Mój chłopak jest gejem" 3 część serii (+18)
opowiadania >



Po prostu obdarzył go kolejnym olśniewającym uśmiechem. Matt zagryzł zęby, żeby nic nie palnąć. – Będzie fair jeśli to ja zamówię kolejną kolejkę. – Nie czekał na odpowiedź tylko sam przywołał kelnerkę po raz drugi. – Można powiedzieć, że świętujemy…

– Świętujemy? – Matt nieświadomie potarł nadgarstek, na którym nadal czuł ciepło szczupłej dłoni, dotykającej go przed chwilą.


Miał ochotę wrzeszczeć, zażądać, aby Donatello nie dotykał go więcej, ale wiedział, że nie mógł. Musiał zachowywać się zimno i obojętnie. Nie mógł pozwolić, aby któremuś z towarzyszących mu mężczyzn przyszło do głowy coś głupiego. Wystarczy, że jemu przychodziło. Otrząsnął się, czując zimny dreszcz strachu spływający po jego plecach. Chciał wyjść z baru. Nagle ochota na imprezowanie przeszła mu całkowicie. Kyle jednak nigdy by mu na to nie pozwolił. Nie bez dogłębnych i zawiłych tłumaczeń. A tych nie mógł udzielić.


Nie umiał udzielić.


– Okej, powiem to, bo chyba nie wytrzymam. – Bryan oświadczył dzielnie, przełykając ślinę nerwowo. Złapał Kyle’a za rękę i pochylając się nad stołem, wbił spojrzenie w brata. Widać było jak żyłka pulsuje mu na szyi w dzikim tempie. Matt poczuł jak serce załomotało mu w piersi. Teraz i on był zdenerwowany.


– Dobra gadaj, bo mnie zaczynasz wkurzać! – zażądał, spoglądając to na jednego, to na drugiego mężczyznę. Cokolwiek wykombinowali, nie mogło to być nic dobrego. Wątpił jednak, że oni będą pytać go o pozwolenie. Bardziej prawdopodobne było to, że zwyczajnie mają zamiar oświadczyć mu swoje kolejne szaleństwo. Miał nadzieję, że nie będzie ich musiał za to ukatrupić.


– Zamierzam wprowadzić się do Kyla i Reda, bo zamierzają wynająć wspólne mieszkanie! – Bryan wyrecytował jednym tchem, nie dając szans na odpowiedź Mattowi, którego i tak zatkało całkowicie. – Red został przyjęty do waszej firmy i będzie z wami pracował! Powiedz, czy to nie wspaniale? – zawołał entuzjastycznie, oczekując reakcji brata z zapartym tchem.


Trzy pary oczu przeniosło wyczekujące spojrzenie na Matta.


Nie wiedział kiedy, ale krew pulsująca mu w uszach praktycznie zagłuszyła ostatnie pytanie jego brata. Otoczenie zniknęło nagle i jedyne co mógł zrobić, to wpatrywać się w siedzące przed nim osoby. Bryan szczupły blondyn, kurczowo obejmował swojego przystojnego, barczystego chłopaka. Kyle wykorzystujący swoje długie ręce i szerokie ramiona, przytulał do siebie zarumienionego, zmartwionego ukochanego. Nic nie mówili. Bezapelacyjnie wszystko co mieli do powiedzenia, zostało powiedziane.


Matt nie mógł myśleć logicznie, miał wrażenie, że nawet nie mógł normalnie oddychać. Jego oczy same powędrowały do siedzącego tuż przy nim, zdecydowanie za blisko jak na jego gust, Dona. Błyszczące oczy o niesamowitej barwie, wpatrywały się w niego ze smutkiem i lekkim niepokojem. Ciemno rude włosy opadały mu na blade czoło i wiły się na karku, i uszach w modnej niedbałej fryzurze. Wysokie kości policzkowe i nasadę nosa miał obsypane złocistymi piegami, a pełne różowe usta po raz pierwszy nie były wygięte w uśmiechu.


Matt nie potrafił zmobilizować się, aby się odezwać.


Co ten Bryan sobie myślał? Chciał wyprowadzić się z domu? Tak po prostu? Chciał zamieszkać ze swoim narzeczonym w tak młodym wieku? Jak on to sobie wyobrażał? Było go stać na utrzymanie z dorywczej pracy? A Kyle uznał to za świetny pomysł? I czemu do cholery zaproponował wynajęcie wspólnego mieszkania Donowi, a nie jemu? Donowi ze wszystkich ludzi!


Zazdrość i złość przerzedziły trochę smog w jego głowie i zwolniły natłok pytań buzujących mu w mózgu. Pobudzony do życia, wbił ponownie spojrzenie w swojego najlepszego przyjaciela. Lekki rumieniec pokrywał opaloną twarz Kyle’a, ale mężczyzna nie spuścił spojrzenia. Najwyraźniej miał jakąś setkę dobrych wymówek i usprawiedliwień. Zbyt dobrze Matt go znał, aby tego nie wiedzieć. To tylko pogłębiło w jego duszy uczucie zdrady i gniewu. Bez słowa spojrzał na swojego brata. Bryan siedział wyprostowany i blady czekając w dalszym ciągu na jego reakcję. Matt nie wiedział czego się po nim spodziewali, ale ponad wszelką wątpliwość podejrzewali go o jakiś wybuch czy fochy.


O nieee… ich niedoczekanie.


Z trudem i praktycznie boleśnie, wymusił uśmiech starając się spojrzeć na towarzyszącą mu trójkę jak najniewinniej i najobojętniej. Ocenzurował to co cisnęło mu się na usta i chwytając butelkę z piwem wzniósł toast.


– Cóż, nie wiem komu pogratulować najpierw. Mieszkanie, przeprowadzka, nowy nabytek dla naszej nowo powstałej firmy… wiele przegapiłem – parsknął ironicznie, starając się zmusić do lżejszego tonu. Mdłości sprawiały jednak, że praktycznie miał ochotę zwymiotować wcześniej wypite piwo. Nagły ból głowy rozsadzał mu czaszkę od środka. Musiał wielokrotnie przełknąć, aby móc kontynuować. Jedyną jego pociechą były zaskoczone miny jego przyjaciół. – Gdzie ja byłem jak mnie nie było? – zapytał z fałszywym uśmieszkiem, mającym zneutralizować jego cierpki ton. Zauważył jednak, że Kyle wzdrygnął się robiąc bolesną minę. W tym momencie miał to jednak głęboko w nosie.


– To moja wina… – wtrącił Don nagle. Z poważną miną odwrócił się do Matta i spojrzał mu w oczy zdecydowanie.


Matt odpowiedział mu twardym, zimnym spojrzeniem. Mógł się założyć, że to właśnie była jego wina i z radością miał zamiar go winić.


– Red potrzebował pracy i miejsca do mieszkania, a my potrzebujemy dobrego speca od reklamy – dodał Kyle, kiedy krepująca i przedłużająca się cisza zaczęła stawać się trudna do zniesienia. Jego głos był opanowany i stanowczy, i Matt wiedział, że najwyraźniej ten temat nie podlega dyskusji. On był zwyczajnie informowany. – Mój ojciec sprawdził go i podjął decyzję, że Red nada się idealnie. Ja będę projektował i budował, ty stworzysz najwspanialsze grafiki i wizualizacje, a Red je rozreklamuje.


– Widziałem jego projekty! Są po prostu genialne! – wtrącił entuzjastycznie Bryan, ale Matt go zignorował milcząc nadal i wpatrując się w swojego przyjaciela. Kyle kontynuował spokojnie, przytulając swojego ukochanego i rzucając Mattowi lekko złe spojrzenie. Don zaczął wiercić się niespokojnie przy jego boku.


– Kiedy okazało się, że ten wielki trzypokojowy dom, zaraz po drugiej stronie ulicy, naprzeciwko naszej firmy stoi pusty, zaczęliśmy się zastanawiać. Red nie mógłby go wynająć sam, bo był za drogi i za duży. A ja już od dawna myślałem o wyprowadzce z domu…


– Rozmawiałem z mamą i choć nie była zachwycona, to stwierdziła, że wybór należy do mnie – dodał Bryan stanowczo. Najwyraźniej również on zdecydował.


Szkoda tylko, że żaden z nich nie wspomniał o swoich planach nawet słowem. Żaden nie zapytał go o zdanie ani nie pofatygował się uprzedzić

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów