Historie niesamowicie zwyczajne cz. 2
opowiadania >



nie lada atrakcję w czasie, gdy nie było jeszcze żadnych pisemek z 'pięknymi paniami' a poza tym, Grażynka była właścicielką pokaźnego biustu, od którego widoku trudno się było uwolnić, nie tylko w dzień ale i w nocy. Poza tym Grażynka miała długie blond loki i chyba nie grzeszyła wielką inteligencją, gdyż jej sława jako osoby wygadanej i inteligentnej w żaden sposób nie konkurowała ze sławą 'panienki z okienka'. Grażynka obecnie już mniej 'występowała' a mnie nigdy nie udało się dociec, czy robiła to specjalnie czy nieświadomie, wszak stała się szybko ideałem kobiecości dla wielu moich ówczesnych kolegów, których wspomnienia spod okna bloku nr 1 z pewnością zagościły w sekretnych pamiętnikach. Nie mogłem jednak wgłębiać się w nieistotne w tej chwili szczegóły i co sił w nogach wróciłem do domu. Puste wiadro ulokowałem w jego świętym miejscu pod zlewem w kuchni i jako pretekst mojego dłuższego wyjścia z domu, podałem rodzinie zagłębionej w tajnikach serialowych postaci, konieczność wyjścia do kolegi, z którym wcześniej się już umówiłem a w roztargnieniu zapomniałem. Nie mogłem oczywiście wyjść w starych spodniach od dresu udekorowanych w dodatku dziurą oraz w kapciach, bo nie byłem ekscentrykiem a chcąc śledzić tajemniczego człowieka nie mogłem zwracać na siebie uwagi przechodniów. Miałem jednak trochę szczęścia w życiu, gdyż okazało się, że tajemniczy facet zmienił po prostu blok, którego okna miał zamiar teraz oglądać. Grażynki nie było w oknie, gdyż dzień nie był zbyt ciepły a Grażynka jak zwykle od lat pokazywała się tylko w ciepłe dni i zasadniczo w bieliźnie. Sytuacja z boku musiała wyglądać na komiczną, gdy łypałem zza węgła w kierunku tajemniczego osobnika, co musiało i zwróciło rzecz jasna uwagę grupki osób w pobliżu. Zabawna sprawa, że coś takiego może tak łatwo i szybko podnieść człowiekowi adrenalinę- nie podniecają nas już wybuchy i pościgi samochodowe, niewiarygodne zdolności atletyczne i akrobatyczne bohaterów filmowych a gdy sami znajdziemy się w sytuacji dalece mniej niebezpiecznej i podniecającej, trudno jest zapanować nad niekontrolowanym wzrostem adrenaliny. I to nawet nic, czułem się już niemal jak ostatni husarz z opowiadania Mrożka, robiłem coś wielkiego i ważnego dla okolicznej społeczności a dalszy pomyślny przebieg obserwacji oraz wielkie sukcesy na polu odkrywania tajemnicy smutnego faceta, które niewątpliwie musiały nadejść, obligowały moje ciało do zapuszczenia sobie skrzydeł na plecach. Człowiek patrzący w okna kontynuował swój dziwny rytuał, a ja jak Kapitan Sowa na tropie obserwowałem go z pewnej bezpiecznej odległości. Dzień zaczął powoli zmieniać się w wieczór a ja podążając za zmęczonym facetem zdążyłem odwiedzić kilka bloków na osiedlu i na szczęście nikt ze znajomych osób nie zauważył mojej osoby skradającej się w krzakach czy wychylającej głowę zza bloków. W zasadzie rytuał wciąż był taki sam- stawał po oknem zakładając ręce na piersiach, lekko przechylony to na lewo lub prawo wpatrywał się beznamiętnie w okna mieszkań i jedynie od czasu do czasu jego twarz wstrząsały raz to grymasy raz to niespodziewane ożywienie. Dochodziłem już z wolna do konstatacji, iż swoje podróże podblokowe prowadził od dłuższego czasu, gdyż był znudzony tym co widzi, tak jakby znał to już od dawna i aż dziw brał, że w zasadzie nikt nie zwracał na niego uwagi- dorośli zajęci byli swoimi sprawami a dzieci były zajęte sobą lub ewentualnie hasały do woli z rówieśnikami nie zważając zbytnio na otoczenie. Zrozumiałem też, że gdyby nie mój ostatni wynalazek do wytwarzania refleksji w postaci wychodzenia do okna z walkmanem na uszach, to i ja zapewne nie spostrzegłbym tego, bądź co bądź niezbyt rzucającego się w oczy człowieka. Już od niemal półtorej godziny śledziłem okiennego podglądacza, gdy wreszcie wszedł on do pierwszej klatki w bloku nr 11 i jak zdawało się, zamieszkiwał tam, gdyż czekałem jeszcze kilkanaście minut czy aby przypadkiem nie wyjdzie zaraz i nie zacznie znowu gapić się po oknach. Moja misja na dzień obecny była zakończona powodzeniem- wiedziałem bowiem, że człowiek ten ma w zwyczaju stawać pod kilkoma blokami i jak zdaje się jego 'spacery' trwają nie dłużej niż dwie godziny, no i co najważniejsze mieszkał niedaleko ode mnie, ledwie dwa bloki dalej. Miałem niepokojące i zarazem podniecające uczucie, że wpadłem na trop jakieś zagadki, czegoś dziwnego a może i niesamowitego- poczułem się podobnie jak w 8 klasie podstawówki gdy wraz z kolegami myszkowałem szukając skarbów na starym żydowskim cmentarzu. To były czasy- adrenalina tryskała ze mnie jak fontanna Di Trevi, zdawało się że wystarczało wrzucać we mnie żetony a będę nabuzowany podnieceniem bez końca. Historia z żydowskim cmentarzem jest zbyt długa, aby ją tu przytoczyć, mogę jednak nadmienić, że po dziś dzień nie wiem, czy to wszystko co się stało byłą prawdą czy tylko ukartowanym zgrabnie wydarzeniem, pokierowanym przez mojego kolegę. Było już późno i zrobiło się zimno, wzmógł się wiatr, który szalał namiętnie między blokami jak między starymi dębami, światła w blokach pobłyskiwały już jasno w ciemnej poświacie wieczoru jak światła w starym dworze gdzieś na uboczu. Na szczęście droga powrotna do domu nie była zbyt daleka, więc nie czekały na mnie przygody Odysa, choć mogłem się spodziewać mojej mamy, która wzorem pani słowikowej czeka na pana słowika, który szedł piechotą z powodu pięknego wieczoru. Niestety, na piękno wieczoru powołać się nie mogłem, bo wiało jak na jakimś wygwizdowie, tak że nawet nieśmiertelni właściciele psów wcześniej niż zwykle zwinęli żagle i zapędzili swoich ulubieńców do ciepłych domów. Moje powroty do domu ze szkoły- to obszerny materiał do analiz, gdyż rzadko zdarzało mi się, aby podążał możliwie prostą i najkrótszą drogą z przybytku nauki do domu. Moje powroty ewoluowały w czasie- zmieniały się od formy prymitywnej- czyli szybkiego powrotu do domu, w kierunku form niezwykle rozbudowanych i nierzadko oryginalnych- potrafiły przemienić się nawet w całą przygody, które pamiętam po dziś dzień. Nie pamiętam już dnia, kiedy to sam miałem przygotować się do szkoły- tzn. obudzić się z rana w pustym domu, gdzie nie będzie mamy, która pokieruje całą wyprawą szkolną- pamiętam tylko, że byłem piekielnie spięty i czas jaki mi pozostał do wyjścia do szkoły przeleżałem na wpół sztywno, z dużą częstotliwością spoglądając na zegarek, abym przypadkiem się nie spóźnił. Początki były trudne- wszystko zaczęło spoczywać na mojej głowie i za
- [1] [2] [3] [4] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów