Torebka pani Ziemniakowej
opowiadania >



Lubicie Toy Story? Naskrobałem to miesiąc wcześniej na prośbę przyjaciółki a wysłałem komu innemu w fatalnej chwili. Miało być wesoło na święta a jest bardzo źle. Czy dobre zakończenia są tylko w bajkach? Ktokolwiek to czyta: Mam nadzieję, że przynajmniej raz się uśmiechniesz!



Dziecięcy pokój chłopca niemal całkowicie pogrążył się w mroku. Na szczęście, zza okna wpadało do środka jasne światło z ulicznej latarni i odbijało się od niebieskiej tapety ze wzorami srebrzystych gwiazd i kolorowych planet układu słonecznego. Na dworze padał gęsty śnieg, noc była bezwietrzna więc płatki opadały z nieba bardzo powoli, aż dało się rozpoznać cień śniegu w poświacie jaka roztaczała się w środku domu. Światło i cień swobodnie szybujących grubych płatków śniegu padało na podłogę, łóżko i półki wyławiając z ciemności małe postacie zaczynające właśnie nocne tryb życia. Chłopca nie było, wyjechał z rodzicami po świętach na sylwestra, a że był już nastolatkiem, nie zabrał ulubionych zabawek jak to robił jeszcze kilka lat wcześniej więc zabawki zostały same i każda robiła to na co miała ochotę. Domu przez kilka dni pilnowała babcia a że była już bardzo stara, trochę głucha i słabo widziała, zabawki poczuły się jakby były same. Coś pstryknęło i włączyła się lampa stojąca na biurku chłopca, oświetliła podłogę na środku pokoju jakby to był plac defilad a lampa była słońcem w samo południe.



Tuż pod biurkiem plastykowe żołnierzyki wyskoczyły ze swego wiaderka i ustawiły się w równym rzędzie przygotowanym do musztry prowadzonej przez surowego sierżanta:
- Wyrównać szereg! - krzyczał doniośle - Wciągnąć brzuch! Dopiąć guziki! Kowalski! Ty tumanie zawiązać sznurowadeł nie umiecie? Natychmiast poprawić!
- Przepraszam panie kapitanie! Już poprawiam!
- Po co mnie przepraszacie? Jeżeli podczas akcji noga wam się podwinie i zostaniecie leżeć na polu bitwy, wroga nie przeprosicie bo słuchać nie będzie. Kultura jest dla cywili a nie dla żołnierzy!
- To dlatego nie możemy używać brzydkich słów kapitanie? - zapytał nieśmiało kapral.
- Nie przeklinamy bo jesteśmy zabawkami i dzieci mają z nas brać przykład! Zresztą co mi tu głowę zawracacie kapralu! Ćwiczenia i tak was nie ominą. Nie pytać! Słuchać i wykonać! W lewooo PATRZ! Na przóóód MARSZ!
No i żołnierzyki zaczęli maszerować tam i z powrotem w równym rzędzie pod komendą surowego ale bardzo troskliwego kapitana. Stukali swymi plastykowymi podeszwami butów o drewnianą podłogę jednostajnym miarowym krokiem, jakby nie była ich cała setka plastykowych żołnierzy tylko jeden wielki prawdziwy żołnierz w plastykowych butach.



W tym samym czasie, na łóżku chłopca kosmonauta Buzz Astral podskakiwał jak na trampolinie, odliczając głośno każdy coraz wyższy skok, za każdym razem próbując złapać lampę wiszącą u sufitu. Kowbojka Jessy przyglądała mu się zachwycona siedząc na brzegu łóżka a kiedy kosmonauta odbijał się od łóżka, jej czerwone warkocze podskakiwały jak żywe i co skok zmieniały pozycję na kraciastej koszuli dziewczyny, raz lądowały na ramieniach, raz na plecach, raz na piersiach. Jej długie rzęsy trzepotały szybciutko kiedy Buzz zawisał na chwilę w powietrzu kiedy tracił na prędkości i siła ciężkości zaczynała ciągnąć go w dół.
- Raz... Dwa... Trzy... Jeszcze... trochę.... To... Ją... Złapię! - wyciągał swoje dłonie w kierunku lampy.
- Buuuzzz - zagadała zalotnie kowbojka.
- Słucham... panienko. - odparł pewny siebie kosmonauta i tylko siebie.
- Możesz odliczać po hiszpańsku. Jesteś wtedy taki... inny.
- Oczywiście! - wykrzykiwał słowa tylko kiedy sprężyny wyrzucały go do góry - Uno... Duos... Tres... Quatro. Hej to pomaga! Lepiej się skacze!
I rzeczywiście zawisnął na lampie chwytając się jej dłońmi i spoglądając z uśmiechem w dół na zachwyconą Jessy.
- Ju! hu! - Skoczyła zadowolona - A co teraz? Zeskoczysz do mnie i pójdziemy posłuchać muzyki i potańczyć?
- Nie! - odpowiedział stanowczo jak prawdziwy bohater. - Wolę się pohuśtać!
Jak powiedział tak zrobił. Bohater wymachiwał nogami wiszącymi nad przepaścią z wypisaną radością na twarzy podobną raczej do kilkuletniego chłopca a nie zdobywcy kosmosu. Z wysoka nawet nie zauważył jak Jessy zrzedła mina i usiadła na łóżku spoglądając na kosmonautę licząc po cichu na to, że spadnie tuż obok niej i nabije sobie guza aby mogła go opatrzyć i posmarować czymś co strasznie piecze. Buzz huśtał się coraz mocniej i mocniej aż puścił się nagle wylatując do przodu jak małpa w dżungli skacząca z drzewo na drzewo. Niestety nie spadł na łóżko, jak życzyła sobie tego Jessy, tylko złapał się najwyższej półki z książkami, wspiął się na górę i stanął zadowolony z siebie w najwyższym miejscu w pokoju gdzie widział wszystkich swoich kolegów.



Na samym dole, Chudy pędził na swym rumaku przez całą długość dywanu goniąc Cieńkiego i próbując chwycić go na lasso. Pies na całą długość rozpiętości naciągał swą sprężynę, która łączyła jego głowę oraz przednie łapy z ogonem i tylnimi łapami, zawracając przyśpieszał za każdym razem zwinnie odbijając się od pionowej ściany. Kowboj nie mógł go dogonić, bo musiał hamować na każdym zakręcie i rozpędzić na nowo co kosztowało rumaka sporo wysiłku.
- Ha, ha! Nigdy mnie w tym pokoju nie złapiesz! - zaszczekał pies.
- Na prostej nie miałbyś szans! Ale poczekaj znajdę jeszcze sposób!
Kowboj w pełnym galopie przebił się pomiędzy nogami stołu i na indiański sposób zwisnął z boku siodła aby sięgnąć do otwartej szuflady i porwać z niej wystające pudełko kolorowych kredek. Kiedy wyjechał spod stołu zawrócił szerokim łukiem i zbliżając się do środka pokoju wysypał na dywan całą zawartość pudełka. Pies nawet nie zauważył co zaplanował Chudy, pędził co sił w nogach pewny tego, że znowu mu ucieknie. Minął zwinnie przejeżdżającą koparkę ze stertą klocków transportowanych do poukładania w kartoniku, spacerującym Dinem z książką o dinozaurach zakręcił jak tornado blaszanym kogutem na dachu, przeskoczył nad pociągiem jadącym na przegląd do zestawu młodego elektryka i już wylądował przednimi łapami na ścianie, po chwili dołączyła reszta jego długiego ciała. Odbił się i jednym skokiem wylądował za doganiającym go Chudym. Zanim kowboj zahamował, obrócił się i na nowo rozpędził rumaka do galopu, jamnik dobiegał już do środka pokoju. Tym razem nie wywiesił języka, zadowolony z prędkości i sukcesu ucieczki zdążył tylko

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów