Słóżba czy śmierć ?
opowiadania >



Bardzo proszę o wyrozumiałość, to moja pierwsza próba literacka :)



Północ już dawno minęła a on dalej nie mógł zasnąć. Jasny księżyc oświetlał wysmukłe brzozy raz za razem ginąc pomiędzy chmurami. Jego migoczące światło malowały na suficie pokoju dziwne i tajemnicze wzory budząc niepokój. Gdy zdawało mu się ze już przysypia usłyszał ciche szuranie lub też drapanie z parteru domu. Z początku nie zwracał na nie uwagi biorąc je za wytwór zmęczonego umysłu. Jednak ono nie znikło za to zaczęło się pojawiać w różnych częściach domu. W pewnym momencie usłyszał pukanie do drzwi swojego pokoju. Na początku ciche z każdym momentem potężniało. Przerażony zerwał się z łóżka szeroko otwartymi oczami wpatrując się w ciemność. Stukanie rozległo się jeszcze raz po czym coś zaszurało i kolejne pukanie rozległo się już na schodach do salonu jakby wabiąc go na parter domu. Powoli podszedł do drzwi i nacisnął włącznik światła. Nic się nie stało.


- Świetnie , pewnie znowu zerwało trakcje - powiedział głośno, jego głos dziwnie dodawał mu odwagi. Nacisnął klamkę, skrzypiące zawiasy sprawiły ze mimo woli drgnął. Coś znów zatrzeszczało tym razem u podnóża schodów.


-Przecież nikogo tam nie ma - pomyślał - nie może być -pocieszał się. To było pewne. Przecież jego rodzice i bracia wyjechali na ferie do rodziny zostawiając go samemu w domu. Sam o to poprosił twierdząc ze mając siedemnaście lat jest w stanie sam o sobie zadbać. Więc co teraz hałasowało w pustym przecież domu. Podszedł do schodów i postawił pierwszy krok. Nic się nie stało poza tym ze kolejna porcja skrzypień i pukań dobiegła z przedpokoju. Niepewnie zszedł ze schodów po drodze otwierając scyzoryk przezornie zabrany z szafki nocnej. Dotyk zimnej rękojeści dodawał pewności siebie. Jego jasna czupryna mignęła w lustrze wiszącym nad kominkiem. W przedpokoju jak i w reszcie domu panowała teraz niczym nie zmącona cisza jednak coś wywoływało w nim irracjonalny strach. Nasilał się on z każdym krokiem tak że kiedy stanął on przed drzwiami do przedpokoju po jego plecach spływały zimne strużki potu. Szybko szarpnął za klamkę bojąc się ze jeśli zawaha się to ucieknie. Prawie wbiegł do przedpokoju , zdziwiony przystanął wpatrując się w drzwi do domu, a raczej ich brak. Tam gdzie wcześniej znajdowały się ciężkie dębowe drzwi teraz nie było nic, tak jakby wraz z nimi zniknęła także framuga i zawiasy. Powoli, jakby oczekując oporu przeszedł przez otwór wychodząc na żwirowaną ścieżkę. Ogród który w ciągu dnia wydawał się piękny teraz był szary i tworzył atmosferę tajemnicy i zaduchu okalając ścieżkę zwartym żywopłotem. Wtem gdy wytężał wzrok w poszukiwaniu źródła odgłosów poczuł zimny dotyk na karku i cichy śmiech. Dźwięczny, dziewczęcy. Błyskawicznie odwrócił się tnąc na oślep nożem. Scyzoryk przeciął powietrze jednak to nie to przeraziło go najbardziej. Za nim zamiast ścian domu znajdował się las. Dopiero teraz zdał sobie sprawę jak złym pomysłem było opuszczenie bezpiecznych murów. Wszystkie odgłosy miały jedynie na celu przerażenie go i wywabienie na zewnątrz. Tylko jakim cudem znalazł się w lesie? Znów usłyszał ten śmiech, mimo że niewątpliwe należał do dziecka teraz pobrzmiewały w nim złośliwe i pełne samozadowolenianutki.


-Kim jesteś ? -Krzyknął- Pokaż mi się ! Mimo że bardzo się starał w jego głosie zabrakło rozkazującego tonu.
Usłyszał kolejną salwę śmiechu, jakby ktoś lub coś było bardzo zadowolone z wyprowadzenia go z równowagi. Panicznie rozejrzał się szukając źródła dźwięku jednak liczne echa sprawiały że głos wydawał się dochodzić jakby z znikąd. Z wilgotnej ściółki unosiła się gęsta, ciężka mgła. Silne księżycowe światło odbijając się od niej sprawiało ,że cała sytuacja zdawała się być jedynie snem, koszmarem. Kręcąc się wokół własnej osi nie zauważył wystającego korzenia. Upadł boleśnie obijając kolano. W momencie kiedy poczuł ból jego nadzieja na to że to tylko sen roztrzaskała się w konfrontacji z twardą rzeczywistością.
W gęstniejących oparach zauważył wysoką sylwetkę która zdawała się iść w jego stronę. Mgła na chwilę rozstąpiła się ukazując wysokiego mężczyznę w ciemnym płaszczu oraz małą, może pięcioletnią dziewczynkę ubraną w białą sukienkę siedzącą na jego ramieniu. To ona była właścicielka śmiechu. A więc ona miała na celu wywabienie go z domu-pomyślał, tylko po co?
-czego ode mnie chcecie?! -krzyknął jednak obcy milczał wciąż idąc w jego stronę. Powoli jakby hipnotyzując ruchem mężczyzna sięgną pod płaszcz wyciągając ciężki strażacki topór. Kiedy przez ograniczoną widoczność stał się dobrze widoczny był już tylko pięć metrów od chłopaka. Ten jednak wydawał się już mniej przestraszny niż parę chwil temu. Jego ojciec zapalony fan sportów walki, a także emerytowany policjant zapisał go w dzieciństwie na Judo, później uzupełniając je o kickboxing tak że teraz mając konkretnego przeciwnika i czując jak uwalnia się adrenalina czuł się już dużo pewniej. Stanął w wygodniejszej pozycji oczekując przeciwnika, jednak on przy stanął jakby nie przyzwyczajony że ofiary stoją spokojnie naprzeciw niego zamiast uciekać. Dziewczynka pochyliła się w stronę napastnika i szepnąwszy kilka słów zeskoczyła z jego ramienia odsuwając się na bok. Mężczyzna chwilę stał jakby niezdecydowany po czym prawie z miejsca, bez rozbiegu pokonał dzielący ich dystans. Chłopak był jednak przygotowany i gdy tylko obcy znajdował się w jego pobliżu już w powietrzu chwycił jego rękę unieruchamiając ją w łokciu i wykonując zgrabny rzut przez bark zanim nogi przeciwnika dotknęły choćby ziemi. Nie puścił jednak jego ręki błyskawicznie po rzucie wykonując dźwignię, spowodowała ona że obcy wygięty w łuk zawisł dotykając ledwie palcami ziemi. Niemal natychmiast przykładając scyzoryk między jego czwarte a piąte żebro. Jeśli był człowiekiem to właśnie tam powinno znajdować się jego serce. Jeśli spróbował by się wyrwać nadziałby się na ostrze, to było drastyczne działanie jednak instynkt podpowiadał mu że ze strony tego człowieka nie ma co liczyć na litość. Obcy szarpnął rękę próbując się wyrwać jednak niewygodna pozycja uniemożliwiła mu to. Widząc że się nie wyrwie zamachnął się toporem celując za siebie. Robiąc unik chłopak pościł uchwyt scyzoryka. Przeciwnik z cichym pluskiem wbił się na nóż aż po rękojeść wydobywając z siebie cichy jęk.
-o kurw... zabiłem go...-szepnął zmrożony tym co się stało. W tym momencie zachwiał się i upadł pod ciężarem dziewczynki która wyskoczyła na jego ramię. Leżał przerażony

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów