KAY-rozdział trzeci
opowiadania >



Rozdział trzeci

Chicago

Srebny ford ranger zatrzymuje się na Adams Street.Ubrany na czarno meżczyzna wchodzi do jednego z domów.Kieruje swe kroki w stronę kuchni,skąd dochodzi kobiecy głos nucący Bruc’a Sprngstena...
Kilkanaście minut później dzwoni:
-Co masz mi do powiedzenia?
-Kochanka, nie będzie pana dręczyć.
-Znakomicie.
Rozłączywczy się wybiera kolejny numer:
-Masz chwilę czasu?
-Dla ciebie zawsze.
-Bądź u mnie za godzinkę.
W domu nad brzegiem jeziora:
-Stęskniłaś się za mną?
-Nie wiesz jak bardzo,a ty?
Tajemniczy męzczyzna w milczeniu rozrywa bluzkę.Dziewczyna opiera się o scianę,jej obnażone piersi oddychają coraz szybciej.Na swym ponętnym ciele czuje oddech,pocałunki.Nieznajomy targa króciutką spódniczkę.Nagą rzuca na pościel....dając upust swym dzikim żądzą...
-Daj papierosa.
-Palisz?
-Od tygodnia...dzięki.
W głębach dymu:
-Nie spodziewałam się twego przyjazdu.
-Lubię sprawiać niespodzianki.
-O tak,myślałam że zostaniesz w mieście aniołów
-Wolę być z aniołem.

Policjanci znajdują zastrzeloną kobietę...

*******


Los Angeles

Przed posterunkiem policji:

-Czy to pani pomogła kobiecie w budynku Wilsher’a?
-Tak,kim pan jest?
-Colin Lockhard mąż Lucy.
-Jak się czuje żona?
-Jest zrozpaczona...oboje jesteśmy.
-Czy coś się stało?
-Dziś rano lekarz powiedział że nasza córeczka umarła w nocy.
-Przykro mi.
-On kłamie...
W szpitalu zadzwoniła komórka:
-Czego chcesz?
-Mamy kłopoty,Lockhard rozmawia z policjantką...

Na policyjnym parkingu:
-Nie wierzy pan w śmierć swojego dziecka?
-Wraz ze żoną wiemy że nasza córeczka żyje.
-Pokazano wam akt zgonu?
-Tak,jednak gdy poprosilismy by pozwolono nam ostatni raz zobaczyć córeczkę odmówiono.Nie uważa pani ze to dziwne?
-Owszem,jednak...
-Błagam,proszę nam pomóc
-Przyjrzę się sprawie
-Dziękuje.

Policjantka wchodziła do budynku,gdy usłyszała huk.Odwrócila się-Colin leżał na jezdni. Czerwony Wan spiskiem opon skręcił w pobliską ulicę.
„Mój Boże”- pomyślała Kay,biegnąc do ojca dziecka.Mężczyzna nie żył.
-Co się stało?- spytał John.
-Ktoś go przejechał.
-Wypadek?
-Czuje,że ktos to zrobił z premedytacją.Chwilę wczesniej prosił mnie o pomoc i nie żyje.
-O co tu chodzi?
-Opowiem Ci w radiowozie.
-Gdzie jedziemy?
-Do szpitala San Bernardino.

Podczas gdy Kay z Johnem przyglądała się sprawie państwa Lockhard,sprawdzając dokumentację medyczną,rozmawiając z lekarzem i dyrektorem szpitala radiowóz E-26 przewoził złapanego przez policjantkę przestepcę:
-Co zrobiliście z moją wspólniczką?
-Siedź cicho.
-Co znią?
-Zamknij się.
-Mam prawo wiedzieć.
-Nie masz żadnego prawa.
-Nawet we wiezieniu są prawa a tym bardziej na wolności.
-Dobra gnojku,twoja wspólniczka jest w kostnicy.

Parę minut później:
-Zatrzymaj się na stacji.Skoczę po fajki i za potrzebą.
-Nie powinismy z podejrzanym.
-Nie ucieknie.
-No dobra,tylko się pospiesz.
Siedzący za kierownicą policjant poczuł kajdanki na gardle:
-Mów kto zabił dziewczynę
Cisza
-Mów!
Sciskając mocniej kajdanki
-Gadaj psie!
Dusząc się
-John...Hatchet.
Policjantowi mężczyzna zabrał broń,przestrzeliwszy kajdanki odjechał z piskiem opon. Funkcjonariusz wybiegł znajdując martwego partnera:
-Do wszystkich jednostek w rejonie 10,zgłaszam ucieczkę.Przestępca porusza się policyjnym radiowozem E-26,jest uzbrojony.
-Tu E-49,widzimy go,podejmujemy pościg.
Chwilę później:
-Nie złapiecie mnie.
Padają strzały,policjanci odpowiadają ogniem-jedna z kul rozbija tylną szybę,świszcząc tuz obok twarzy przestępcy.Mężczyzna skręca w stronę zatoki.Tuż zanim policyjny radiowóz:
-Już nam się nie wymkniesz.
Ścigany nie zwalnia,wciska pedał gazu do oporu
-Zwariował...
Pędzący 180mil na godzinę samochód przekracza granicę klifu z impetem wpadajac to wody...


*******

Wieczorem zmęczona Kay wróciła do domu:
-Mamo,mamo-dziewczynka radosnie wpadła w ramiona matki.
-Moje słoneczko,jeszcze nie śpi?
-Wraz z tatą czekamy na Ciebie.
-Cześć,kochanie
-Cześć skarbie
Długi pocałunek na powitanie
-Chodź aniołeczku,pójdziemy do łóżeczka
-Poczytasz mi?
-Jenny nie męcz mamy
-Jedna bajeczka,zgoda?
-Tak.

W blasku świec:
-Służę pieknej pani,proszę wygodnie usiąść-już podaję pyszności.
-Czym sobie zasłużyłam...
-Swą miłością i szczęściem jakie mi dajesz
Usmiechająć się
-Jesteś kochany.Ymm....pięknie pachnie....ymmm....delicje
-Miło słyszeć...jesteś mym aniołem...

W Beverly Hills płacz dziecka obudził śpiącą w pokoju obok kobietę...Na lotnisku wylądował prywatny samolot.












- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów