Fallout - Rozdział 3: Krypta 15
opowiadania >



darmowe) przekąski.


Szczury i świnoszczury też były głodne. Nie miały zatem najmniejszego zamiaru dzielić się z kretoszczurem niczym. Nastąpił kwik, potem syk, potem jęk i ryk. Zwierzęta rozpychały się ryjami, tłukły się łapami i wykorzystywały albo własną masę, albo wspólną siłę by podkradać sobie jabłka jednocześnie opędzając się od innych amatorów owoców. Ostatecznie wszystko to prowadziło do okrutnej wrzawy. Miałem niemalże wrażenie, że pozagryzają się bez mojego udziału. Mimo to chciałem, by to wszystko zakończyło się efektownie.


Raz jeszcze sięgnąłem do wnętrza tobołka. Odbezpieczyłem granat. Kiedy turlał się w stronę kłębiącej masy nikczemnych szkaradzieństw, żadne ze stworzeń nie zwróciło na niego początkowo uwagi. Tylko kretoszczur – który zdążył już wchłonąć dwa jabłka i jako pierwszy ujrzał toczący się w jego kierunku przedmiot - łakomie rozdziawił ryj i pozwolił by granat wleciał mu prosto do gardła.


Muszę przyznać, iż nie poczuwałem się do odpowiedzialności za ogólny stan i wygląd pomieszczenia rekreacyjnego. Pewnie, pordzewiałe, spękane ściany z których gdzieniegdzie wysypywały się warstwy skruszonego na pył betonu i wystawały żelazne pręty zbrojeniowe nie miały nic wspólnego z tym, co przed chwilą zrobiłem. Lecz pokrywająca je teraz niczym tapeta, karmazynowa krew z resztkami mięśni, futra i flaków lśniła odbijającą światło mojej flary przejrzystością, a to już była tylko i wyłącznie moja robota. Tu i tam mogłem przeglądać się w zwierzęcej posoce niczym w lustrze. Muszę przyznać: w tej ciężkiej, czarnej skórze wyglądałem naprawdę szałowo. Gdyby tylko kalifornijskie szczury jaskiniowe, porośnięte ropnymi, nadętymi bąblami prosięcia i wielkie, tęgie kretoszczury potrafiły komunikować się z zaświatów, bez cienia wątpliwości uznałyby, że Blaine Kelly z wolna, lecz obierając dobry kierunek, zaczyna sobie coraz lepiej radzić w tym hektycznym post-apokaliptycznym piekle.


Nie miałem czego szukać w pomieszczeniu rekreacyjnym. Świeże szczątki zwierząt przemieszały się ze starymi, wietrzejącymi kośćmi ich dawnych ofiar. Gdzieś na wschodniej ścianie, w głębi pokoju, powinna znajdować się szafka z awaryjnym zaopatrzeniem Krypty. Leżała ono jednak przysypana tonami niemożliwych do poruszenia głazów. Sterty kamieni, opadłe z rozpościerającego się ponad poziomami schronu skalnego nasypu góry na zawsze pogrzebały to, czego nie udało się wynieść szabrownikom.


Przemierzając główny korytarz prowadzący do biblioteki i centrum dowodzenia, miałem bardzo złe przeczucia. Moja flara, rzucająca intensywne, czerwone już światło rozwiała wszelkie żyjące jeszcze we mnie nadzieje. Centrum dowodzenia zostało pogrzebane pod tonami skał. Nie było na tym świecie żadnej siły, która umożliwiłaby mi wejście do środka. Dynamit z zainstalowanym zegarem mógł, co najwyżej, przemienić zewnętrzną warstwę głazów w mniejsze odłamki i miałki pył. Hydroprocesor, nawet jeśli gdzieś tam był, został najpewniej zmiażdżony tak jak główny komputer sterujący wszelkimi newralgicznymi procesami Krypty 15.


Nie miałem tu już czego szukać. Zerknąłem jeszcze do sali komputerowej i biblioteki. Moja nowa zabawka świetnie radziła sobie z eliminowaniem pojedynczych świnoszczurów. Muszę przyznać, że nie miałem już ani siły, ani ochoty na stwarzanie jakichkolwiek pozorów, że mi zależy. Strzelałem niechlujnie, od niechcenia, lecz mimo to zawsze trafiałem. Cztery obciągnięte pseudo różową skórką prosiaczki nigdy już nic nie zjedzą. Szczury, chyba nieco bardziej sprytne i inteligentne od swoich pękatych pobratymców, pierzchały na sam widok człowieka z flarą.


Całe wyposażenie biblioteki zostało doszczętnie zniszczone. Komputery, monitory, nic już nie nadawało się do użytku. Nie dziwi mnie to. Los Krypty 15 nie oszczędzał nikogo i niczego, a wyposażenie tej części schronu było bardzo delikatne i najprawdopodobniej zostało zbrukane w pierwszej kolejności. Ktokolwiek przerobił to miejsce na prawdziwą, złowieszczą kryptę pośród której korytarzy czaiła się tytko śmierć, z całą pewnością miał gdzieś cenną wiedzę zawartą na dyskach twardych maszyn i komputerów. Jedyne, co udało mi się wynieść z biblioteki, to nieco nadgryziony przez szczurze siekacze podręcznik pierwszej pomocy. Niebywałe.


Kiedy z powrotem znalazłem się na powierzchni, świat zdążył już zalać się głęboką nocną czernią. Spojrzałem na PipBoy’a: było pięć minut po północy. Zadekowałem się w opustoszałej, splądrowanej szopie. Kilka desek tworzących uzupełnienia blaszanej, karbowanej ściany, posłużyło mi za barykadę w miejscu drzwi (więc o to chodziło!). Mając rozpościerającego nade mną pieczę radskorpiona, ciepły śpiwór, kultową skórę i mnóstwo wolnej pamięci w moim małym, przenośnym komputerku, zacząłem uzupełnić historię.


Był to piętnasty dzień misji o kryptonimie „hydroprocesor”. Wedle pierwotnych wyliczeń, jutro miałem odprawiać rytuał wejścia przynosząc mojej Krypcie newralgiczną część. Tymczasem byłem o przeszło milion czterysta tysięcy kroków dalej na wschód. Nie miałem ochoty na dalszą tułaczkę, zatraciłem jakiekolwiek nadzieje na odnalezienie procesora i jedyne, o czym mogłem myśleć, to by jak najszybciej porzucić radioaktywny, wypalony przez atom i bestialstwo świat zewnętrzny i wrócić do domu.


Sto trzydzieści pięć dni. Tyle czasu by mi pozostało. Tyle czasu pozostałoby nam wszystkim. Potem Krypta 13 przestanie istnieć, a ja nie będę miał domu. Jeżeli chcę kiedykolwiek do niego wrócić, muszę odnaleźć hydroprocesor.


Tylko gdzie, na Boga Miłościwego, może znajdować się coś tak małego, co wchodziło w wyposażenie przeciwatomowych bunkrów, których lokalizacja stanowiła najpilniej strzeżoną tajemnicę?


Muszę się przespać. Inaczej zwariuję. Pustynne noce są zimne. Bardzo zimne. Robi się zimno. Muszę się przespać. Inaczej… zwariuję… zwariuję… zwar...



Koniec rozdziału trzeciego.


Ciąg dalszy już niebawem.



AS-R


falloutnovel@gmail.com


fallout-novel.blogspot.com



Opowiadanie stanowi utwór inspirowany na motywach gry Fallout.



Prawa autorskie do cyklu Fallout i Fallout trademark:


Interplay Productions, Irvine, California, USA.


Bethesda Softworks LLC, a ZeniMax Media Company.







Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów