Koszatniczka
opowiadania >



te najszczęśliwsze chwile, które rozjaśniają i ogrzewają, tak mocno, że można jeszcze w coś uwierzyć i zaufać. Wczesnowiosenne popołudnie chłodem okryło miasto. Ubrała więc pięciolatkę w płaszczyk, czapkę i kalosze, po czym wyszły z budynku. Wolnym krokiem, w rytm kroków małej dziewczynki zmierzały w górę ulicy, w kierunku kamienicy, gdzie mieszkały. Jagoda szczebiotała nieustannie. W końcu doszły do katedry. Obie lubiły to miejsce.


- Mamo wejdziemy? – radośnie podskakiwała Jagoda, prosząc błagalnie ze swoistą niewinnością.


- To chodź, ale tylko na chwilę – odparła Agata


Chwila miała być na tyle krótkim czasem, aby nie móc zdążyć zanurzyć się w sacrum i poczuć przynależności do Kościoła. Ciągle stała na rozdrożu. Nie mogła ostatecznie wybrać drogi dla swojego dziecka, które i tak właściwie zaczęło już samo podążać w swoim kierunku. Starała się uwzględniać w wychowaniu skrajną opinię swojego męża, który wspólnotę wierzących uważał za mafię, obrażał i odrzucał do woli.


Agata odciągnęła toporne poobdzierane drzwi starej windy, duszne powietrze z wnętrza szybko ja otuliło i wciągnęło do środka. Jagoda była zbyt mała, aby nad tym się zastanawiać, z trudem dosięgała pierwszych kilku odrapanych przycisków. Leniwie, z łomotem jechały w górę – do małego mieszkanka, które było dla nich wszystkim, gdyby je straciły na skutek niepłacenia czynszu zostałyby z niczym, tak jak rodzice Agaty ,albo jej męża. Szukamy ludzi podobnych do siebie, nawet, jeśli nam się wydaje, że to przeciwieństwa przyciągają się. Zawsze gdzieś istnieje to zdradliwe podobieństwo, które jest naszym lustrem. Czasem nie jesteśmy tego świadomi, nie zastanawiamy się nad tym bo łatwiej jest bezwolnie krytykować, obrażać i odwracać twarz do okna. Mieszkać razem, ale stać daleko, żeby nie okazać słabości ,lecz pozornie chwilowo tryumfować.


Rodzice Waldka zamieszkali na dalekiej wsi po tym jak zamienili swoje mieszkanie w melinę. Zabrali resztki osobistych rzeczy i pożegnali się z miastem. Zdążyli przetoczyć szczenięce lata swoich dzieci zanim oddali się we władanie alkoholowej hienie. Waldek związał się z Agatą, jego siostra tymczasowo wyjechała do Rabki chora na gruźlicę.


Ona zawsze stała na straży swojego gniazdka, pilnowała, aby rachunki były zapłacone na czas ,doskonale wiedziała czym jest utrata domu.


Weszły do malutkiego przedpokoju, rozebrały buty i kurtki. Z tego miejsca widać było całe mieszkanie-klitkę, gdzie podłogę remontował dawny chłopak Agaty w nadziei na wspólną przyszłość. Wszystko potoczyło się jednak inaczej. Niski chłopak w okularach przegrał z Waldkiem – wysokim, ciemnym mężczyzną, który mógł się wydawać życiową ostoją i szansą na lepsze życie. Wśród koleżanek Agaty budził podziw i zazdrość, a to już wiele znaczyło dla dziewczyny, która nie wierzyła w siebie, czuła się samotna i zagubiona w świecie po opuszczeniu domu dziecka. Uwikłana w chore związki ostatecznie wybrała jego. Siedział teraz przygarbiony w pokoju obok. Wpatrzony w monitor nie odwrócił wzroku na przywitanie.


- Byłeś szukać pracy? – zapytała Agata


- Nie – odpowiedział zdawkowo.


Agata czuła jak narasta w niej złość i poczucie żalu, że to na jej barkach spoczywa odpowiedzialność za utrzymanie domu. Ogromne poczucie odpowiedzialności przytłaczało ją od zawsze, dusiło i nie pozwalało nigdy zapomnieć o młodszym bracie Andrzeju, a teraz o Waldku. Praca była dla niego sprawą drugorzędną. Ambicje i wysokie mniemanie o sobie nie pozwalały mu pracować tylko dla zarabiania pieniędzy. Kwalifikacji nie miał bo anarchistyczne wybryki z wczesnej młodości przyczyniły się do tego, że rzucił szkołę i rozpoczął życie wolnego ptaka. Teraz znalazł się w klatce i nie potrafił do końca zdecydować co robić dalej. Agata tego nie rozumiała. Całymi dniami siedział i czytał, albo tkwił przed komputerem czekając na swoją życiową zawodową szansę, która nie wiadomo skąd miałaby nadejść. Zadzwonił telefon, gdy myła ręce. Przyjemny, łagodny dźwięk wydobywał się z jej torebki. Szum wody i chichotanie Jagody zagłuszyło sygnał. Patrzyła na umywalkę, ręczniki, toaletę, aż w końcu wzrokiem kilka razy prześwietliła całą łazienkę, w której przez moment


oczami wspomnień widziała swojego brata. Delikatnie, pokręciła głową, jakby chciała czemuś zaprzeczyć. Z niedowierzaniem myślała, jak to się mogło stać, że dorosły, najbliższy jej człowiek tak naraził zdrowie Jagody. Zawsze nad nim czuwała, wspierała go, czasem nawet kontrolowała, wiedziała o nim dużo. Nawet o jego skłonnościach, gdy był jeszcze w domu dziecka. Uważnie obserwowała i już wtedy podejrzewała, że jest inny. Widziała jak się ubierał, jak dbał o swoje ciało, gdy gładził przed lustrem napięty brzuch nastolatka. Nie zrażało jej to, akceptowała swojego brata takim, jakim był. ale tak naprawdę nie znała do końca. Dzieci tych samych rodziców, więzy krwi i wspólne doświadczenia to za mało, aby wiedzieć o kimś wszystko. Zaskoczył ją, nie myślała o nim w ten sposób. W gruncie rzeczy był egoistą. Ego szeptało mu obrzydliwie słodko na uszko co myśleć, jak robić, aby było mu wygodnie. Ukrywał się pod osłonką uprzejmości, , grzeczności i delikatności, która kobiety uwielbiają. Czarował uśmiechem i emanował łagodnością. Może to sfeminizowane środowisko wychowawczyń sprzyjało


Waldek leniwie podniósł się z obrotowego krzesła, zatrzymując jeszcze na parę sekund wzrok na ekranie, po czym w ostatniej chwili zaniósł torebkę Agacie. Zdążyła odebrać. Kiedyś Iga była dla niej ciocią, teraz nie wiadomo do końca .Tak rzadko widywały się, że nie ustaliły jaką formę należy przyjąć, czy coś w ogóle zmieniać.


- Cześć Agatko! Co słychać? – usłyszała beztroski, znajomy głos.


- A wszystko dobrze – odpowiedziała.


- Jagoda zdrowa. Właśnie wróciłam z pracy – ciągnęła dalej.


- Może umówimy się, pogadamy spokojnie? Jeśli masz ochotę to zapraszam Cię do siebie – Iga czekała na odpowiedź.


- Dobrze. Tylko kiedy?


- Ta sobota?


- Może być. Jagoda ucieszy się. To do soboty Pa – Agata nie chciała dłużej rozmawiać. Krępowała ją ta sytuacja. W sumie mogła na Igę liczyć, ale nigdy sama nie zabiegała o tę znajomość. Idze kiedyś zależało , aby utrzymać ten kontakt. Szukała ku temu okazji. Choćby wtedy, gdy Agata przeprowadzała się do swojego pierwszego mieszkania. Pomogła jej przy przeprowadzce, wioząc całą przydziałową wyprawkę z domu dziecka, zapakowaną na dachu malucha, którym wtedy jeździła do pracy. Przypisywała temu wielkie znaczenie bo zaangażowała się w ważną rzecz. Agata wykorzystała jedynie okazję darmowej przeprowadzki. Zawstydzona siedziała na miejscu pasażera, spoglądając czasami w jej kierunku z łagodnym uśmiechem. Iga żartowała z całej sytuacji, choć w gruncie rzeczy oczekiwała wyrazów wdzięczności i potwierdzenia, że ta relacja przerodzi się w przyjaźń.

- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
niewnikaj Linia koment
Dodany:2016-03-24 19:55:29, Ocena: 5.0
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów