Samotny lot
opowiadania >



LOT



- Skręć na 270 i kontynuuj. Over – usłyszał w słuchawkach.
Pilotował zupełnie nic nie widząc.



Gdy startował godzinę wcześniej, dookoła było piękne niebo, widoczność znakomita.
Meteo podawało lekki wiaterek z południa. Taki na 10-15. Idealna pogoda do latania.


Zawsze przed startem, Susanne żegnała go, gdy siedział już w maszynie. Taki mocny, namiętny buziak. Bez słów. Jednak on potrafił go odczytać „Po prostu wróć”. Po lądowaniu był drugi. Dłuższy „Jesteś z powrotem cały i zdrowy”.



- Zejdź powoli na 400, jesteś za wysoko, kontynuuj ten kierunek. Over. – prowadził go spokojny lecz zdecydowany głos z wieży. Dookoła była szaro–biała lepkość i musiał ufać tylko temu głosowi. Zaczynał się bać.



***



To był chyba jakiś omen. Dzisiaj Susanne nie mogła być na aerodromie. Nie mogła go pożegnać. Wszystko to była jego wina. Ta pogoda była tak piękna, że nie wytrzymał. Bezmyślnie sam pojechał na aerodrom i przygotował „Pirata” do lotu.


Wszyscy byli zdziwieni, że jest sam.


- Hej, Bob, a gdzie Suzy? – doleciał go głos szefa mechaników.


- Dojedzie – rzucił odwracając się – to ja wyrwałem wcześniej.


- Ha, ha, ha, - roześmiał się „Ginger” mechanik – uwiodła cię pogoda?


- Chyba coś w tym jest – pomyślał Bob – rano wyjrzałem przez okno i aż dech mi zaparło.



Lina holownicza łączyła jego „Pirata” ze starą wysłużoną „Wilgą”. Konstrukcja sprzed kilku dekad, a jednak mechanicy sprawiali, że zachowywała się jak po opuszczeniu zakładów.


Sprawdził radio i wszystkie instrumenty. Kciuk w górę. Lina się lekko naprężyła i poczuł lekkie drgnięcie. Jego „Pirat” zaczął powoli sunąć do przodu. To miały być ostatnie loty przed wyjazdem na mistrzostwa. Był uważany za „czarnego konia”. Sam wiedział, że ma szanse zdobyć puchar…


Poczuł jakiś nieokreślony niepokój. Dyskomfort.


- Nie było Susanne, nie było buziaka – pomyślał


Odpędził te myśli i skupił się na pilotażu.



Na 800 metrach zwolnił hak liny. Uwolniona „Wilga” skoczyła do przodu. Jack, który ją pilotował, pomachał skrzydłami i mocno skręcił w lewo i w dół.


- Good luck – powodzenia – usłyszał głos Jack’a w słuchawkach.


Bob został sam. Sam z ciszą, szumem radia i… swoimi myślami.



Zobaczył Susanne nagą. Leżała przed nim z zamkniętymi oczyma, a on powoli masował jej stopy. Jej alabastrowe ciało ze śladami lekkiej opalenizny, błyszczało w świetle świec od wilgoci potu. Była szczęśliwa. Pocałował ją w największy palec, później w środek stopy…


- Aj, łaskotki – powiedziała ….



- Sierra, Papa, India, Zulu, Alfa, zgłoś się!


- Pirat, zero, sześć. Co z tobą! Skup się! Schodzisz za mocno w lewo. Wyprostuj maszynę i popraw kurs. Over. – głos z wieży kontrolnej przywrócił go do rzeczywistości.


Poprawił natychmiast szybowiec.


- Co się ze mną dzieje? – pomyślał


- OK., dzięki. Over – powiedział na głos.


Wtedy usłyszał, że mikrofon na wieży nie jest wyłączony. Na początku dolatywały jakieś strzępy dalekich i niezrozumiałych rozmów. Aż nagle usłyszał głos swojej Suzy.


- Cześć wszystkim. Nie wiecie gdzie jest Bob?


- Już w górze. Poszedł dziś na wysokie pułapy. – to był głos Marii, kontrolerki, która się próbowała beznadziejnie umówić z nim na randkę.


- Co??? Jak mógł mi to zrobić??? – Krzyk Susanne wwiercił mu się w mózg – po tylu latach.


Była wyraźnie wściekła.


- No nieźle narozrabiałem – pomyślał kontrolując jednocześnie wzrokiem wskazania instrumentów.


- Jak tylko przyziemię to będę ją przepraszał na klęczkach – myślał dalej – niech inni widzą mam to w d…


Nie zdążył dokończyć myśli, gdy się zaczęło.


- Pirat, zero, sześć. – wywołała go wieża – mamy problem…


- Tak, wiem - wskoczył nieprzepisowo w słowo – Susanne…


- Po pierwsze, to trzymaj się zasad i przepisów przy rozmowach, po drugie mamy ostre załamanie pogody… Suzy siedzi w kantynie i rzeczywiście wygląda jak burzowa chmura. Taka jak te, które idą na ciebie od SSE. Over.


Spojrzał w lusterko wsteczne i aż mu zaparło dech. Wyraźny front burzowy. Wysoki i wyglądający na agresywny.


- Fuck. – pomyślał – mam za swoje. Gdybym przyjechał z Suzy, to bym widział ten front i siedział grzecznie na ziemi.


- Kto jest jeszcze w powietrzu? Over – zapytał


- Tylko ty. – padła odpowiedź


W tle było słychać gwar głosów.


- Pewnie wszyscy siedzą teraz w wieży – pomyślał – nawet poczciwa pani Halina, która prowadziła kantynę. Ona zawsze się o każdego denerwuję.


Ta cudowna starsza kobieta. Bardzo polubiła Suzy. Zresztą z wzajemnością. Miały wspólną pasję: szydełkowanie.


To ona była inspiracją tych „lotniczych całusów”.


Wiele lat temu, właśnie na tym aerodromie, odbył swój ostatni lot Kazik „Crazy”, jej mąż.


Tego dnia całus był podobno bardzo namiętny i bardzo długi.


Akrobacje były niesamowite i nagle… Kazik wyprowadził swoją maszynę w piękną pikę, gdzieś na 1000 zrobił przewrót przez skrzydło i … pionową piką wbił się w ziemię. Wieża później podała, że miał włączone radio i śpiewał przepiękną piosenkę o miłości. Do końca.


Okazało się, że był nieuleczalnie chory. Nie chciał skończyć w bólach w łóżku. Wolał tak, jak kochał. W powietrzu. Pani Halina widziała cały lot stojąc na wieży. Głośnik był włączony na jej prośbę…



- Pirat, sześć, zero, - wyrwało go ze wspomnień – nie uciekniesz, będziesz lądował w warunkach ekstremalnych. Możliwe, że na ślepo. Over.


- OK. Zrozumiałem. Over.


W lusterku wstecznym spojrzał na zbliżające się chmury. Nie były granatowe i nie błyskały już wyładowania, jednak wciąż były ciężkie i bardzo ciemne. To nie wróżyło niczego dobrego dla jego delikatnego szybowca i niego samego.



Pierwsze krople zaczęły się osadzać na owiewce, gdy był jeszcze na dwustu metrach.


- Widoczność nie więcej niż 100 – zameldował po kilku minutach - Nie widzę ziemi. Over


- Mamy cię na ekranie – w mikrofonie usłyszał spokojny głos … pani Haliny! – poprowadzę cię jak po sznurku. Musisz do kogoś wrócić! Over
Nie miał pojęcia co pani Halina, bufetowa, robi przy mikrofonie, ale jej opanowany głos, zdecydowanie i fachowość w wypowiedziach, spowodowały, że postanowił jej zaufać.


- Widoczność 10 – meldował zaskoczony – sprawdzam instrumenty. Over.


- Zmień kierunek na 200 – usłyszał


Obie strony zrezygnowały z przepisowego „Over”. Tak naprawdę to teraz odzywała się tylko wieża, podając mu komendy.


- Zejdź powoli 50 metrów w dół – usłyszał i delikatnie odepchnął drążek sterowy.


- Wyprostuj na 100 – padła następna komenda


Wysokościomierz kręcił się jak głupi.


- Nie za szybko? – przemknęło mu przez głowę


- Prostuj! – usłyszał krzyk w

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów