*DZIECI MIECZA* cz. 3 "Sprawiedliwość"
opowiadania >



Przepraszam za długą przerwę, ale byłam zbyt przestraszona przed rozpoczęciem studiów, żeby coś napisac. Mam nadzieje, że wybaczycie i oddaję w wasze ręce kolejną częśc. Miłego czytania :*



Aido przechadzał się spokojnym krokiem wokół izby, nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Siedzący w rogu grubas, wysunął się w końcu w krąg światła ukazując bezzębną paszczę, którą starał się uśmiechnąć do dzieci. Dziewczyna odruchowo wsunęła się za przyjaciela i wyglądając zza jego ramienia zerkała niepewnie na członka Gwardii. Zawsze wydawało jej się, że muszą się oni prezentować jak na rycerzy przystało, jednak ten mężczyzna bardziej przypominał jej tłustego szczura, który wydostał się w jakiś sposób z kanałów, prowadzonych wokół dworu cesarskiego i przywdział ludzkie ubrania.


- Nie bójcie się. Samir tylko tak wygląda, jest na prawdę dobry – stojący najbliżej żołnierz uśmiechnął się ciepło do przestraszonej dwójki.


Grubas zachichotał dziecinnie i machnął tylko niedbale ręką, przywołując tym samym Anij do siebie. Zaprowadził ją przed ogromne lustro, pokrywające prawie połowę ściany komnaty.


- Patrz uważnie chłopcze. Ta tafla sprawdzi, czy jesteś godzien być następcą twego ojca – powiedział cichym, piskliwym głosem i popchnął ją w stronę lustra.


Dziewczyna odruchowo wyciągnęła przed siebie ręce, chcąc odepchnąć się od zimnego szkła. Jej dłonie jednak wniknęły w nie, jak i reszta popchniętego ciała. Zdezorientowana wylądowała na kolanach, w otaczającej ją ciemności. Po chwili usłyszała tylko, ze ktoś upadł obok niej i po omacku ścisnęła rękę Aido.


Chłopak wstał pociągając ją za rękę ku górze. Stanęli, przylegając do siebie plecami, niepewni co się właściwie stanie. Kiedy otwierali usta, żeby coś powiedzieć, okazywało się, że nie mogą wydobyć z siebie najmniejszego dźwięku. Nie widzieli nawet czubków swoich nosów. Powoli jednak ciemność przechodziła w poranną szarówkę, która umożliwiła im dostrzeżenie rzeczy, znajdujących się niedaleko przed nimi. W pewnym momencie, kiecy przestraszeni ściskali swoje ręce, coś odrzuciło ich od siebie. Odruchowo sięgnęli po miecze i każde z nich osłoniło się przed niespodziewanymi ciosami, które spadły na ich głowy.


Anij odparowała uderzenie odskakując kawałek. Jej oczy rozszerzyły się ze zdziwienia, kiedy zobaczyła swojego przeciwnika. Przed nią stała ona sama, trzymając miecz w przeciwnej ręce i uśmiechając się obłąkańczo. Spojrzała na przyjaciela, żeby sprawdzić co się z nim dzieje, ale zobaczyła tylko, że ten bije się z powietrzem. W tym momencie zamknęła oczy, czując rozdzierający ból w głowie. Stojące przed nią widmo przechyliło głowę przyglądając się dziewczynie przez chwile, kiedy przez jej myśli przemykały różne etapy jej życia i wszystkie większe i mniejsze przewinienia.


Sobowtór zaatakował wykorzystując moment słabości. Przed każdym zadawanym jej ciosem, dziewczyna widziała jakiś popełniony w przeszłości grzech. Broniła się jednak dzielnie przed każdym uderzeniem, starając się go uniknąć lub odbić. Kiedy widmo nie dawało za wygraną zobaczyła ostatni obraz, siebie przywdziewającą męskie ubrania i wtedy zrozumiała. Wypuściła ze swojej ręki miecz. Przerażająca postać wyhamowała cięcie tuż przed jej ramieniem i uśmiechnęła się, po chwili skłaniając przed nią głowę i znikając. Dziewczyna odwróciła się, by spojrzeć na przyjaciela. Chłopak stał z bronią schowaną do pochwy i uśmiechał się do czegoś, czego nie mogła zobaczyć. Kiedy spojrzał w końcu w jej stronę coś wyciągnęło ich powrotem do rozświetlonej płomykami świec komnaty Gwardii Cesarza.


- Tak… Kiedy chcemy oceniać i karać innych, świadomość własnych błędów jest najważniejsza - Samir uśmiechnął się bezzębnie do dzieci i pogłaskał pieszczotliwie dłonią swój opasły brzuch. Mężczyźni stojący obok niego również się uśmiechali, zadowoleni, że nowe pokolenie było godne i zdało pierwszy test.


- Panowie! – do izby wpadł jeden z pałacowych służących i upadł w progu na kolana bijąc przed żołnierzami niski pokłon. – Najeźdźcy znów napadli! Tym razem na wschodnią wioskę!


Pięcioosobowa Gwardia zacisnęła dłonie na rękojeściach mieczy. Grubas roześmiał się ochryple i uniósł w górę pulchną dłoń.


- Na koń! Odzyskamy nasze miecze!



- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Pilar Linia koment
Dodany:2012-09-28 23:54:51, Ocena: 6.0
Fajnie, że już jesteś:) Rozdziałem oczywiście mnie zaspokoiłaś tylko na chwilę, węc nie masz wyjścia i musisz pisać:)

Ocenił/a na: 6
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów