na ziemię. Ona raczej mnie przyciąga, to udowodnione naukowo. Ale grawitacja w diagnozie depresji, gdy nie mam biustu, któryby obwisł odpada. Może właśnie nierzeczywistość mnie stąpa po ziemi? Lecz czy ulatując w niefizyczne się utwierdzę? Zataczam kolejny krąg przebierając rękami w widmie moich cielesnych pragnień, które rozstępują się pod ręką jak czerwone morze, morze rozkoszy wsiąkające w rzeczywistość przeze mnie nieobecnego, filtr przepuszczający okazje. Jestem. Czy pragnienie może nie być ciałem nie będąc śmiercią? Oto stoi a strumień zaklętych w wodę pożądań czyni ją obiektem plastikowej wojny wywołanej wilgotnym przyleganiem szaty do piersi. Naboje mi się skończyły, czas umrzeć z pragnienia. Wymyślam im grzech, którego sam się boję, pistolety na wodę nie skutkują, gdy się stoi na zamarzniętej krawędzi siebie. Strzelają? Zdawało ci się. Nowy kraj? Świat ...albo bandyci. Zanosi się na burzę. Gesmo, który pragnął słowami skomponować muzykę zdawało się, że z grzmotem goniącym swój odrzutowiec spada narastająco na ziemię strumień flamenco. Tylko się zdawało.


4


Karcony przezroczystymi ścianami labiryntu stojącego na drodze do drugiego człowieka, zapragnął chwili nie mogąc liczyć na dożywocie i z czysto ludzkiej ciekawości spytał tą przypadkowo ładną kobietę umęczoną tramwajem cywilizacji, że chciałby ją pocałować...


Spoliczkowany Gesmo – pisarz bierze się w końcu do poważnej roboty pamiętając oczywiście

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów