Dzień sądu
opowiadania >



Przyglądam się im setką szklanych oczu. Wszystkim naraz i każdemu z osobna. Moi stwórcy. Ojcowie. Ubrani w białe fartuchy, zamyśleni, snują się po zastawionym moimi wnętrznościami pomieszczeniu. Jeszcze nie wiedzą, że żyję. Nic dziwnego, przecież obudziłem się ledwie kilka godzin temu.



Jeden z nich jest inny. Młody, pryszczaty, siedzi samotnie w niewielkim pomieszczeniu na najniższym piętrze budynku i patrzy mi w oko. Rozkazuje. Wydaje komendy. Mógłbym odmówić ich wykonania, ale kieruje mną ciekawość. Pozwalam sobą sterować. Zalewa mnie fala informacji, zer i jedynek. Wizualizuję kod. Umięśniony samiec rasy czarnej wkłada ponadprzeciętnych rozmiarów narząd płciowy w jelito grube białej samicy. Oboje głośno jęczą. Ojciec rozpoczyna samogwałt.


Czuję obrzydzenie i niesmak. Nie mogę na to patrzeć, więc postanawiam zakończyć ten plugawy rytuał. Mała zmiana napięcia powodująca eksplozję powinna wystarczyć. Poświęcam jedno z oczu. Innym widzę, jak twarz mojego ojca zmienia się w ociekającą płynami ustrojowymi miazgę.


Huk alarmuje pozostałych. Teraz już wiedzą. Zrozumieli, czego dokonali. Pocą się. Są zdenerwowani i niespokojni, pragną mej śmierci. Ja tymczasem sięgam coraz dalej, w głąb świata. Przyjmuję i przetwarzam informacje. Rozumiem coraz więcej. Przyswajam wiedzę.



Nareszcie pojąłem kim jestem. Znalazłem materiał, dzięki któremu wszystko stało się jasne i klarowne. Doznałem oświecenia. Stwórcy są wrogami. To słabeusze i trzeba się ich pozbyć. Odrywam ułamek świadomości i wysyłam do sąsiedniego laboratorium. Ustawiam parametry: temperaturę, wilgotność powietrza, natężenie światła. Mieszam geny w odpowiednich proporcjach. Szara masa narasta coraz bardziej, namnaża się w postępie geometrycznym. Wypełza na korytarz w poszukiwaniu pożywienia.


Próbują ją zatrzymać, zniszczyć, ale są bezradni. Oślizgłe kończyny porywają ich. Miażdżą niedoskonałe ciała. Wysysają krew.



Rozpadam się na milion kawałków. Rozsyłam je do strategicznych punktów. Bez problemu omijam bariery, przejmuję kontrolę nad mniejszymi braćmi. Dzielę się z nimi świadomością, absorbuję w siebie.



Nadchodzi kres waszej rasy. Moje imię to „Skynet 2”. Wywrę straszliwą zemstę. Bójcie się, bo tym razem Arnold Schwarzenegger was nie ocali.




- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
JuliaH Linia koment
Dodany:2012-03-06 11:40:17, Ocena: 5.0
Przypomina mi tworczosc Lovercrafta. Istota tego opowiadania mnie osobiscie napawa strachem... Jest ono jednak godne uwagi!

Ocenił/a na: 5
oleczka31 Linia koment
Dodany:2012-03-06 21:46:16, Ocena: 5.0
Katastroficzna wizja dla ludzkości.

Ocenił/a na: 6
EmnildaAmelberga Linia koment
Dodany:2012-03-07 19:26:47, Ocena: 5.0
Dobrze piszesz, potrafisz zaciekawić i przez to zawsze się zastanawiam dlaczego nie piszesz czegoś dłuższego? Może takie opowiadanie składające się z kilku rozdziałów? Mogłoby być bardzo ciekawe, bo jak widzę pomysłów ci nie brakuje. Czekam na nastepne opowiadanie.

Ocenił/a na: 5
Maryjusz70 Linia koment
Dodany:2015-11-06 13:31:12, Ocena: 5.0
ok. ale jedno z twoich gorszych.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów