Zacznijmy od początku II
opowiadania >



1Wiesława.


Boże, boże, kto się tak dobija do tych drzwi – pomyślała Wiesława ledwo wstając z łóżka. Ósma rano, to nie jest jej czas ,ona śpi.Odsypia całe swoje życie ,całe swoje żale. Gdy spojrzała przez wizjer nie zobaczyła nikogo.Cóż widocznie znudziło się czekanie nim starszy człowiek podniesie się ze snu. Trudno ,widocznie nic ważnego. Ale nie opuścił jej niepokój. Taki wewnętrzny strach ,który towarzyszy człowiekowi w jego ważnych chwilach. Zajrzała przez wizjer jeszcze raz ,kogo się spodziewała zobaczyć? Basię , ale tęskniła za nią. Kochała swoją córkę ponad wszystko. Właściwie tylko ona jej została. Dzwoniła ,pisała ,nawet ją zaprosiła. Nie mogłam jej odmówić ,ale już w samolocie wiedziałam jak to się skończy. Wytrzymałam pierwszy dzień ,nawet dobrze udając ,że nic mi się nie podoba ,chociaż było wspaniale. Gdy byliśmy z Janem młodzi zwiedziliśmy dużo świata.Uwielbiałam te podróże ,ale gdy Jana zabrakło ,nawet Londyn nie mógł sprawić bym przestała udawać złość i smutek. Choć był taki piękny i Baśka taka szczęśliwa . Choć ustatkować się nie może. Ale ma czas ,napewno życie ją wynagrodzi. A gdyby to Karina stanęła za drzwiami? Czy by otworzyła? Tak, kochała równie mocno Karinę co Basię. Ale nigdy jej nie wybaczy ,że nie posłuchała matki. Przecież matka wie najlepiej ,czuje gdy coś się dzieje złego.Nie umiem tego wytłumaczyć , ale mój matczyny instynkt mówił mi ,że nie wyjdzie z tego nic dobrego.Może się myliłam? Są ze sobą ponad jedenaście lat. Karina była dzieckiem, gdy się podobno zakochała. Miała tylko piętnaście lat, on dziewiętnaście . Mężczyzna pokochał dziecko, nienawidziałam go za to ,że zawrócił w głowie mojej małej córeczce. Gdy tylko skończyła osiemnaście lat wyprowadziła się z domu, bez słowa.. Nie pożegnała się ze mną ,a ja nie nalegałam. Może gdybym tylko spróbowała , gdybym zechciała go zaakceptować byłoby inaczej. A jeśli będą mieli dzieci? Czy nie poznam swoich wnuków tylko dlatego ,że jestem uparta i wciąż przeżywam stare żale? Nie potrafię się zmienić , nie chcę się zmienić. Zresztą .. Jan zniknął z naszego życia wtedy, gdy pojawił się w naszym domu Marek. Chciał się przedstawić, prosić o zgodę na spacery ,kino i inne rozrywki z naszym dzieckiem. Jan nie miał nic przeciwko , tak po prostu się zgodził i poszedł zarezerwować te pieprzone kajaki! A ja zostałam ze swoimi myślami i już nigdy miałam się z nim nimi nie podzielić. Została moja malutka Marysia ,ukochana ,ostatnia córeczka. Tak się cieszyłam,gdy zaszłam z nią w ciążę. Wiedziałam ,że to nasze ostatnie dziecko , nie chcieliśmy mieć ,aż tak dużej rodziny. Troje to był nasz cel. Gdy został osiągnięty byliśmy najszczęśliwsi na świecie.. Trzy małe dziewczynki rozjaśniły nam życie! Rosły ,dorastały inaczej..dlaczego Jan to wszystko zostawił, albo czemu mu to ktoś odebrał, jaką Jan skrywał tajemnicę.. Bardzo bym chciała by Marysia odwiedziła mnie , by to ona stała za drzwiami. Ona była inna niż pozostałe dziewczynki. Zawsze taka ciepła ,z dobrym słowem dla każdego. Gdy miała naście lat wyobrażała sobie ,że jest mamą i wychowywała wymyślone dzieci. Na początku się martwiliśmy o nią ,ale przestaliśmy. Marysia była zupełnie normalną dziewczyną , po prostu szybciej niż inne koleżanki chciała mieć rodzinę, męża ,dzieci i dom. I ten jej głos.. Ten jej wspaniały głos. Jan mówił ,że odziedziczyła go po jego matce , nigdy nie miałam okazji słyszeć jak śpiewa. Znałam ją tak krótko, ale tak bardzo pokochałam. Jak własną matkę. To samo czułam od niej, że byłam jej upragnioną córką.Jan był jedynakiem. Rok po naszych zaręczynach obydwoje zgineli w wypadku samochodowym. Nie zachowały się żadne zdjęcia ,ani pamiątki,ponieważ ktoś podpalił ich mieszkanie, czy to przypadek.. Nasze córki nigdy nie słyszały o swoich dziadkach,Jan nie chciał o nich mówić. To było jego kolejnym sekretem ,ale postanowiłam nie naciskać. To była jego decyzja ,chociaż nie raz do nich tęsknie.. byli wspaniałymi ludźmi. Maria poszła do szkoły muzycznej ,którą skończyła z wyróżnieniem. Tak pragnęłam dla niej studiów , muzyka była całym jej życiem.. Do czasu, gdy nie przyprowadziła do domu Sebastiana. Polubiłam go, sama się zdziwiłam ,że ktoś kto odbiera mi córkę może być obdarzony sympatią. Tego samego dnia postanowili oznajmić ,że Marysia jest w ciąży ,w czwartym miesiącu. Że chcą się pobrać ,że Marysia wyjedzie do Zakopanego ,tam zamieszka.. I po tym krótkim czasie lubienia Sebastiana przestałam go tak samo szybko lubić. Do Zakopanego?! To koniec świata. Maria ,mała zdolna Marysia wyjedzie i nie wróci. Wiadomo jak jest, nie odwiedza się matki, gdy jest się 400 kilometrów od domu. Ja to wszystko ze strachu, ze strachu o moje córki .. taka się zrzędliwa stałam i uparta. Michał i Julcia ,znam ich tylko ze zdjęć. To straszne i okropne. Nie poproszę Marii ,żeby do mnie przyjechała z nimi. Nie ma mowy. Ale wiem ,że będę tego żałować.. Bo ja jestem stara i życie mi ucieka ,a oni są młodzi, oni mają czas..


Gdy pogrążyłam się w myślach postanowiłam otworzyć te drzwi. Muszę ,coś mnie popycha ,żebym to zrobiła. Na poczatku nie zauważyłam zupełnie nic , jednak na wycieraczce leżała koperta. Biało ,różowa ,w jakieś kwiatki. Co to ma być? Wstydliwie pomyślałam ,że może jakiś adorator do starej baby się dobija ,ale szybko jej myśli uciekły ,gdy zobaczyła adresata. „Wybacz Mi” , tylko tyle, co to może oznaczać? Serce zaczęło mi bić tak szybko, bałam się ,że tego nie wytrzyma ,a ja muszę.. muszę zobaczyć zawartość tej koperty.


Odłożyłam kopertę trzęsącymi się rękoma na blat stołu. Zrobiłam uspokajającą mnie zieloną herbatę ,zostawiając połowę na tym samym blacie. W ostatnim momencie zgarnęłam list zanim dopadła go strużka błogiego płynu. Gdy zobaczyłam pierwsze zdanie , nic nie było w stanie mi pomóc. Ani herbata ,ani córki ,ani lekarz, bo napewno będzie potrzebny.


One.


Nie udało się! O czym Ty mówisz? – Pokój wypełnił się napięciem, jakiego siostry nie miały okazji w swoim życiu poznać.Gołębie za oknem wydawały się odczuć atmosferę ,która zgęstniała jak mgła nad całą Warszawą. Odfrunęły, głośno trzepocząc skrzydłami. Myślę ,że ten trzepot był nie słyszalny dla ludzkich uszu,ale w tej ciszy wszystko było możliwe.


Mamę odratowali – powiedziała Basia. Wypłukali jej te okropne leki..wypłukali ,ale ona.. mówiła łamiącym się głosem.

- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów