KTO DROGĘ SKRACA...
opowiadania >



w oczach dobiegła do wylotu tunelu. A za nią niczego nierozumiejący Marek, który nie zdążył zobaczyć zawartości dołu, bo Ewa od razu go zawróciła.
Przy samym wyjściu stał mężczyzna. Można by nawet powiedzieć, że chłopiec. Miał na oko jakieś dwadzieścia lat i wyraźnie było widać, że jest upośledzony umysłowo. W ręku trzymał nóż myśliwski o ostrzu lśniącym w świetle porannego słońca. Chłopiec popatrzył na nich mocno zdziwionym wzrokiem.
- Kim jesteście? - zapytał.
- A ty? - odpowiedziała pytaniem Ewa - Czy to ty ... im to zrobiłeś?
- Nie! - wykrzyknął chłopiec - Ja o niczym nie wiem! - po chwili zmienił temat - Ładna jesteś. Lubię patrzeć na ładne ko ...
Nie dokończył, bo Marek rzucił się na niego z krzykiem. - Morderca!!!
- Nie! To nie ja! Ja nie robię krzywdy innym! - wykrzykiwał chłopiec.
Marek chwycił drąg, który znalazł wczoraj. Skierował się z nim w stronę chłopca.
- N I E ! ! ! - krzyknął tamten i zamachnął się nożem na Marka.
Marek nie zdążył się odsunąć. Ciemnoczerwona krew spływała mu z szyi na ubłoconą kurtkę, bluzę i spodnie. Z jego gardła wydobyło się dzikie rzężenie. Po chwili upadł na twarz, rozbijając o leżący kamień szkła swoich okularów. Kawałki szkieł zmieszały się z błotem i krwią, tworząc prawie jednolitą maź.
- Marek!!! - Ewa ze strachem w oczach spojrzała najpierw na kolegę, potem na zdezorientowanego chłopca.
Dziewczyna nie czekała, aż przyjdzie na nią kolej. Czym prędzej rzuciła się do ucieczki.
- Ja nie chciałem ... Co ja zrobiłem? - chłopiec pochylił się nad Markiem, próbował go podnieść, a po chwili zaczął gorzko i bezradnie płakać.
Ale tego Ewa nie widziała.


Z krzykiem na ustach biegła na oślep przez las. Gałęzie smagały ją po twarzy, jeżyny chwytały za ubrania i sprawiały, że co chwila lądowała w błocie. Nie zważała jednak na to i, cały czas krzycząc, podnosiła się z ziemi i biegła dalej. Kiedy już całkiem straciła głos znalazła się nagle poza ścianą drzew. Była mocno zaskoczona, bo kiedy szli z Markiem w głąb lasu, to przeszli około półtora czy dwóch kilometrów. A tu nagle, tak zwyczajnie, po jakichś dziesięciu minutach biegu (wliczając oczywiście upadki), las się skończył?! Dopiero po chwili Ewa zdała sobie sprawę, że nie biegła po swoich wczorajszych śladach, ale skręciła lekko w bok i przecięła kawałek lasu na skos, co skróciło nieco jej drogę. Stanęła przed ścianą lasu na jakimś polu. Obok niego stał dosyć duży dom z okazałym podwórkiem i pełnym kwiatów ogródkiem. Pobiegła w kierunku domu. Na podwórku stał wysoki mężczyzna z papierosem w ustach i z ciekawością spoglądał na biegnącą ku niemu przez błotniste pole dziewczynę.
Ewa stanęła przed nim i wskazała ręką w kierunku lasu. Nie mogła wydobyć z siebie słowa, a jedyne, co jej się udało, to żałosny płacz.
- Ej, no co jest? - mężczyzna podszedł do Ewy.
- Jaskinia ... - tylko tyle mogła wyszeptać.
Wyraz zaniepokojenia na twarzy mężczyzny ustąpił miejsca wściekłości wywołanej tym jednym wyrazem. Skąd ona mogła wiedzieć o jaskini? Nikt przecież o niej nie wiedział. Tak dobrze ją ukrywał. Nie było mowy o żadnej pomyłce. Na pewno nie chodziło o jakąś inną jaskinię, bo tylko "jego" jaskinia mogła napędzić jej takiego strachu. No i teraz miał problem.
- Poczekaj, opowiedz mi wszystko od początku. - poprosił.
Ewa opowiedziała mu o drodze na skróty, o zgubieniu się w lesie, o znalezieniu jaskini i kobiecych ciałach w środku.
- To na pewno ten upośledzony chłopiec! On miał w ręku nóż! On zabił Marka!
- Wojtuś? Na pewno nie! On by muchy nie skrzywdził! Twój kolega go po prostu przestraszył, a wiesz przecież, że nawet najłagodniejsze zwierzę broni się w sytuacji zagrożenia. A poza tym Wojtuś nigdy nie podniósłby ręki na kobietę. On uwielbia piękno, a kobieta to dla niego symbol piękna. A nóż dostał ode mnie, bo też mu się podobał.
Mężczyzna na chwilę zamilkł.
- Więc mówisz, że właściwie nikt nie wie, że tu jesteście?
- No, nie. Mieliśmy jechać całkiem inną trasą. A poza tym komórki nam się rozładowały wczoraj.
- Aha ... - mężczyzna podrapał się po brodzie. "Wszystko jest w porządku. Nikt o nich się nie dowie. Bo nikt nie wie, że ona tu jest. ", ucieszył się w duchu.
- Niech pan wezwie policję, dobrze? - z zamyślenia wyrwał go głos Ewy.
- A tak, oczywiście. Chodź, razem to zrobimy.
Mężczyzna wziął Ewę pod ramię i poprowadził na tyły domu.


Głuchy odgłos uderzenia łopatą w głowę był raczej niesłyszalny dla nikogo oprócz mężczyzny. Ale jemu on nie przeszkadzał. Wytarł w trawę kilka włosów, które przylepiły się wraz z krwią do łopatki.


- Ładna! Jeszcze jedna ładna!
- Tak, Wojtuś! Ładna, ale wścibska. - powiedział mężczyzna, po czym wrzucił ciało Ewy do dołu.


KONIEC

PAŹDZIERNIK 2000


- [1] [2] [3] [4] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
niewnikaj Linia koment
Dodany:2016-03-20 11:54:44, Ocena: 5.0
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów